Zabytkowy młyn w Cekcynie – historia i nowa dusz we wsi
W samym sercu Cekcyna wznosi się budowla, która przez ponad wiek stanowiła o rytmie życia lokalnej społeczności. Zabytkowy młyn, to nie tylko okazała konstrukcja, ale przede wszystkim świadek ludzkich losów, rodzinnych historii i burzliwych przemian dziejowych. Choć jego urządzenia przestały funkcjonować w celach produkcyjnych dziesięć lat temu, dziś zyskuje on nową duszę dzięki powołanemu w październiku 2025 r. stowarzyszeniu „Cekcyński Młyn Inicjatyw”. Organizacja ta, mająca u swych podstaw rodzinny charakter, postawiła sobie za cel nie tylko zachowanie tego cennego zabytku techniki, ale i tchnięcie w niego nowego życia poprzez działalność społeczną i edukacyjną.
– Młyn zbudował przedsiębiorca. Miał on wcześniej młyn wiatrakowy typu holenderskiego. Był duży, bo było w stanie do niego wjechać kilka furmanek. Młyn jednak spłonął i zapadła decyzja, aby wybudować nowy z zastosowaniem nowszych technologii. Z naszych informacji wynika, że młyn ma 102 lata. Ma bardzo grube mury a miejscowa legenda głosi, że do jego budowy posłużyły cegły, które udało się uratować z młyna wiatrakowego – mówi Sławomir Słomiński, prezes stowarzyszenia „Cekcyński Młyn Inicjatyw”.
Historia młyna w Cekcynie: Od drewnianego wiatraka do maszyny parowej
Położony obecnie w powiecie tucholskim Cekcyn, przed wojną znajdował się na ziemiach należących do Polski. Był to jednak obszar o dosyć sporych wpływach niemieckich, co przekładało się na stosowaną technologię i architekturę przemysłową. Ówczesny właściciel, prywatny przedsiębiorca wiatrakowego młyna, nie poddał się jednak tragedii. Podjął odważną decyzję o budowie nowoczesnego młyna murowanego, który zamiast kapryśnego wiatru miał być napędzany maszyną parową.
– Przedsiębiorca zastosował jak na tamte czasy bardzo nowoczesne rozwiązania podczas budowy młyna. Popadł jednak w kłopoty finansowe i był zmuszony do jego sprzedaży. Z okazji skorzystał mój dziadek i go kupił. W rękach dziadka pozostawał do wybuchu wojny – wspomina Sławomir Słomiński.
W ten sposób rozpoczęła się trwająca do dziś, choć z przerwami wymuszonymi przez historię, więź rodziny z tym miejscem. Przedwojenna działalność młyna charakteryzowała się dużą sprawnością i znaczeniem dla lokalnego rolnictwa. Zamówienia na mielenie zboża spływały w znacznych ilościach. Młyn był niezależny, ponieważ napędzał go silnik parowy. Nie miał też większej konkurencji. Gospodarstwa rolne nie dysponowały wydajnymi technologiami związanymi z przemiałem ziarna. Niestety, dynamiczny rozwój przerwała II wojna światowa i późniejsze zmiany ustrojowe. Dziadek dzisiejszego właściciela podzielił tragiczny los wielu polskich inteligentów i przedsiębiorców – został zamordowany w obozie koncentracyjnym. Zakończenie wojny nie spowodowało, że rodzina mogła kontynuować działalność młyna.
Trudne lata PRL-u: Bezprawna nacjonalizacja i przetrwanie kryzysów
– Rodzina miała nadzieję, że młyn pozostanie w naszych rękach. Niestety padł on w 1951 r. ofiarą przepisów, które umożliwiały nacjonalizację prywatnych firm i majątków. Co ciekawe, młyn był zbyt mały, prowadził działalność na niewielką skalę i nie podpadał pod ówczesne przepisy. Mimo to został i tak znacjonalizowany i nam odebrany. Młyn jednak przetrwał. W ramach różnych form prawnych prowadził powojenną działalność służąc miejscowej ludności – informuje Sławomir Słomiński.
Przez dziesięciolecia rodzina Słomińskich patrzyła, jak dziedzictwo ich dziadka służy innym, mieszkając w cieniu budowli i pielęgnując pamięć o jej korzeniach. W okresie PRL młyn funkcjonował wydajnie. Poddawany był bieżącym naprawom i modernizacjom, jednak przez cały czas wykorzystywane były rozwiązania techniczne, które powstały jeszcze przed wybuchem wojny. Młyn funkcjonował i przetrwał do 1989 r. Nie zniszczyły go także zaburzenia rynkowe wynikające z przeobrażeń gospodarczych, które miały miejsce w latach 90. XX w. Mimo rosnącej konkurencji cekcyński młyn potrafił utrzymać się na rynku.
Odzyskanie ojcowizny i nowa misja Stowarzyszenia „Cekcyński Młyn Inicjatyw”
– Walka o odzyskanie ojcowizny była długa i żmudna, trwała wiele lat i wymagała skomplikowanych procedur prawnych. Ostatecznie, w 2006 r. młyn udało się odzyskać. Była to rodzinna inicjatywa – wspomina Sławomir Słomiński.
