Juliusz Urban, Jakub Kowalski, Jacek Śpiewak, Marcin Sobczuk, Zbigniew Stajkowski, Wojciech Krzywosądzki i Bartłomiej Czekała podczas dyskusji o tym, co nas czeka na zbożowym rynku w nadchodzącym sezonie?Magdalena Szymańska
StoryEditorrynki rolne

760 czy 820 zł za tonę? Eksperci prognozują ceny pszenicy po żniwach

10.07.2026., 16:30h

Susza w Wielkopolsce, skrajnie sucha wiosna na Zamojszczyźnie i słabsze rozkrzewienie zbóż już są widoczne na polach, ale to nie plon może dziś najmocniej przesądzić o rynku. W debacie podczas VIII Ogólnopolskiej Giełdy Rzepaczano-Zbożowej zorganizowanej przez „Top Agrar Polska”, która odbyła się 23 czerwca w Wielkopolsce, handlowcy mówili też o popycie, zapasach i cenach, które przed żniwami mogą zejść niżej, niż wielu jeszcze liczy.

Uczestniczący w debacie zbożowej Zbigniew Stajkowski, wice­prezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej, opisuje ten rok jako wyjątkowo trudny i nietypowy dla producentów zbóż. Szczególnie dotkliwym problemem była susza, która wiosną mocno uderzyła w Wielkopolskę.

– Dzięki ostatnim opadom zboża w Wielkopolsce wyglądają nieco lepiej, jednak ich plon nadal budzi wiele obaw. W przypadku jęczmienia w związku z upałami przekraczającymi 30°C istnieje ryzyko pogorszenia jakości ziarna oraz przedwczesnego przesychania roślin. Bieżący rok w zbożach jest bardzo trudny zarówno pod względem warunków przyrodniczych, jak i ekonomiki produkcji – komentował Stajkowski.

Marcin Sobczuk, prezes Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego, przedstawił jeszcze bardziej pesymistyczny obraz sytua­cji na Zamojszczyźnie.

– Tegoroczna wiosna była jedną z najtrudniejszych w historii. Region Zamościa od początku roku odnotował najniższą sumę opadów w Polsce – około 100 mm, wlicząc w to także opady śniegu. Marzec praktycznie minął bez deszczu, a oczekiwane opady nie pojawiły się również w kwietniu i maju. W rezultacie rośliny cierpiały na poważny niedobór wody. Tylko ci rolnicy, którzy bardzo wcześnie zastosowali nawożenie azotowe, mają szansę na względnie przyzwoite plony. Zboża są słabo rozkrzewione. Nieco lepiej prezentuje się kukurydza. Jej stan zależy od terminu siewu i lokalnych warunków – relacjonował Sobczuk.

Zapasy zbóż napięte czy komfortowe?

Dane zaprezentowane przez prelegentów dotyczące szacunków zapasów zbóż wskazują, że stosunek zapasów końcowych do zużycia w sezonie 2026/2027 ma wynosić około 16% dla pszenicy i 12,5% dla kukurydzy. Dla porównania: w kończącym się sezonie wskaźniki te wynosiły odpowiednio około 22 i 25%. Czy prognozowany poziom zapasów jest bezpieczny?

– Same procentowe wskaźniki nie oddają w pełni rzeczywistej sytuacji rynkowej. Moim zdaniem istotniejsze są faktyczne zachowania uczestników rynku. Od 2–3 tygodni na rynku praktycznie nie widać aktywności ani producentów pasz, ani młynów. W poprzednich latach część producentów czekała do końca sezonu, licząc na korzystniejszą sprzedaż starej pszenicy, jednak obecnie nie obserwuje się typowego przedżniw­nego napięcia – komentował Wojciech Krzywosądzki, specjalista ds. handlu zbożem w Louis Dreyfus Polska.

Przypominał również o skutkach epidemii ptasiej grypy, która była jedną z największych w ostatnich latach. W jej wyniku niektórzy producenci pasz, szczególnie związani z sektorem drobiarskim, ograniczyli produkcję w okresie od kwietnia do połowy czerwca nawet o 20–25%. W połączeniu z mniejszą aktywnością kupujących sprawiło to, że drugi kwartał przebiegł spokojniej niż zwykle. Wskutek chorób drobiu i związanych z nimi ograniczeń produkcyjnych zużycie zbóż w sektorze paszowym spadło o ponad 7,5%.

