Nie chcą uznać długu wobec rolnika

Nie chcą uznać długu wobec rolnika

W 2013 r. Paweł Wachowiak z Pawłowa w południowo-zachodniej Wielkopolsce podpisał umowę z firmą Agro-Transhandel na odsprzedaż tuczników. ATH dostarczała mu warchlaki, za które płacił, a następnie kupowała od rolnika żywiec. Rolnik zerwał z nimi współpracę, bo nie tak miała ona wyglądać. Trzeci rok sądzi się z nimi o pieniądze.

r e k l a m a


Zapomniał i się domaga

Rolnik nie może zrozumieć jednej rzeczy, jak można skomplikować tak prostą sprawę. Według Edyty Młynarczyk, prezes ATH, sprawa Wachowiaka ciągnie się, bo tak działają nasze polskie sądy, a nie oni.

W jej ocenie Agro-Transhandel sp. z o.o. jako jedyna w Polsce firma w 2014 roku, po całym zamieszaniu związanym z ASF, nie wycofała się z obiecanych rolnikom cen gwarantowanych, pomimo, że mogła to zrobić, ponieważ sytuacja była wyjątkowa i kryzysowa.

– Postanowiłam jednak dotrzymać umów, pomimo sytuacji wówczas na rynku, i wypłacić rolnikom pieniądze. Była to na tyle duża suma, że musieliśmy ją podzielić na raty. Aby jednak pieniądze nie były tylko pieniędzmi rozdanymi hodowcom oraz aby miało to uzasadnienie księgowe, ponieważ spółka nie może bez żadnego tytułu przelewać sobie pieniędzy z konta, uwarunkowaniem wypłaty miała być dalsza współpraca z naszą firmą. Tym samym rolnik otrzymał pieniądze, my mieliśmy obrót i mieliśmy podstawę do wypłaty, bo były faktury od hodowcy zwiększane o ustalone kwoty – wyjaśnia Edyta Młynarczyk.

Według niej Wachowiak zgodził się na te ustalenia, gdyż podjął z nimi jeszcze współpracę przy dwóch wstawieniach warchlaka, ale o trzecim jakoś zapomniał, a pieniędzy się domaga. To dziwne, bo jak mówi rolnik: – Nie było kolejnych wstawień, tylko to feralne jedno, które zakończyło się nierozliczeniem ceny gwarantowanej. 

Edyta Młynarczyk twierdzi, iż  wszyscy, którzy handlowali z nią normalnie i bez kombinowania, zostali spłaceni i nie trzeba było na to rozpraw sądowych.

– Po raz kolejny moja decyzja z dobroci serca dla hodowców okazała się błędna, bo chciałam być uczciwa w stosunku do nich, a teraz zamiast słowa „dziękuję” mam szkalowanie dobrego imienia firmy – komentuje Młynarczyk.

Do redakcji zgłosili się też inni rolnicy z okolic Rawicza, którzy w podobnym czasie co Paweł Wachowiak współpracowali z ATH. Nie mieli dobrego zdania o podjętej wówczas współpracy.

– Umówiłem się z nimi na odsprzedaż w cenie za wagę żywą, oni stwierdzili, że świnie się źle wybiły, i zapłacili mi jak za wbc, straciłem wtedy na kilogramie 20 groszy. Podpisałem coś, czego tak naprawdę nie przeczytałem dokładnie. Spojrzałem, że cena się zgadza, nie zauważyłem jednak, że jest tam dopisane wbc. Mam nauczkę, teraz zanim czegoś ze zrozumieniem nie przeczytam, nie podpisuję, to przestroga nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich rolników – komentuje rolnik ze wsi sąsiadującej z Pawłowem.

Prezes ATH nie kojarzy dziś, czy spółka miała w tym czasie jakieś nieporozumienia z innym rolnikami z regionu Rawicza.

– Niemniej jednak, nigdy moi handlowcy nie robią tak, że umawiają się na wagę żywą, a potem rozliczamy wg wbc. Raczej wyznajemy zasadę jasnych i czystych ustaleń. Często jednak zdarza się tak, że pomimo, iż kupujemy na wagę żywą, to chcemy jednak gwarancji w postaci nie okarmienia świń lub dopilnowania wag tucznika, czyli, żeby ktoś nam nie załadował takich powyżej 130 kg. I to jest głośno i wyraźnie mówione przez moich handlowców – odpiera zarzuty prezes Młynarczyk.

Edyta Młynarczyk sugeruje naszej redakcji, iż to od nas zależy, czy zinterpretujemy artykuł w taki sposób, iż Agro-Transhandel zostanie przedstawiona w złym świetle, czy jednak jest dobrym partnerem, bo nie zostawiła rolników w tamtej ciężkiej sytuacji i starała się dochować podpisanych umów na ceny gwarancyjne.

W naszym odczuciu to głównie do rolników, którzy współpracują, bądź współpracowali ze spółką Agro-Transhandel, należy ta ocena.

dr Magdalena Szymańska

Artykuł podzielony na strony, czytasz 2 z 2 stron.

Zainteresował Cię ten artykuł?
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii