110 ha i około 150 sztuk bydła. Stare budynki nie wystarczają
Ireneusz Śmigielski jest rolnikiem z pow. średzkiego (woj. wielkopolskie). Wspólnie z żoną oraz synem i synową gospodaruje na ok. 110 ha w miejscowości Kruczyn (gm. Nowe Miasto nad Wartą). W gospodarstwie jest około 40 krów, a wraz z młodzieżą stado liczy ok. 150 szt.
Rolnik podkreśla, że w przyszłości chciałby rozwijać gospodarstwo, które ostatecznie ma być w całości przepisane na syna. Problemem są jednak budynki inwentarskie, które powstały jeszcze z inicjatywy jego teściów.
– Zabudowania gospodarcze wybudowane przez moich teściów obecnie nie są już odpowiednim miejscem do produkcji zwierzęcej, ponieważ są niskie i mało wygodne, a prowadzenie produkcji w ich obszarze jest utrudnione i czasochłonne – mówi Śmigielski.
Dlatego od dawna myślał o budowie nowych obiektów. Najpierw postanowił uporządkować zaplecze gospodarstwa i wybudować halę magazynową.
Rolnik 15 miesięcy czekał na zgodę na budowę
Uzyskanie zgody na budowę hali zajęło mu – jak mówi – ok. 15 miesięcy. Ostatecznie otrzymał zgodę na inwestycję.
Problem w tym, że w przygotowywanym planie ogólnym teren został oznaczony na zielono.
– Co ciekawe, działkę, na której miała powstać hala, na którą mam już zgodę starostwa, w planie ogólnym zaznaczono na zielono – relacjonuje rolnik.
Jak podkreśla, mieszkańcy proponowali spotkanie z planistą, aby wyjaśnił, dlaczego tak duża część gminy została przeznaczona pod tereny zielone.
– Była propozycja, żeby planista spotkał się z nami i wyjaśnił, na jakiej podstawie większość gminy została zaznaczona na zielono. Niestety, okazało się, że nie ma takiej możliwości – mówi Śmigielski.
Rolnik zwraca uwagę, że nawet oznaczenie działki kolorem żółtym nie oznacza automatycznie zgody na budowę.
– Żółty kolor wcale nie upoważnia nikogo do budowy. To dopiero początek drogi, załatwiania dokumentów i wszystkich pozwoleń. Ale jeśli nawet tego nie ma, to jakie mamy możliwości rozwoju? – pyta.
Nowa obora? Rolnik obawia się, że nie będzie miał takiej możliwości
Śmigielski chciałby w przyszłości zwiększyć skalę produkcji zwierzęcej. Obecne budynki są już jednak praktycznie wykorzystane.
– Dzisiaj obora poniżej 100 szt. powoli przestaje mieć sens. Jeżeli chciałbym wybudować oborę na ponad 100 szt., to w tej sytuacji nigdy nie dostanę zgody. Obecne budynki są już praktycznie wykorzystane i po prostu muszą powstać nowe – tłumaczy.
Jego zdaniem tym bardziej potrzebna jest możliwość inwestowania, że gospodarstwo ma być w przyszłości przejęte przez syna.
– Z jednej strony mam syna, który w przyszłości przejmie gospodarstwo, więc sam sobie nie będę blokował rozwoju. Z drugiej strony jest duży sąsiad, który ma ponad 300 hektarów i prowadzi produkcję roślinną. Jeżeli on wyprodukuje zboże czy inne płody rolne, ja z chęcią je od niego kupię. Tylko że moje gospodarstwo musi się wtedy rozbudować, bo przy obecnej skali produkcji będzie to za mało – mówi.
Rolnik: „Wszystko jest na nie”
Rolnik wskazuje również na przypadek znajomego, który chciał wybudować kurnik i wykonać studnię.
– Chciał wybudować kurnik, żeby odciążyć gospodarstwo. Chciał też zrobić studnię. Wójt twierdzi jednak, że studni nie może być, bo będzie pobierał wodę, którą wodociągi dostarczają mieszkańcom, a budować nie może, bo nie ma wody. To jest takie masło maślane: jak nie ma wody, to chcemy ją zapewnić, a jednocześnie nie można budować. Wszystko jest na nie – mówi Śmigielski.
Jego zdaniem problemem jest również sposób informowania mieszkańców o pracach nad planem.
– Pierwsze ogłoszenie o planie zagospodarowania było praktycznie niezauważalne. Sołtysi wywiesili informacje na tablicach, gdzie może zagląda jedna czy dwie osoby we wsi. Były nawet zdjęcia z datą i godziną wywieszenia, i zdjęcia po zdjęciu ogłoszenia – relacjonuje.
Kiedy rolnik pojechał do urzędu i zapytał, czy można jeszcze coś zmienić, miał usłyszeć, że termin już minął.
– Okazało się później, że to nieprawda, bo ogłoszenie było w grudniu 2024 roku, a jeszcze w tym roku można było dokonywać zmian. Gdybym wiedział wcześniej, że można jeszcze zgłaszać zmiany, zupełnie inaczej podeszlibyśmy do sprawy – mówi.
Rolnicy chcą się rozwijać
Jak zaznacza, mieszkańcy i rolnicy również chcą inwestować i rozwijać swoje gospodarstwa.
– Chcielibyśmy inwestować i nie być gorsi od gospodarstw w innych gminach. Jeżeli władza nie będzie nam przeszkadzać, to my sobie poradzimy. Najważniejsze jest, żeby nam nie przeszkadzali, a resztę można już jakoś opanować – podsumowuje Ireneusz Śmigielski.
Zwróciliśmy się również do władz gminy z prośbą o stanowisko w sprawie planu ogólnego oraz możliwości dalszego rozwoju gospodarstwa Ireneusza Śmigielskiego. Zapytaliśmy m.in. o powody oznaczenia terenu, na którym rolnik planuje inwestycje, jako terenu zielonego, możliwość realizacji planowanych budynków oraz procedurę zgłaszania uwag do planu. Poprosiliśmy także o wyjaśnienie kwestii informowania mieszkańców o pracach nad planem. Odpowiedź opublikujemy.
Plany ogólne w gm. Nowe Miasto nad Wartą
Ireneusz Śmigielski jest jednym z rolników, którzy uczestniczyli w konferencji poświęconej problemom związanym z planami ogólnymi gmin. Podczas spotkania gospodarze zwracali uwagę na obawy dotyczące ograniczenia możliwości rozwoju gospodarstw, budowy nowych obiektów i inwestowania na terenach rolniczych. Więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