Nie obserwuję również szczególnej presji sprzedażowej ze strony rolników. Oznacza to, że zarówno po stronie podaży, jak i popytu nie występują zachowania świadczące o napiętej sytuacji. Obecny poziom zapasów jest po prostu komfortowy i optymalny z punktu widzenia rynku, bez względu na to, czy wyraża się go jako 16, 20 czy 25% relacji do zużycia – komentował Krzywosądzki.

Wysokie zapasy nie muszą zbijać cen

Jakub Kowalski, kierownik Sekcji Zakupu Zbóż De Heus, zwrócił uwagę, że nominalna wielkość zapasów nie zawsze odzwierciedla realny wpływ na rynek, ponieważ różni uczestnicy mogą zupełnie inaczej interpretować te same liczby. W jego opinii sytuacja zmieniła się znacząco po wybuchu wojny w Ukrainie.

– Liczne programy wsparcia inwestycji magazynowych, takie jak budowa silosów oraz preferencyjne kredyty dla rolników i firm handlowych, zwiększyły możliwości przechowywania ziarna. W rezultacie zapasy na poziomie 2–3 mln ton pszenicy nie muszą dziś wywoływać takich napięć cenowych, jak kiedyś, ponieważ większa część ziarna może być przechowywana poza bieżącym obrotem handlowym – tłumaczył ekspert.

image
Karol Putz, rolnik z Marianowa Brodowskiego w Wielkopolsce, zwrócił uwagę, że nastroje w rolnictwie są złe. Jak podkreślił, ekonomia bardzo mocno weryfikuje tych, którzy popełnią kilka błędów z rzędu. — Rolnictwo stało się dziś zawodem dla profesjonalistów i dla tych, którzy są wytrwali oraz potrafią walczyć z niskimi cenami skupu, podczas gdy ceny żywności w sklepach nie spadają — mówił
FOTO: Magdalena Szymańska

W jego ocenie pod względem bezpieczeństwa dostaw rynek jest dobrze zabezpieczony. Zastrzegł jednak, że wysokie zapasy nie muszą automatycznie prowadzić do spadku cen, ponieważ wpływają na rynek w bardziej złożony sposób niż w przeszłości.

Kowalski zwrócił ponadto uwagę, że produkcja zwierzęca w Polsce opiera się na nowoczesnych standardach żywienia, dlatego na przykład mimo znacznego spadku liczby świń wzrasta wykorzystanie pasz przemysłowych. Z jego prezentacji wynikało, że roczna produkcja pasz w Polsce ogółem kształtowała się w ostatnich dwóch latach na stabilnym poziomie w okolicach 23 mln ton. Pasze zwierzęce to niemal 15 mln ton zapotrzebowania na zboża. W ocenie eksperta rynek zbóż paszowych jest dobrze zbilansowany i nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli nadpodaż zbóż paszowych.

Ceny wyrównane na terenie kraju

Jacek Śpiewak, dyrektor działu zbóż Agrolok, mówił z kolei o tym, że branża ma za sobą już drugi sezon funkcjonowania przy bardzo ograniczonych marżach.

Główną zmianą na rynku jest silne spłaszczenie cen pomiędzy regionami kraju. Jeszcze kilka lat wcześniej możliwe było kupowanie tańszego zboża w regionach oddalonych od portów lub głównych centrów przetwórczych i osiąganie znaczących marż przy sprzedaży do odbiorców końcowych. Obecnie ceny na południu i północy Polski są bardzo zbliżone, co znacznie ogranicza możliwości zarabiania na różnicach regionalnych – tłumaczył Śpiewak.

Decydują relacje cenowe

Wojciech Krzywosądzki odniósł się do zaprezentowanych w wykładach prognoz zużycia kukurydzy przez sektor drobiarski, które ma utrzymać się na poziomie około 3,8 mln ton zarówno w poprzednim, jak i obecnym sezonie. Jednocześnie inne dane wskazywały na dalszy rozwój produkcji drobiarskiej, co mogłoby sugerować wzrost zapotrzebowania na kukurydzę.

– Polska branża drobiarska niewątpliwie jest jedną z największych historii sukcesu ostatniej dekady. Produkcja stale rosła, podobnie jak znaczenie sektora na rynku krajowym i eksportowym. Zużycie poszczególnych zbóż zależy jednak nie tylko od wielkości produkcji zwierzęcej, ale również od relacji cenowych pomiędzy różnymi surowcami paszowymi – komentował Krzywosądzki.

