Na Zlot przybyło kilkadziesiąt maszyn. Odbył sie on we wsi KamieniecTomasz Ślęzak
StoryEditorZlot traktorów John Deere

I Śląski Zlot John Deere. "O traktor trzeba dbać jak o żonę" [FOTO]

15.07.2023., 16:00h
Uważają, że są to najlepsze maszyny na świecie. Dla nich są czymś więcej niż tylko ciągnikami rolniczymi. Wiedzą, że o traktor trzeba dbać jak o żonę. W zamian odwdzięczą się bezawaryjną pracą. We wsi Kamieniec w gminie Zbrosławice pod koniec czerwca odbył się I Śląski Zlot John Deere.

Jak ciągnik, to tylko z żółtym jeleniem 

W jego gospodarstwie pracują tylko ciągniki, których logo stanowi żółty jeleń. To model 6170 R, 6225 M oraz 6930. Jest jeszcze czwarty, historyczny i zabytkowy model H, który odbudowywał rolnictwo po II wojnie światowej. Szczególna historia wiąże się z modelem 6930. Jest to prawdopodobnie pierwszy ciągnik w Europie, który objechał cały kraj.

Trasa została podzielona na etapy. Wyznaczonych zostało siedem odcinków. Pierwszy kończył się w Jeleniej Górze. Dalej udał się do Stargardu Szczecińskiego skąd rolnik pojechał do Choczewa na Pomorzu. Następnie wyruszył do Pieniężna w województwie warmińsko-mazurskim, a później do Bielska Podlaskiego. Najdłuższy odcinek stanowiła trasa z Podlasia do Lubaczowa w województwie podkarpackim. Przedostatni etap był w Wadowicach a meta na terenie gminy Zbrosławice.

To było dziesięć lat temu, jak kupiłem ciągnik marki John Deere. Przejechałem łącznie 2,8 tys. km. Objechałem kraj w tydzień. Najdłuższy odcinek z Bielska Podlaskiego do Lubaczowa miał ponad 300 km. Jechałem przez 12 h – wspomina Marek Minkus, prezes Stowarzyszenia Miłośników Techniki Rolniczej „Złoty Jeleń”.

image

Najstarszym ciągnikiem w parku maszynowym Marka Minkusa jest John Deere H. Jego odrestaurowanie zajęło około miesiąca. Prace zostały zakończone tuż przed Zlotem

FOTO: Tomasz Ślęzak
image

I Śląski Zlot John Deere

FOTO: Tomasz Ślęzak

Rolnik na pokonanie niemal 3 tys. km, zużył około 700–800 l oleju napędowego. Rajd nie był wyzwaniem organizacyjnym. Nie było konieczności ciągnięcia przyczepy, na której transportowane byłoby zaplecze techniczne w postaci części, prowiantu czy noclegowego namiotu.

Z ciągnikami John Deere jest tak, że do przejechania 2,8 tys. km trzeba było tylko lać paliwo. Żadnych czynności serwisowych traktor nie wymagał. Zresztą taka zasada obowiązuje także podczas prac rolniczych. W John Deere nie trzeba nic robić, niezależnie czy organizuję rajd, czy wykonuję ciężkie prace polowe. Wystarczy jedynie pilnować przeglądów w okresach wyznaczonych przez producenta. Podczas rajdu spałem w hotelach a maszyna stała w nocy na parkingach. Udało mi się nim wjechać nawet do morza na Helu. Nikt wcześniej nie przejechał całego kraju ciągnikiem. Ja byłem pierwszy. 10 lat temu takie imprezy nie były organizowane. Teraz to się zmienia, ponieważ są organizowane różne przejazdy wzdłuż lub wszerz kraju – mówi Marek Minkus.

Rajd dookoła Polski został odpowiednio uhonorowany przez sąsiadów i mieszkańców gminy.

Marek został ambasadorem gminy. Początkowo nikt się nie interesował jego przedsięwzięciem, potem zrobiło się głośno. Jak wyjeżdżał to przyjechało 35 ciągników. Został utworzony szpaler a on pożegnany przy oddaniu odpowiednich honorów – wspomina Rafał Kubik, wiceprezes Stowarzyszenia „Złoty Jeleń”.

image

Rafał Kubik wiceprezes Stowarzyszenia „Złoty Jeleń”

FOTO: Tomasz Ślęzak

Miłośników marki John Deere na Śląsku nie brakuje

Ciemnozielonych traktorów jest sporo. W regionie funkcjonują gospodarstwa wielkoobszarowe, które potrzebują ciężkich i mocnych ciągników. Mniejsze modele marki John Deere są także wybierane przez gospodarstwa rodzinne, które prowadzą produkcję roślinną na areale kilkudziesięciu ha.

Osób, które uważają, że John Deere to najlepsze ciągniki na świecie u nas nie brakuje. Postanowiliśmy zorganizować zlot, bo przed nami nikt tego jeszcze nie zrobił. Sporo jest organizowanych pokazów i imprez, gdzie przedstawiane są traktory zabytkowe. Ja jeszcze nie słyszałem, aby ktoś zrobił przegląd różnych modeli traktorów jednego producenta – mówi Marek Minkus.

