Polują na siebie zamiast na dziki

Wiadomości Interwencja
Data publikacji 21.04.2017r.

Starosta przegonił myśliwych z obwodu łowieckiego, a myśliwi chcą pogonić kota staroście. Czy po tej całej awanturze będzie miał kto strzelać do dzików, tak żeby uprawy miejscowych rolników nie pozostały bez ochrony?

W tej sprawie nic nie jest takie, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Starosta bialski, który wypowiedział umowę dzierżawy obwodu łowieckiego nr 19 myśliwym z Wojskowego Koła Łowieckiego „Diana” ze Stężycy (pow. dębliński), sam do niedawna był myśliwym tego właśnie koła. Z kolei prezes „Diany” informuje, że prowadzi 100-hektarowe gospodarstwo rolne.


Dziki chodzą stadami

Obwód łowiecki nr 19, którego spór dotyczy, znajduje się między dwiema drogami krajowymi – „dwójką” i „dziewiętnastką”. To powiat bialski, okolice Międzyrzeca Podlaskiego. I kilka wsi szczególnie narażonych na szkody powodowane przez dziki.

– Kiedyś tego problemu praktycznie tu nie było – mówi Adam Olszewski, rolnik ze wsi Zasiadki, specjalizujący się m.in. w uprawie ziemniaków. Jest także szefem OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych w woj. lubelskim. Przypomina sobie, że większe szkody zaczęły pojawiać się w latach 2012–2013. Od tamtej pory problem niszczonych przez zwierzęta upraw narasta.

– W Dołhołęce, po drugiej stronie lasu, gdzie „Diana” ma swoją leśniczówkę, ambon nie brakuje. Ale po naszej stronie, skąd blisko do pól uprawnych, ambon nie ma – zaznacza.

Rolnik wybudował więc na skraju podwórka prywatną ambonę. Strzela z niej w kierunku dzików z pistoletu hukowego. – Jeden raz już nie wystarcza. Uciekają dopiero po drugim strzale – wyjaśnia. Rolnik jest przekonany, że „Diana” z problemem dzików w okolicy sobie nie poradziła.


Adam Olszewski na tle ambony własnej konstrukcji, z której płoszy dziki. Trzyma przygotowany przez związek projekt zmian w prawie łowieckim

W jego głos, i głosy innych rolników z gminy Międzyrzec Podlaski wsłuchał się Mariusz Filipiuk, bialski starosta. W styczniu wypowiedział „Dianie” umowę dzierżawy obwodu nr 19.

Nieszacowanie w terminie szkód. Dla przykładu: rolnik 10 lipca zgłasza szkodę, a na szacowanie pojawia się ktoś z koła po dwóch miesiącach. Czyli ustawowy siedmiodniowy termin jest ewidentnie złamany. Dalej – kwestie niewypłacania szkód w odpowiednich wysokościach. I wreszcie – realizacja planów łowieckich na poziomie 61 proc. w okresie ostatnich 10 lat. To dane Ośrodka PZŁ z Czempiny. Kolejny przykład: na 30 lizawek, które „Diana” wykazuje w rocznym planie łowieckim, w łowisku podczas kontroli 31 marca znalezione zostały trzy, i to świeżo wyłożone – starosta wylicza zarzuty wobec „Diany”.

– Biorąc to wszystko pod uwagę, dysponując negatywną opinią wójta, izby rolniczej, samymi negatywnymi opiniami rolników wobec koła „Diana” wygłoszonymi 28 marca podczas spotkania w Maniach, nie mogę wystąpić przeciw mieszkańcom. Rozumiem, że koło łowieckie może mieć inne zdanie. I może dochodzić go w sądzie – tłumaczy Mariusz Filipiuk.

Jak do tego doszło?

Adam Olszewski przypomina, że rolnicy apelowali o załatwienie problemu dzików we wschodniej Polsce od dawna.

– W 2014 r. staraliśmy się dotrzeć gdzie się da: do ministerstwa rolnictwa, ministerstwa środowiska, samorządowców, mediów, izby rolniczej. Były różne reakcje. A to, że dziki to „nudny temat”, a to, że należy zwrócić się gdzie indziej – podaje rolnik. Zaznacza, że wtedy ani on, ani jego sąsiedzi nie byli w związku zawodowym. – To było pospolite ruszenie – mówi. I opowiada o protestach, blokadach, rozmowach i próbach rozmów.

