Całkiem szczęśliwa „trzynastka” z Nieżychowa

Wieś i Rodzina Życie wsi
Data publikacji 26.12.2017r.

Angelika Karowska miała zdobić jeden z miesięcy w naszym tygodnikowym kalendarzu. Los sprawił jednak, że nie dojechała na sesję. Została trzynastą, niespełnioną bohaterką kalendarza. Ale nie obawiajcie się – nie ma w niej nic z trzynastej wróżki. Jest za to sporo pozytywnego nastawienia do życia i poczucie życiowego spełnienia.

Rok dobiegł końca i skończył się nasz cykl, w którym prezentowaliśmy wam sylwetki dwunastu dziewczyn z kalendarza, który „Tygodnik Poradnik Rolniczy” wydał we współpracy z firmą Ursus. Dwanaście miesięcy to dwanaście różnych opowieści, z których wyłoniły się pasjonujące postacie kobiet. Dałyście się nam poznać jako odważne, aktywne i żądne nowych doświadczeń. Uczestnictwo w konkursie najczęściej podpowiadała wam rodzina. Większość z was robiła zdjęcie na ostatnią chwilę, wysyłając je do nas przysłowiowym rzutem na taśmę, i nie bardzo wierząc, że z tej zabawy coś wyniknie. A potem, kiedy okazywało się, że rzeczy dzieją się naprawdę, dostawałyście wiatru w żagle i odważnie promowałyście wśród znajomych swoje kandydatury. W Lublinie, w siedzibie Ursusa, pozowałyście ze spokojem profesjonalistek. Nawet jeśli w duchu drżałyście o efekt, nie dałyście tego po sobie poznać. Dla wszystkich was sesja w Lublinie była istotnym doświadczeniem – dowiadywałyście się sporo nie tylko o stroju, kolorach, czy makijażu, ale też o samych sobie. Ale nie wszystkim wygranym w konkursie dane było znaleźć się w kalendarzu. Jedna z was musiała zrezygnować z wyjazdu do Lublina. Dziś dzieli się z wami swoimi marzeniami, planami na życie i opowieścią o swojej codzienności.


Kocham pracę z ludźmi

Angelika ma 27 lat. Mieszka w Nieżychowie – wiosce w gminie Białośliwie pod Piłą. Z wykształcenia jest pracownikiem socjalnym. Skończyła w Pile politologię ze specjalizacją „praca socjalna.” Potem była na kierunku pedagogika opiekuńcza w Bydgoszczy. Pracowała do niedawna w Ośrodku Pomocy Społecznej. Bardzo lubiła tę pracę i czuje, że to jej powołanie.

Musimy robić wszystko. W niektórych ośrodkach jest tak, że do różnych zadań jest kilka osób. Ktoś przyjmuje wnioski, ktoś inny – jeździ po domach. U nas – każdy pracownik ma swój teren, ale musi zrobić na nim wszystko od początku do końca. I wniosek, i wizyta, i wydanie decyzji. Jest co robić, nie pomyślałaby pani ile jest rodzin, które wciąż mieszkają bez łazienki czy nawet bez prądu – opowiada z pasją Angelika.

Namówił ją mąż

Kiedy się na nią patrzy, nie dziwi fakt, że zainteresowała się wzięciem udziału w konkursie na dziewczynę z kalendarza. Wysoka, szczupła, na oko oceniam, że nosi rozmiar 36. Ale natychmiast przyznaje się, że konkurs był raczej inicjatywą męża.

To mąż wyczytał. Bo ja przeglądałam i jakoś tak zatrzymałam się na kulinariach, konkurs mi umknął – wspomina wydarzenia sprzed roku.

Moją uwagę przykuł motyw ciągnika. Przypomniałem sobie inny konkurs w „Tygodniku Poradniku Rolniczym” – „Moja sześćdziesiątka” – w którym trzeba było opowiedzieć historię związaną z ciągnikiem. Do dziś nie mogę odżałować, że nie wygrałem! Może dlatego tak mi zależało, żeby Angelika wzięła udział – opowiada mąż Mateusz.




Niemal na ostatnią chwilę ruszyli do starego ursusa 330-tki, rocznik Mateusza, 1987. Kiedy robili zdjęcie, kilkumiesięczny Franek spał obok w wózku.

Wianek uplotłam sama z tego, co na łące za domem. Żeby wyglądało letnio. Założyłam koszulę – lubię koszule – i kalosze. Zdjęcia robiliśmy aparatem, na tle czereśni – opowiada Angelika.

Artykuł podzielony na strony, czytasz 1 z 2 stron.

Czytaj dalej

Partner serwisu