Z kolei w ocenie Jakuba Kowalskiego nie istnieje jedna uniwersalna granica cenowa, po której przekroczeniu paszarnie automatycznie przechodzą z kukurydzy na pszenicę lub odwrotnie.

– Podstawowe znaczenie mają ceny innych komponentów paszo­wych, szczególnie źródeł białka, takich jak śruta sojowa, rzepakowa czy słonecznikowa. Gdy białko jest drogie, większą przewagę może uzyskiwać pszenica, ponieważ lepiej wpisuje się w ekonomię receptury, nawet przy nieco wyższej cenie. Z kolei kukurydza dostarcza więcej energii i tłuszczu, dlatego jej atrakcyjność zależy również od cen olejów i innych źródeł energii. Ostateczny wybór składników paszy wynika z całego zestawu relacji cenowych pomiędzy różnymi surowcami, a nie z prostego porównania cen dwóch zbóż – przekonywał Kowalski.

Kukurydzy będzie jeszcze więcej?

W ocenie Zbigniewa Stajkowskiego wzrost znaczenia kukurydzy wynika nie tylko z czynników agronomicznych czy ekonomicznych, ale także ze zmian społecznych zachodzących na polskiej wsi.

– Coraz powszechniejsza staje się tzw. dwuzawodowość, czyli łączenie pracy poza gospodarstwem z prowadzeniem działalności rolniczej. Kukurydza bardzo dobrze wpisuje się w taki model, ponieważ większość prac można zlecić usługowo – od siewu po zbiór. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wielu rolników nie wierzyło, że kukurydza będzie mogła być w Polsce regularnie uprawiana na ziarno. Początkowo była kojarzona głównie z produkcją kiszonki. Zmiany klimatyczne i wydłużenie okresu wegetacyjnego sprawiły jednak, że kukurydza stała się pełnoprawną i coraz ważniejszą uprawą zbożową – mówił Stajkowski.

Marcin Sobczuk opisał zmiany dotyczące areału kukurydzy na Lubelszczyźnie.

– Nasz region kilka lat wcześniej przeżywał silny wzrost zainteresowania kukurydzą. Dużą rolę odegrały firmy usługowe, które dzięki zakupionemu sprzętowi mogły kompleksowo obsługiwać plantacje od siewu po zbiór, co zachęcało rolników do zwiększania areału. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać po doświadczeniach ostatnich dwóch sezonów. Problemem stała się relacja kosztów do uzyskiwanych przychodów. Nawet plony rzędu 10 ton mokrej kukurydzy z hektara nie zawsze pokrywały pełne koszty produkcji – tłumaczył Sobczuk.

Prezes ZTR szczególnie krytycznie ocenił wysokie ceny materiału siewnego. Zwrócił uwagę, że koszt nasion odpowiada obecnie wartości ponad dwóch ton mokrej kukurydzy, co przy niskich cenach skupu mocno obciąża ekonomię uprawy.

– W efekcie część gospodarstw, zwłaszcza na północnej Lubelszcz­yźnie, zaczęła ograniczać zasiewy kukurydzy. Rolnicy coraz częściej wybierają alternatywne uprawy, takie jak dynia, fasola czy ziemniaki. Przy ocenie krajowej produkcji należy uwzględniać również znaczne ilości kukurydzy przeznaczanej na kiszonkę. Ostateczny podział pomiędzy ziarno a produkcję pasz objętościowych będzie zależał od sytuacji w innych uprawach paszowych, przede wszystkim od wielkości zbiorów traw i innych pasz dla bydła – podkreślał Sobczuk.

Czy żyto będzie droższe?

Po kukurydzy dyskusja skupiła się na życie. Powstało pytanie, czy mniejsza produkcja żyta wynikająca ze spadku areału tej uprawy przełoży się na wyższe ceny.

Zdaniem Wojciecha Krzywo­sądzkiego bardziej prawdopodobne jest zmniejszenie różnicy cenowej pomiędzy żytem a innymi zbożami niż gwałtowny wzrost samej ceny żyta.

– Obecnie żyto pozostaje wyraźnie tańsze od jęczmienia i pszenicy. Na najważniejszych rynkach zagranicznych, szczególnie w Niemczech i Hiszpanii, obecnie nie obserwuje się dużego zainteresowania zakupami żyta, co ogranicza potencjał eksportowy. Firmy handlowe nie otrzymują wielu zapytań dotyczących tego zboża, a podobna sytuacja dotyczy również innych zbóż paszowych, takich jak jęczmień czy pszenżyto – tłumaczył Krzywo­sądzki.

