W ramach umowy handlowej z Mercosurem przewidziano kontyngenty taryfowe dla świeżej i mrożonej wołowiny, które będą zwiększać się przez 6 lat do poziomu około 99 tys. ton rocznie. Początkowo łączny wolumen wyniesie około 20 tys. ton. Docelowy kontyngent odpowiada mniej więcej połowie obecnego importu z Mercosuru. W odniesieniu do wartościowych elementów wołowiny (około 700 tys. ton na rynku UE) udział kontyngentu może wzrosnąć do 13–15%. Nie jest pewne, czy zwiększenie kontyngentu zwiększy całkowity import, czy zastąpi część obecnego wolumenu – zależy to od warunków rynkowych.
Musimy zadbać o jakość wołowiny
– Musimy przede wszystkim postawić na jakość, czyli poprawę genetyki. Powinniśmy produkować żywiec, który będzie pochodził w jak największej części od bydła czystorasowego bądź mieszańców ras mięsnych. Za wyższą jakość możemy uzyskiwać wyższe, konkurencyjne ceny. Trzeba postawić na krzyżówki towarowe, bo może się okazać, że za jakiś czas nie będziemy mieć w ogóle czym handlować – komentuje Jacek Klimza, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.
W ocenie prezesa PZHiPBM, aby to się udało, nie wystarczy wspierać jedynie zakupu czystorasowych buhajów.
– To bardzo dobry program. Hodowcy z niego korzystają, pozytywnie oceniam też wzrost dopłaty do zakupu buhaja o 2 tys. zł. Potrzebujemy wsparcia do zakupu czystorasowego materiału żeńskiego. Nasz Związek walczy o to w ministerstwie rolnictwa. Złożyliśmy już dwa wnioski w tej sprawie i nie składamy broni. Pierwszy ministerstwo odrzuciło, twierdząc, że dopłata do buhajów wystarczy, by poprawić genetykę i jakość oferowanego żywca. Składając drugi wniosek, zdawaliśmy sobie już sprawę z tego, że raczej nie uda się zablokować umowy UE-Mercosur, co powoduje, że aby nie wypaść z rynku, musimy poprawić jakość. Niestety te argumenty również nie zadziałały. Znowu dostaliśmy odpowiedź odmowną, argumentowaną w podobnym tonie jak pierwsza – komentuje Klimza.
Dzięki dopłacie jest sprzedawanych więcej buhajów czystorasowych – na tę pomoc zarezerwowano 5 mln zł. Na dopłaty do zakupu jałówek potrzeba 20 mln zł. Nie są to więc w skali wydatków na sektor rolny duże pieniądze. Można by uruchomić jeden program, który służyłby, skuteczniej, poprawie genetyki.
– To ważne szczególnie teraz, kiedy mamy kryzys na rynku mleka. Jeśli się on utrzyma, niektórzy producenci, zwłaszcza mniejsi, podejmą decyzje o rezygnacji z produkcji mleka. Mając zaplecze w postaci budynków oraz sprzętu, mogliby elastycznie przejść na produkcję bydła czystorasowego bądź w typie mięsnym – zaznacza prezes PZHiPBM.
Dopłaty do produkcji i dobrostanu
Najtańsza produkcja odbywa się tam, gdzie bydło ma dostęp do użytków zielonych. W Polsce jest natomiast wiele naturalnych terenów zielonych, które służą jedynie produkcji dopłat bezpośrednich, a można by je wykorzystać do rozwoju hodowli bydła mięsnego. W ocenie Jacka Klimzy, w sytuacji, gdy w wielu unijnych krajach produkcja żywca wołowego spada, powinniśmy wykorzystać tę szansę, zwłaszcza jeśli będziemy to robić dobrze i konkurencyjnie cenowo. Klimza twierdzi, że rozwojowi produkcji wołowiny mogłoby pomóc zniesienie ilościowego ograniczenia wsparcia do młodego bydła wypłacanego z I filaru WPR, które przysługuje maksymalnie do 20 sztuk.
