Wykłady wygłosili eksperci (od lewej): Jadwiga Świlak, Beata Banaszak, Marzena Nowacka, Mateusz KruszyńskiDominika Stancelewska
StoryEditorASF

Północ kraju nowym centrum epidemii ASF? Eksperci alarmują

10.07.2026., 15:00h

Choć pierwsze miesiące 2026 roku dawały producentom trzody chlewnej powody do umiarkowanego optymizmu, afrykański pomór świń nie zniknął z Polski. W Kujawsko-Pomorskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Minikowie dyskutowano o aktualnej sytuacji epizootycznej i o sposobach szerzenia się wirusa.

Spis treści:

  • Padłe dziki nadal najważniejszym źródłem zakażeń
  • Opolskie doświadczenia w walce z ASF
  • Wilki nie zawsze są sprzymierzeńcem
  • ASF można ograniczać i nie wolno tracić czujności
  • Psy zmieniły przebieg walki z wirusem

– Skala i presja środowiskowa nie słabną. To pokazuje niezwykłą zdolność wirusa do utrzymywania się i cyrkulowania w środowisku. Do maja udało się utrzymać zerową liczbę ognisk w stadach świń, jednak wykrycie choroby na fermie liczącej ponad 21 tys. zwierząt w województwie zachodniopomorskim pokazało, że nawet najwyższy poziom zabezpieczeń nie daje pełnej gwarancji ochrony – podkreślała Marzena Nowacka z KPODR w Minikowie.

8 lipca wybuchło kolejne ognisko w stadzie liczącym 774 świń w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie świeckim. W bieżącym roku potwierdzono też 1410 ognisk ASF u dzików. Zarówno ogniska u świń, jak i u dzików pokazują, że przez wiele lat głównym obszarem występowania wirusa pozostawała ściana wschodnia. Obecnie sytuacja ulega istotnej zmianie. Większość ognisk potwierdzono w północnej części kraju. Kujawsko-pomorskie odpowiada za ponad 20% wszystkich ognisk ASF u dzików, pomorskie za ponad 16%, a zachodniopomorskie za około 15%.

Padłe dziki nadal najważniejszym źródłem zakażeń

– Można powiedzieć, że główny front epidemii przesunął się na północ. Województwa kujawsko-pomorskie i zachodniopomorskie odpowiadają już za prawie połowę wszystkich przypadków ASF w Polsce. Jednocześ­nie tradycyjny rezerwuar wirusa, czyli województwa lubelskie i podkarpackie, nadal pozostaje bardzo aktywny – zaznaczyła Marzena Nowacka.

Choć w styczniu 2026 roku zostały zniesione wszystkie czerwone strefy (dopiero po wybuchu ogniska w maju wyznaczono jedną w województwie zachodniopomorskim i zapewne kolejna będzie po wykryciu wirusa w powiecie świeckim), olbrzymia część kraju funkcjonuje w strefie różowej, w której producenci muszą liczyć się z dodatkowymi badaniami laboratoryjnymi, koniecznością uzyskiwania zgody powiatowego lekarza weterynarii oraz ograniczeniami dotyczącymi transportu zwierząt i mięsa.

– Poprawa statusu regionalizacji nie oznacza eliminacji ASF ze środowiska. Wirus nadal występuje. Nie możemy pozwolić sobie na rozluźnienie dyscypliny. Padłe dziki są bombą biologiczną. Wirus ASF może utrzymywać się w zwłokach przez bardzo długi czas. Dlatego tak ogromne znaczenie ma ich szybkie odnajdywanie i usuwanie. To jeden z najważniejszych elementów walki z epidemią – mówiła Marzena Nowacka.

image
Wykłady wygłosili eksperci (od lewej): Jadwiga Świlak, Beata Banaszak, Marzena Nowacka, Mateusz Kruszyński
FOTO: Dominika Stancelewska

Według przedstawionych danych, ponad 83% wszystkich wykrywanych ognisk ASF dotyczyło zwierząt padłych. To właśnie rozkładające się tusze stanowią jeden z najgroźniejszych rezerwuarów wirusa.

Opolskie doświadczenia w walce z ASF

Jak przekonywał Mateusz Kruszyński, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Namysłowie, prawdziwa walka z ASF rozgrywa się przede wszystkim w środowisku naturalnym, gdzie wirus krąży w populacji dzików. To właśnie odnajdywanie i usuwanie padłych dzików, ograniczanie ich zagęszczenia oraz przestrzeganie zasad bioasekuracji decydują o bezpieczeństwie ferm. Doświadczenia województwa opolskiego pokazują, że skuteczne zwalczanie afrykańskiego pomoru świń wymaga współpracy lekarzy, myśliwych, przewodników psów tropiących i producentów trzody chlewnej. Bez niej nawet najlepsze procedury mogą okazać się niewystarczające.

Powiat namysłowski prowadził szeroko zakrojone działania terenowe z wykorzystaniem analiz przestrzennych, dronów, psów tropiących oraz współpracy z myśliwymi. Powstawały szczegółowe mapy lokalizacji odnajdywanych zwierząt, analizowano korytarze migracyjne i miejsca szczególnie atrakcyjne dla dzików. Lekarze weterynarii każdego dnia otrzymywali współrzędne miejsc odnalezienia zwierząt i organizowali ich odbiór.

– Razem z kolegą własnoręcznie wyciągnęliśmy około 315 dzików z lasu. W pewnym momencie wiedzieliśmy, że w lesie mamy około 50 martwych sztuk w różnych miejscach. Nie byliśmy w stanie zdecydować, od którego zacząć. Codziennie rano przyjeżdżaliśmy do pracy i zastanawialiśmy się, w którą stronę jechać najpierw – wspominał Kruszyński.

Podkreślał przy tym, że lekarze weterynarii nie powinni być zmuszeni do wykonywania takich zadań, jednak pozostawienie zakażonych zwłok w środowisku było nie do zaakceptowania. Przez kilka lat intensywnej walki z ASF udało się nie tylko doprowadzić do wygaszenia zakażeń u dzików, ale przede wszystkim uniknąć choćby jednego ogniska choroby w stadach świń. Jednocześnie przypominał, że dzięki tym działaniom dysponujemy znacznie większą wiedzą dotyczącą biologii wirusa, jego przeżywalności oraz sposobów rozprzestrzeniania się pomiędzy populacjami dzików i świń.

image
Sezonowość ognisk ASF
FOTO: Beata Banaszak

Wilki nie zawsze są sprzymierzeńcem

Wbrew często powtarzanej opinii, według obserwacji prowadzonych w województwie opolskim drapieżniki nie zawsze ograniczają szerzenie się wirusa. Kruszyński wskazywał, że obecność wilków może powodować wzrost mobilności dzików. Nękane przez drapieżniki lochy z młodymi opuszczają dotychczasowe siedliska i przemieszczają się na większe odległości. Jeśli wśród takich zwierząt znajdują się osobniki w okresie inkubacji choroby, mogą przenieść wirusa do nowych obszarów.

– Wszystko wskazuje na to, że wilki mogą powodować, że dziki z obszarów objętych ASF zaczynają bardziej wędrować. Szukają spokojniejszych miejsc i mogą przenosić wirusa tam, gdzie wcześniej go nie było – tłumaczył ekspert.

Według Kruszyńskiego główną drogą szerzenia się wirusa pozostaje bezpośredni kontakt dzików z zakażonym środowiskiem i innymi dzikami, natomiast znaczenie owadów, kun, łasic czy innych zwierząt w transmisji wirusa jest prawdo­podobnie marginalne. Jako dowód przywołał przykład wojskowego obiektu otoczonego szczelnym, podwójnym ogrodzeniem. Mimo licznych zakażeń ASF u dzików występujących wokół terenu jednostki populacja dzików żyjących wewnątrz ogrodzenia pozostawała całkowicie wolna od wirusa.

– To pokazuje, że rola owadów, ptaków lub innych zwierząt w przenoszeniu ASF jest marginalna. Największym zagrożeniem pozostaje człowiek i jego zachowania – zaznaczał ekspert.

Przypomniał, że wiele ognisk pojawia się sezonowo w okresach wzmożonej aktywności ludzi w lasach, kiedy pojawiają się grzyby. Ludzie wracają z lasu i bez zachowania zasad bioasekuracji obsługują świnie. Wtedy, jego zdaniem, wirus trafia do gospodarstwa.

ASF można ograniczać i nie wolno tracić czujności

W swoim wystąpieniu Kruszyński wielokrotnie podkreś­lał ogromną rolę środowiska łowieckiego w zwalczaniu ASF. Jak przyznał, w najtrudniejszych momentach to właśnie myśliwi zapewniali sprzęt, transport i pomoc przy usuwaniu zakażonych zwierząt. Zdaniem eksperta jednym z największych problemów pozostaje jednak przekonanie części środowiska łowieckiego na terenach jeszcze wolnych od ASF do konieczności redukcji populacji dzików. Dopiero bezpośredni kontakt z rzeczywistymi skutkami choroby zmienia spojrzenie wielu osób na skalę zagrożenia.

Choć powiat namysłowski od ponad roku nie notuje nowych ognisk ASF u dzików, Mateusz Kruszyński przestrzega przed nadmiernym optymizmem. Populacja dzików zaczyna się odbudowywać, a wraz ze wzros­tem zagęszczenia zwierząt ponownie rośnie ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Doświadczenia Opolszczyzny pokazują jednak, że możliwe jest skuteczne ograniczenie choroby. Wymaga to jednak konsekwencji, współpracy i aktywnego usuwania źródeł wirusa ze środowiska.

image
Dzięki specjalnie wyszkolonym psom możliwe jest skuteczne przeszukiwanie dużych, często niedostępnych dla ludzi terenów
FOTO: Beata Banaszak

Psy zmieniły przebieg walki z wirusem

Przełomem w działaniach prowadzonych w województwie opolskim okazało się wykorzystanie specjalnie szkolonych psów do wyszukiwania padłych dzików. Jak podkreślał Kruszyński, dopiero dzięki nim możliwe było skuteczne przeszukiwanie ogromnych powierzchni lasów. Według przedstawionych danych jeden odpowiednio wyszkolony pies jest w stanie skutecznie przeszukać około 220 ha dziennie. Zwierzęta nie interesują się żywą zwierzyną, koncentrując się wyłącznie na odnajdywaniu padliny. Dzięki temu możliwe było lokalizowanie martwych dzików ukrytych pod gęstą roślinnością, których nie sposób byłoby odnaleźć przy użyciu ludzi czy nawet dronów.

– Przy obecnych temperaturach wystarczy tydzień, aby po dziku pozostały jedynie szczątki. Tkanki, odchody i płyny ustrojowe pozostają jednak w glebie. To właśnie tam wirus może przetrwać bardzo długo. Szczególnie niebezpieczne są kości długie, w których znajduje się szpik kostny zawierający materiał zakaźny – tłumaczyła Beata Banaszak, która specjalizuje się w trenowaniu psów w poszukiwaniu padłych dzików.

Problem pogłębia fakt, że maszyny rolnicze mogą rozdrabniać pozostałości zwierząt. Wówczas szpik wydostaje się na zewnątrz i może przyczepiać się do kół maszyn. W ten sposób materiał zakaźny jest przemieszczany na znaczne odległości. Zdaniem Beaty Banaszak i Jadwigi Świlak z Forest Dogs vs ASF, psy są w stanie odnajdywać nie tylko padłe zwierzęta, ale również pojedyncze kości, fragmenty szczątków czy miejsca wcześniejszego rozkładu zwłok.

– Nasze psy znajdują również dziki zakopane lub przykryte warstwą ziemi. Takie przypadki utrudniają przeszukiwanie terenów. Poza tym dziki unikają otwartej przestrzeni. Chętniej przemieszczają się zaroś­lami, rowami, sadami czy pasami krzewów – wskazywały ekspertki.

Dominika Stancelewska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
10. lipiec 2026 15:02