Czynniki, które zadecydują o cenach zbóż

Zdaniem Wojciecha Krzywosądzkiego z Louis Dreyfus Polska, przy podejmowaniu decyzji o sprzedaży oraz zakupie zbóż, trzeba mieć na uwadze:

  • dane dotyczące plonowania oraz jakości zbóż w Unii Europejskiej, Ukrainie i Rosji oraz różnych regionach Polski, pogoda w tym roku była wyjątkowo niejednorodna w zwiazku z czym spodziewana jest duża różnica w plonach pomiędzy poszczególnymi regionami Polski,
  • przebieg pogody we Francji, Rumunii i Ukrainie pod kątem plonowania kukurydzy (czy brak opadów we Francji zostanie skompensowany lepszymi plonami w Rumunii, Polsce i Ukrainie?),
  • korelację cen zbóż w odniesieniu do nawozów,
  • informacje odnośnie do prawdopodobieństwa suchego przebiegu pogody w Australii (El Niño),
  • informacje dotyczące zbiorów pszenicy w Argentynie (szczególnie jakości).

W jego opinii głównymi odbiorcami żyta pozostaną krajowi hodowcy. To właśnie lokalny popyt może wspierać ceny i sprawić, że żyto będzie zachowywało się lepiej cenowo niż niektóre inne zboża paszowe. Jednocześnie nie spodziewa się gwałtownych wzrostów cen bezpośrednio po żniwach, ponieważ sezonowo zwiększona podaż ziarna oraz potrzeby gotówkowe gospodarstw zwykle stabilizują rynek w pierwszych miesiącach po zbiorach.

W ocenie Jacka Śpiewaka decydujące znaczenie będzie miała jakość tegorocznych zbiorów. Żyto paszowe nie jest szczególnie popularnym składnikiem mieszanek paszowych i stosunkowo rzadko trafia do paszarni. Znaczna część produkcji znajduje natomiast odbiorców w eksporcie oraz w przemyśle młynarskim.

Jeżeli ilość żyta spełniającego wymagania jakościowe będzie ograniczona, może dojść do bardzo interesującej sytuacji cenowej. W takim przypadku ceny żyta konsumpcyjnego mogą zrównać się z cenami pszenicy, a nawet je przewyższyć. Podobne zjawiska występowały już w przeszłości, szczególnie pod koniec sezonów charakteryzujących się ograniczoną podażą wysokiej jakości ziarna – podkreślał Śpiewak.

image
Karol Putz, rolnik z Marianowa Brodowskiego w Wielkopolsce, zwrócił uwagę, że nastroje w rolnictwie są złe. Jak podkreślił, ekonomia bardzo mocno weryfikuje tych, którzy popełnią kilka błędów z rzędu. — Rolnictwo stało się dziś zawodem dla profesjonalistów i dla tych, którzy są wytrwali oraz potrafią walczyć z niskimi cenami skupu, podczas gdy ceny żywności w sklepach nie spadają — mówił
FOTO: Magdalena Szymańska

Eksport nie idzie tak, jak kiedyś

W dwóch ostatnich sezonach polskie porty osiągały bardzo wysokie wyniki przeładunkowe. W jednym sezonie wyeksportowano około 2,5 mln ton pszenicy, a w kolejnym niemal 3,5 mln ton. Stało się to mimo trudnych warunków handlowych i licznych wyzwań rynkowych. Czy to się powtórzy?

– Ostatnie lata nauczyły eksporterów ostrożności. Rynek wielokrotnie pokazał, że rolnicy nie akceptują cen, które uznają za zbyt niskie, i potrafią długo wstrzymywać sprzedaż. Jeszcze około dekady wcześniej standardem było wcześniejsze kontraktowanie eksportu. Duże firmy handlowe miały często sprzedane jeden, dwa lub nawet trzy statki jeszcze przed żniwami, ponieważ podaż w okresie zbiorów była przewidywalna. Obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Po doświadczeniach kilku sezonów, w których wcześniejsze kontrakty okazywały się nietrafione, gotowość do sprzedaży z wyprzedzeniem znacząco spadła – przekonuje Wojciech Krzywosądzki.

Ekpert z LDK zwrócił uwagę także na rozwój infrastruktury portowej, który realnie poprawił możliwości logistyczne kraju.

