Na pierwszy rzut oka to tylko zwykłe pole
Słonecznik, len i kukurydza na polu to nic niezwykłego. A jednak, jak podaje topagrar.com, w gospodarstwie niemieckiego rolnika Raimunda Rehermanna, w miejscowości Willebadessen-Altenheerse w powiecie Höxter, rośliny na dwóch hektarach zaczęły znaczyć coś więcej. Układ nasadzeń nie był bowiem przypadkowy. Z czasem zaczął tworzyć widoczny z daleka symbol pokoju, którego trudno nie zauważyć. Pole przestało być tylko polem.
Reakcja, której nikt się nie spodziewał
- Jako rolnik uprawiam około 300 hektarów ziemi, uprawiając sześć różnych roślin w płodozmianie; część z nich jest wyraźnie widoczna na zboczu wzgórza. Dlaczego więc nie wykorzystać części tego obszaru i nie stworzyć widocznego znaku - mówił niemieckim mediom Rehermann.
Rolnik zasiał rośliny w geście solidarności z Ukrainą. Symbol pokoju na polu wzbudził jednak nie tylko zainteresowanie, ale też emocje. Mieszkańcy zaczęli przyjeżdżać, robić zdjęcia i z czasem wspierać całą inicjatywę. Szybko okazało się, że rolnictwo może działać trochę jak język, tylko bez słów.
Rehermann nie planował medialnego rozgłosu, ale ten pojawił się właściwie sam.
Od symbolu na polu do konkretnej pomocy
Niemiecki topagrar podaje, że rolnik sam zaprojektował symbol na polu i bardzo dokładnie dobrał rośliny pod kątem kolorów. Wszystko miało nawiązywać do barw ukraińskiej flagi. Dlatego na polu pojawiły się m.in. żółte słoneczniki i niebiesko kwitnący len olejowy. Uzupełnieniem została kukurydza.
Każdy element wzoru został dokładnie przemyślany, od rozmieszczenia po termin siewu, tak, aby rośliny rosły i kwitły równomiernie, stopniowo odsłaniając obraz widoczny z oddali.
Od pola do zbiórki
Kiedy zainteresowanie zaczęło rosnąć, pojawił się kolejny krok, czyli zbiórka pieniędzy. Nie jako dodatek, ale naturalne przedłużenie tego, co wydarzyło się na polu rolnika.
Pierwsze wsparcie pojawiło się szybko. Topagrar.com relacjonuje, że bank, który inwestuje w farmę wiatrową w pobliżu gospodarstwa, przekazał już sporą kwotę. I właśnie wtedy inicjatywa przestała być lokalną ciekawostką.
- To zmotywowało mnie kilka tygodni temu do rozpoczęcia zbiórki funduszy. Do tej pory GLS Bank, który buduje farmę wiatrową w pobliżu mojego pola, przekazał już 5000 euro - mówił rolnik.
Cel to realna pomoc, nie tylko już symbol
Zebrane środki mają bardzo konkretny cel. Chodzi o wsparcie uchodźców z Ukrainy, o działania, które często decydują o tym, czy ktoś odnajdzie się w nowej rzeczywistości. W planie są m.in. kursy językowe, programy integracyjne i lokalne formy wsparcia społecznego. Tu nie chodzi już wyłącznie o symboliczny gest, ale o realną codzienną pomoc.
- Mam nadzieję, że napłynie więcej darowizn, które chciałbym przekazać na kursy językowe i inne programy pomocowe dla uchodźców z Ukrainy - podsumował Rehermann.
Rolnictwo wychodzi z ram
Takie historie coraz częściej pojawiają się w europejskim rolnictwie, w tym również w Polsce. Jak widać, pole nie zawsze kończy się na zbiorach. Czasem zaczyna się od niego coś zupełnie innego, przekaz, emocja albo reakcja, która uruchamia kolejne działania.
Słonecznik i len dają olej. Kukurydza paszę. Ale w tym przypadku wszystkie te uprawy dały jeszcze coś więcej: uwagę ludzi i realne działanie.
źródło: Alfons Deter, topagrar.com
oprac. Agnieszka Sawicka