Prywatna osoba nie może zorganizować publicznej imprezy, która wymaga pozwoleń oraz zabezpieczeń medycznych i pożarowych.

Pasjonatów techniki rolniczej u nas jest wielu. Mieszkańcy zwrócili się do gminy o pomoc przy organizacji zlotu. Aby można było go w ogóle przeprowadzić, konieczne było założenie Stowarzyszenia. Sama zostałam jego członkiem, podobnie jak sekretarz gminy. Kiedy Stowarzyszenie zostało zawiązane, mogli zwrócić się z oficjalnym wnioskiem o objecie patronatu honorowego przez urząd gminy. Jako samorząd wzięliśmy udział w zlocie. Organizowaliśmy wakacyjno-zabawową strefę dla dzieci. Wspomagamy zlot i cieszymy się, że on jest organizowany w Kamieńcu. To fajna zabawa a my jesteśmy gminą rolniczą, która składa się z 21 sołectw – mówi Katarzyna Sosada, zastępca wójta gminy Zbrosławice.

image

Na Zlot przybyło kilkadziesiąt maszyn. Odbył sie on we wsi Kamieniec

FOTO: Tomasz Ślęzak
image

Katarzyna Sosada zastępca wóita gminy Zbrosławiec

FOTO: Tomasz Ślęzak

Na jej terenie funkcjonuje kilkadziesiąt produkcyjnych gospodarstw rolnych. Południowa część to tereny, gdzie dominuje przemysł i obiekty logistyczne. Północna jest zaś zdominowana przez rolnictwo. Grunty rolne gminy charakteryzują się wysoką bonitacją. Prowadzona jest produkcja zbóż, rzepaku oraz buraków, a także warzyw gruntowych. Wiejska gmina sąsiaduje bezpośrednio z miejskimi terenami Zabrza.

Jakie ciągniki John Deere można było podziwiać podczas Pierwszego Śląskiego Zlotu tych ciągników?

W I Śląskim Zlocie wzięło udział kilkadziesiąt ciągników marki John Deere z różnych roczników. Maszyny przede wszystkim zachwycały stanem i wyglądem. Widać było, że ich operatorzy włożyli dużo wysiłku, pracy i czasu w odpowiednie przygotowanie traktorów do pokazu. Udział w nim wzięły ciągniki mające kilkadziesiąt, jak i kilkanaście bądź kilka lat. Zlot pokazał, że maszyny John Deere są konsekwentnie rozwijane stylistycznie. Ciągnik wyprodukowany w 2003 r. miał wiele wspólnych elementów, jeśli chodzi o sylwetkę, z maszyną wyprodukowaną kilka lat temu.

To był pierwszy model John Deere. Prezes nim jeździł. Maszyna nie do zdarcia. Przepracowała ponad 23 tys. motogodzin. Przez dwadzieścia lat nie ruszaliśmy skrzyni biegów. W silniku robiliśmy wymianę tłoków. Nie obyło się bez remontu kapitalnego, ale maszyna u nas pracuje bardzo dużo i ciężko. Pilnujemy wymiany filtrów oraz dbamy o oleje. W gospodarstwie mamy aż dziewięć różnych modeli marki John Deere – mówi Jan Goławski z Gospodarstwa Wieszowa, w którym pełni funkcję kierownika, jak i operatora maszyn.

image

Jan Goławski, operator John Deere 8120

FOTO: Tomasz Ślęzak

Na Zlocie prezentował między innymi ciągnik John Deere 8120. Maszyna wyposażona była w półautomatyczną skrzynię biegów, w której regulacja przełożeń nie wymaga sprzęgła.

Licznik jest przekręcony. Teraz zaczął pracować od zera trzeci raz. Po 10 tys. motogodzin licznik się kasuje obecnie ma 23 146 mth. Rocznie pracuje więc ponad 1 tys. mth. Miał jednego właściciela, to był także mój pierwszy ciągnik, jaki prowadziłem – powiedział nam Jan Goławski.

Co ciekawe, kabina dwudziestoletniego ciągnika wyglądała jakby maszyna przed chwilą opuściła salon autoryzowanego dilera. Ciągniki John Deere są w gospodarstwie wykorzystywane także do transportu węgla. Jest to powiązane z usługami transportowymi. Operatorzy do ciągników przenieśli etos dbania o kabiny z samochodów ciężarowych. Niektórzy więc przed wejściem do środka zdejmują buty.

I Śląski Zlot John Deere odbywał się przez dwa dni. Miał formułę rodzinnego pikniku z licznymi atrakcjami dla najmłodszych miłośników maszyn rolniczych. Zakończył się paradą kolumny pojazdów na trasie Kamieniec – Zbrosławice.

Tomasz Ślęzak

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
19. lipiec 2024 05:22