Młyn został przejęty w trybie produkcyjnym wraz z pracującymi w nim ludźmi, co pozwoliło na niemal płynne kontynuowanie tradycji mielenia ziarna. Powojenna i współczesna produkcja młyna w Cekcynie była ściśle dostosowana do potrzeb lokalnego rynku. Choć technologicznie był to przede wszystkim młyn żytni, rynek wymuszał elastyczność. Przez lata około 60–70% produkcji stanowiły śruty dla zwierząt, zamawiane przez okolicznych gospodarzy. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z postępującą elektryfikacją wsi. Gdy rolnicy mogli już sami napędzać mniejsze urządzenia w swoich gospodarstwach, popyt na młynarską śrutę spadł, co zmusiło do poszukiwania nowych nisz. W latach 90. młyn nawiązał współpracę z wytwórniami paluszków, co wymagało modyfikacji technologicznej i przestawienia się na przemiał mąki pszennej. Przez kilka lat to właśnie produkcja na potrzeby przemysłu piekarniczego pozwalała utrzymać obiekt w ruchu. Ostatecznie jednak presja wielkich zakładów zbożowych, mieszalni pasz i rosnące koszty spowodowały, że w 2016 r. podjęto trudną decyzję o zakończeniu produkcji. Młyn jednak nie uległ degradacji. Urządzenia, które przez lata zmieliły tysiące ton zboża przetrwały do dziś.
Z punktu widzenia technicznego, młyn w Cekcynie to fascynujący skansen dawnej techniki. Sercem obiektu przez lata był skomplikowany system napędowy. Choć pierwotnie jednostkę napędową stanowiła maszyna parowa, wraz z nadejściem ery elektryczności, system zmodyfikowano. Nie usunięto jednak dawnej transmisji – dołożono jedynie silnik elektryczny z kołami pasowymi, który napędzał zachowany w całości wał transmisyjny. Ciekawym epizodem w historii napędu była wymiana już po odzyskaniu młyna spalonego, starego silnika na nowszy, który jednak okazał się nieco za słaby. Stary silnik posiadał falownik olejowy, pozwalający na stopniowe zwiększanie obrotów, co było kluczowe przy rozruchu tak ogromnej liczby maszyn połączonych pasami. Nowszy zakupiony w jednym z przemysłowych zakładów często miewał z tym problemy, co wymagało redukowania niektórych pasów, by ułatwić mu start.
Jak działał dawny młyn? Fascynujący proces przemiału zboża i zwiedzanie skansenu
Proces mielenia zboża w cekcyńskim młynie można opisać jako skomplikowany system przenoszenia napędów na poszczególne urządzenia. Za mielenie zboża odpowiadał zestaw mielników, na wyposażeniu znajdowały się także systemy czyszczące zboże i przesiewające frakcje powstające z mielonego zboża. Napęd pionowo był z silnika przekazywany pasami. Potem system wałów zamieniał jego kierunek na poziomy. Stosowane były także przekładnie najczęściej drewniane, które zmieniały prędkość, gdyż poszczególne elementy wymagały różnej prędkości napędu. Zboże transportowane było w drewnianych przewodach, w których znajdowały się kubełkowe przenośniki. Przechodziło przez czyszczarki i tryjery, które usuwały zanieczyszczenia, by trafić do mlewników walcowych, które kruszyły ziarno na różne frakcje. Kolejnym etapem były odsiewacze – wielkie, wibrujące skrzynie wypełnione sitami o różnej gęstości. To tam, dzięki nieustannemu ruchowi, mąka oddzielana była od otrąb.
– Cały system połączony był siecią drewnianych i metalowych rur biegnących pod różnymi kątami, co do dziś budzi podziw dla kunsztu dawnych rzemieślników, którzy musieli to wszystko ręcznie dopasować bez użycia nowoczesnych narzędzi pomiarowych. Każdy element linii technologicznej był ze sobą ściśle powiązany, usunięcie jednej maszyny uniemożliwiłoby pracę całego młyna. Praca w takim młynie wiązała się z nieustannym hałasem i wibracjami, które przenosiły się na sąsiednie budynki. Gdy młyn pracował, w moim domu wszystko drżało. Było to miejsce pełne pyłu i kurzu oraz ogromnego hałasu – wspomina Sławomir Słomiński.
Prezes stowarzyszenia „Cekcyński Młyn Inicjatyw” jest rolnikiem. Jego 35 ha gospodarstwo znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie młyna. Połowa areału obecnie należy do syna. Poza produkcją roślinną utrzymywane jest także stado bydła opasowego.
Obecnie młyn w Cekcynie nie produkuje już mąki, ale jego drzwi pozostają otwarte dla tych, którzy chcą poczuć ducha dawnej techniki. Stowarzyszenie „Cekcyński Młyn Inicjatyw” dba o to, by to miejsce nie popadło w zapomnienie. Choć wznowienie produkcji jest dziś niemożliwe ze względu na surowe normy hałasu i wymogi sanitarne, wnętrza młyna służą jako przestrzeń wystawowa. Technicznie wznowienie produkcji byłoby możliwe. Urządzenia w większości są sprawne. Odwiedzający mogą podziwiać nie tylko oryginalne maszyny młynarskie, ale także zgromadzone eksponaty związane z dawnym życiem codziennym i rzemiosłem, które są starannie opisane. Właściciele prowadzą obecnie prace konserwatorsko-restrukturyzacyjne, starając się uporządkować pomieszczenia, w tym te skrywające dawną maszynownię parową, by w przyszłości udostępnić je szerszej publiczności.
Tomasz Ślęzak
