Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji o plikach cookies.

Zgadzam się

r e k l a m a

Partner serwisu

Myśliwi: Walkę z ASF utrudniają służby weterynaryjne i wprowadzone restykcje

Hodowla Zwierząt ASF
Data publikacji 04.01.2018r.

Afrykański pomór świń systematycznie rozprzestrzenia się na teren zachodniej części kraju. Tam gdzie został wykryty, myśliwi mają prawo do wykonywania polowań na dziki bez ograniczeń i przy użyciu przyrządów noktowizyjnych. Jak twierdzą sami myśliwi, walkę z ASF utrudniają między innymi wymogi oraz postępowanie służb weterynaryjnych.

Myśliwi, którzy są członkami kół łowieckich ze wschodu kraju, które to dzierżawią obwody na terenach, gdzie ASF został wykryty, nie mają złudzeń. Wirus dotrze na zachód aż do koryta Odry i dalej. To tylko kwestia czasu. Wprowadzone restrykcje wcale nie przyczyniają się do ograniczenia rozprzestrzeniania się afrykańskiego pomoru świń. Przeciwnie – działania służb weterynaryjnych nie tylko utrudniają wykonywanie polowań na dziki, lecz także według naszych rozmówców mogą potęgować zagrożenie.

r e k l a m a



Jeśli chodzi o Inspekcję Weterynaryjną to uważamy, że kompletnie nie jest przygotowana do walki z ASF. U nas w powiecie pracują same niezorientowane osoby. Nie mają pojęcia o specyfice wykonywania polowań. Niektórzy uważają, że my pozyskując dziki wychodzimy na drogę, na której po chwili pojawia się wataha i wtedy bez problemu możemy oddawać strzały z bliskiej odległości do sztuk, które uważamy, że mogą być zarażone wirusem. Możemy sobie teren ogrodzić, odizolować i wezwać właściwe służby. Chcielibyśmy, aby to tak działało. Niestety jest to możliwe tylko w umysłach urzędników – powiedział nam prezes jednego z Kół Łowieckich działających na terenie powiatu piaseczyńskiego.

Bez ograniczeń

Wykonywanie polowań na dziki w strefach ASF to przedsięwzięcie skomplikowane i złożone. W najtrudniejszej sytuacji są te koła, które mają obwody położone w różnych obszarach zagrożenia. Myśliwi muszą je wtedy traktować jako zupełnie odrębne rejony. Zwierząt nie można bowiem swobodnie przemieszczać między nimi.

Teoretycznie w strefach, gdzie ASF został wykryty, możemy polować bez ograniczeń. Kłopoty dla nas się zaczynają jednak dopiero po pozyskaniu dzika. Nie możemy z nim nic zrobić do momentu, kiedy nie zostanie stwierdzone, że dana sztuka jest wolna od wirusa. Gdyby służby działały sprawnie i efektywnie, problemu może takiego by nie było. Nie można patroszyć dzika w lesie. Żaden skup go nie przyjmie, jeśli nie ma dokumentu o tym, że jest on bez wirusa. Mamy sezon polowań zbiorowych. Odbywają się one w soboty. Próbki są wysyłane do Puław. Wspaniale, kiedy w poniedziałek wieczorem są wyniki. Z tym są jednak kłopoty. Pierwszeństwo bowiem mają badania świń z terenów ASF. Czasem trzeba czekać kilka dni na potwierdzenie faktu, że dziki były wolne od pomoru. To są dla nas ogromne utrudnienia – mówi łowczy z okolic Radzynia Podlaskiego.



  • Na terenach, gdzie występuje afrykański pomór świń myśliwi mogą polować przez cały rok i bez ograniczeń. Dopuszczony jest także odstrzał loch

Wszyscy nasi rozmówcy zgodzili się udzielać informacji pod warunkiem nie ujawniania ich danych osobowych. Jak się dowiedzieliśmy, niektóre z Kół Łowieckich, które działają w pobliżu wschodniej granicy, przewidziały okoliczność pojawienia się u nich ASF.

Kolegom oraz rolnikom z zachodnich rejonów kraju radzimy się przygotować wcześniej. My polujemy w odległości około 100 km od miejsca, gdzie został wykryty przypadek pomoru. To dlatego nasz zarząd postanowił zakupić z własnych środków chłodnię. Bez niej polowanie na dziki byłoby praktycznie niemożliwe. Każda pozyskana sztuka jest transportowana do miejsca, gdzie znajduje się chłodnia. Dopiero tam ją patroszymy. Są też maty ze środkiem dezynfekującym. W naszej chłodni dziki znajdują się do momentu, kiedy przychodzą z Puław wyniki badań. Każdy myśliwy jest zobowiązany do pobrania próby krwi, niezbędnej do przeprowadzenia laboratoryjnego badania. Na nasze nieszczęście obwody łowieckie mamy we wszystkich trzech odrębnych strefach zagrożenia ASF. Dla weterynarii to zupełnie różne rejony. Nie możemy między nimi swobodnie przemieszczać zwierząt i w każdej musi być odrębna chłodnia. Koło było stać na zakup tylko jednej. O pozostałe dwie musieliśmy walczyć w Inspekcji Weterynaryjnej. Otrzymanie jej powinno być standardem dla stref zagrożonych – mówi jeden z naszych rozmówców.

Działanie służb

Jak nas poinformowano, zdarzają się sytuacje, kiedy zachowania służb sanitarnych są nieodpowiedzialne. Myśliwi doskonale znają swoje łowiska. Są to tereny trudno dostępne. Dzik zarażony pomorem bardzo cierpi. Umiera w skutek wysokiej gorączki. To dlatego zwierzęta gromadzą się na terenach, gdzie łatwo o wodę. Często są to bagna. Myśliwi, zgodnie z procedurami, każde znalezione padłe zwierzę zgłaszają do powiatowego lekarza weterynarii.

Rano znajdujemy dzika. Po 2–3 godzinach przyjeżdża lekarz weterynarii. Jednak nie wystarczy mu powiedzieć, że dzik leży za wzniesieniem trzy metry od okazałego świerku. Trzeba z nim jechać i dokładnie pokazać dane miejsce. Na co nasz wysiłek i prywatny czas skoro czasem wóz firmy utylizacyjnej przyjeżdża nawet po 36 godzinach od odnalezienia dzika. W tym czasie zwłoki leżą na miejscu i nadal stanowią zagrożenie – opowiada myśliwy z okolic Drohiczyna.



  • Bez badań potwierdzających, że upolowana sztuka nie jest zakażona wirusem ASF zabronione jest jej swobodne przewożenie poza wyznaczoną strefę

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

r e k l a m a

r e k l a m a

Partner serwisu

r e k l a m a