Tu muszę oddać honor prezesowi „Diany”. Przyjechał z nami rozmawiać. Tyle, że rozmowy nie na wiele się zdały. W międzyczasie problem nabrał nowego wymiaru. Z północy zaczął zbliżać się ASF. Niektórzy z nas zapisali się do związku. Łatwiej walczyć o swoje, mając wsparcie organizacji – przekonuje Adam Olszewski.

A związek ma własny pogląd na gospodarkę łowiecką.

– Chcemy takich zmian w prawie łowieckim, które umożliwią zajmowanie się nią także rolnikom. Zgodnie z naszym projektem powinna powstać Narodowa Rada Łowiecka. Nie może ona składać się tylko z myśliwych. Zarządzanie musi być wspólne: rolników i myśliwych. Apeluję do rolników: sprawdzajcie, jak posłowie z waszego terenu zagłosują nad nowelizacją prawa łowieckiego. Patrzcie im na ręce. Bo lobby myśliwych jest ponadpartyjne – dodaje.

Sztab kryzysowy

Choć umowa z „Dianą” została wypowiedziana, to rozmowy trwały. Pewnie także dlatego, że nieoficjalnie zaczęło się już mówić, że Polski Związek Łowiecki nie zgodzi się na żądanie starosty i nie wyznaczy lokalnego koła na nowego dzierżawcę obwodu 19, tylko wskaże „Dianę”.

– Uznaliśmy, że to może być szansa, aby wynegocjować lepszą współpracę z myśliwymi. Tak, żebyśmy nie musieli już po nocy pilnować upraw. Tak, żeby znowu można było w Zasiadkach uprawiać kukurydzę – podkreśla Adam Olszewski.

Pod koniec marca w Maniach odbyło się spotkanie okolicznych mieszkańców z prezesem „Diany”. Było kilkadziesiąt osób z okolicznych wsi. – Wszyscy, jednogłośnie, stwierdzili, że nie akceptują gospodarki łowieckiej prowadzonej przez to koło – relacjonuje Adam Olszewski. Potem było jeszcze jedno spotkanie. – Ludzie podnosili kwestię nieterminowej wypłaty odszkodowań, ktoś z sąsiadów powiedział, że naliczył na swoim polu 40 dzików. Ja mogę podać swój przykład: protokół spisany kilka miesięcy po szkodzie i zaniżone o połowę odszkodowanie. Nie jestem gołosłowny, ekspertyzę przeprowadziła niezależna firma. Sprawa jest w sądzie.

Uczestnicy tych negocjacji przesądzili: Nie chcą „Diany”, chcą nowego koła. – „Tygodnik Poradnik Rolniczy” czytają rolnicy w całej Polsce. Niech wiedzą, że z myśliwymi można wygrać. Nie daliśmy się i koło zostało bez dzierżawy – podkreśla rolnik z Zasiadek.

Sytuacja w pierwszych dniach kwietnia wyglądała tak, że od początku tego miesiąca nikt nie miał prawa polować w obwodzie nr 19. Bo choć PZŁ przedstawił staroście do akceptacji nowego dzierżawcę, to wyznaczył na tę funcję koło „Diana”. Starosta się na to nie zgodził. A to oznaczało pat.

5 kwietnia w starostwie w Białej Podlaskiej zebrał się sztab kryzysowy. – Do Zarządu Okręgowego PZŁ w Białej Podlaskiej trafi monit – zapowiedział po zakończeniu obrad starosta Mariusz Filipiuk. – Chodzi o to, aby w trybie pilnym wskazali inne lokalne koło, z którym będziemy mogli podpisać umowę na dzierżawę obwodu nr 19. Jestem w stanie zaakceptować każde inne koło zaproponowane przez PZŁ, lecz w jego szeregach musi być jak najwięcej lokalnych myśliwych. W najbliższych dniach wraz z powiatowym lekarzem weterynarii będziemy podejmować inne działania mające na celu poprawę obecnej sytuacji. Priorytetem jest doprowadzenie do wykonania redukcji dzika w obwodzie numer 19 w ramach tak zwanych odstrzałów sanitarnych.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu