Paradoks strefy niebieskiego języka
– Jest to pewien paradoks, bo moje gospodarstwo położone jest poza strefą niebieskiego języka i teoretycznie powinien być to atut, ale niestety jest to tylko teoria. W praktyce lepiej byłoby, gdybym miał stado w strefie niebieskiego języka. Dlaczego? Już wyjaśniam. Mój powiat jest poza strefą niebieskiego języka, a wszystkie sąsiednie powiaty, gdzie bardziej jest rozwinięta hodowla bydła, są w strefie niebieskiego języka. Teraz, żebym ja mógł kupić i przemieścić z tej strefy bydło, samemu mając stado poza strefą, to sprzedający musi wykonać badania, a inni klienci z wewnątrz strefy mogą kupować bez tych badań i naturalne jest, że nikt nie chce wykonywać dodatkowych badań i sprzedaje bydło rolnikom z tej samej strefy. Zatem w naszym powiecie wołomińskim, położonym blisko Warszawy, bydła jest już jak na lekarstwo, tak że nie znajdę tu cieląt do opasu. Z sąsiednich powiatów też nie kupię, bo na przeszkodzie stoją badania. Często kupowałem też odsadki z woj. warmińsko-mazurskiego, a teraz też nie zakupię, bo tam też jest strefa niebieskiego języka – wyjaśnił Arkadiusz Kielak.
Opas bydła i wyzwania w uprawach
W ostatnim czasie rolnik przeważnie opasał i sprzedawał buhajki rasy hf zakupione z mlecznych obór, a z uzyskiwanych cen był zadowolony.
– Opasy sprzedajemy do jednego sprawdzonego pośrednika, za żywą wagę, który odbiera je bezpośrednio z gospodarstwa. Ostatnio uzyskiwaliśmy stawkę 17 zł za kg żywej wagi w przypadku buhajów rasy hf. Opasamy do wagi ciężkiej w granicach 800 kg. Zdarza nam się też opasać jałówki, jeśli zupełnie nie można zakupić buhajków, to jałówki też są dobrym materiałem do opasu – stwierdził rolnik.
Inny problem, z jakim boryka się młody rolnik to szkody powodowane przez dziką zwierzynę, głównie sarny i łosie.
– Pod dużym znakiem zapytania stoją uprawy rzepaku w moim gospodarstwie, które po zimie wyglądają delikatnie mówiąc mało obiecująco i to nie chodzi o to, że źle przezimowały, lecz o szkody, jakie w rzepaku wyrządziły głównie sarny, ale też i łosie. Będę składał wniosek o szacowanie szkód. Dzikiej zwierzyny jest u nas bardzo dużo. Ostatnio pojawiły się nawet wilki – podkreślił rozmówca.
Zmierzch rolnictwa w cieniu aglomeracji
Arkadiusz Kielak, choć jest rolnikiem młodym wiekiem, to w izbach rolniczych działa już od trzech kadencji. Prowadzi on też jedno z ostatnich towarowych gospodarstw utrzymujących bydło w swojej okolicy.
– W naszym powiecie z racji bliskiego położenia od stolicy rolnictwo powoli się kończy, ponieważ działki wykupują deweloperzy pod inwestycje związane z budownictwem mieszkalnym. Ja jako rolnik nie jestem w stanie się rozwijać poprzez zwiększenie areału, który jest zbyt drogi przy użytkowaniu rolniczym. W naszym terenie jeszcze w większym stopniu widać zwijanie się rolnictwa niż w innych częściach kraju. Poza tym polityka UE zmieniła kurs i nie zależy już władzom unijnym na utrzymaniu własnych rodzinnych gospodarstw zapewniających dostęp do bezpiecznej żywności w myśl "od pola do stołu" – zakończył Arkadiusz Kielak.
Andrzej Rutkowski
fot. arch. pryw.