– Wcześniejsze problemy były częściowo związane z koniecznością obsługi dużych ilości towarów napływających z Ukrainy w krótkim czasie. Obecna infrastruktura pozwala na sprawną obsługę zarówno rosnącej produkcji zbóż, jak i zwiększającego się eksportu. Jeżeli eksport jest rozłożony w czasie, terminale są w stanie obsłużyć nawet duże wolumeny. Problemy mogłyby pojawić się dopiero wtedy, gdy przez długi czas sprzedaż byłaby znikoma, a następnie ogromna ilość zboża trafiłaby do portów jednocześnie – tłumaczył Krzywo­sądzki.

image
Ceny zbóż

Jakie będą ceny zbóż do końca 2026 roku? Jest najnowsza prognoza PKO BP

Przy obecnych poziomach cenowych na razie nie obserwuje wyraźnej chęci sprzedaży ze strony producentów. Krzywosądzki mówił, że firmy rozumieją tę postawę i po prostu czekają na moment, kiedy pojawi się większa aktywność rynkowa.

Jacek Śpiewak, reprezentując firmę aktywną w handlu przygranicznym, potwierdził, że również na zachodnich kierunkach eksportowych sytuacja jest spokojna. Nie widać dużej liczby zamówień ani kontraktów na nowy sezon. Niemieccy odbiorcy spodziewają się własnych dobrych zbiorów i w pierwszej kolejności zamierzają korzystać z krajowej produkcji.

– W porównaniu z poprzednimi latami znacząco zmalała również liczba kontraktów na dostawy kukurydzy realizowane koleją do północno-zachodnich Niemiec. Dodatkowo ceny niemieckie i polskie coraz bardziej się do siebie zbliżają, przez co przewaga eksportowa Polski maleje. Po uwzględnieniu kosztów transportu wiele transakcji przestaje być opłacalnych – wyjaśniał Śpiewak.

Ile będzie kosztowała pszenica?

Uczestnicy debaty przedstawili swoje oczekiwania i prognozy dotyczące cen tegorocznej pszenicy.

– Jest możliwe, że jeszcze przed żniwami cena pszenicy paszowej w centralnej Polsce spadnie poniżej 800 zł za tonę. Taki poziom będzie miał wpływ również na ceny w okresie żniw i bezpośrednio po nich. Prognozuję, że pszenica paszowa dostarczonaj do zakładów przetwórczych może kosztować około 760–780 zł za tonę – mówił Jakub Kowalski.

Z kolei Jacek Śpiewak zakłada, że pszenica konsumpcyjna o parametrach eksportowych w portach może osiągać około 820 zł/t, natomiast ceny oferowane przez krajowe paszarnie mogą wynosić około 780 zł za tonę. W jego ocenie daje to średni poziom rynkowy zbliżony do 800 zł za tonę.

Marcin Sobczuk ocenia z kolei, że z obserwacji dotyczących zachowań rolników wynika, że podczas tegorocznych żniw na rynku może pojawić się większa podaż ziarna niż w poprzednich latach.

– Wielu mniejszych producentów, którzy wcześniej inwestowali w magazynowanie i przetrzymywali zboże, licząc na wzrost cen, ostatecznie sprzedawało je później po jeszcze niższych stawkach. W efekcie coraz częściej słychać głosy, że część gospodarstw będzie chciała pozbyć się zboża już podczas żniw, nawet jeśli rozliczenie nastąpi później. Jeszcze niedawno zakładałem możliwość utrzymania się cen w okolicach 800 zł za tonę, jednak obecnie uważam taki scenariusz za zbyt optymistyczny. Według moich szacunków ceny na poziomie gospodarstwa mogą zaczynać się raczej od około 760 zł za tonę – mówił Sobczuk.

image
Rolnicy pod ścianą

„Brakuje już słów”. Rolnicy zwołują pilne spotkanie w Warszawie

Zbigniew Stajkowski powiedział, że poziom około 800 zł za tonę nie daje zadowalających wyników ekonomicznych, jednak rolnicy nie mają alternatywy – wyprodukowany towar trzeba sprzedać, aby pokryć przynajmniej podstawowe koszty działalności.

Zdaniem Wojciecha Krzywo­sądzkiego sytuacja na rynku pszenicy wygląda niemal identycznie jak rok wcześniej. Według niego scenariusz dla pszenicy jest praktycznie taki sam w stosunku do poprzedniego sezonu.

Magdalena Szymańska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
10. lipiec 2026 16:47