Ekspert ostrzega: problem pojawi się przy kukurydzy. Może zabraknąć mocznikaTomasz Ślęzak, Ahm, Canva
StoryEditorDlaczego ceny nawozów rosną?

Zabraknie nawozów pod kukurydzę? Ekspert ostrzega rolników

11.03.2026., 08:30h

Dlaczego nawozy znowu drożeją? Rolnicy mierzą się z rosnącymi kosztami, problemami z dostawami i nowymi opłatami, a eksperci ostrzegają, że największy problem może pojawić się przy nawożeniu kukurydzy.

Rolnicy mierzą się z rosnącymi cenami nawozów azotowych i kosztami wynikającymi z podatku węglowego CBAM, a w 2028 r. rosyjskie i białoruskie nawozy "znikną" z rynku UE. Włodzimierz Nita, dyrektor ds. nawozów w firmie Chemirol wyjaśnia, jak ta sytuacja wpłynie na tegoroczne nawożenie i dlaczego największym problemem mogą być nawozy pod kukurydzę.

"Nawozy w Polsce były najtańsze w Europie”. Ekspert: rolnicy, którzy czekali z zakupem, dziś przegrywają

– Rolnicy z jednej strony twierdzili, że jesienią cena nawozów azotowych była za wysoka, z drugiej – że cena płodów rolnych jest za niska. I z tą drugą częścią nie sposób się nie zgodzić – przyznaje Włodzimierz Nita. Jak podkreśla, ceny zbóż i rzepaku faktycznie były na bardzo niskim poziomie. Jednocześnie ekspert zaznacza, że zarzut o zbyt drogie nawozy azotowe w Polsce był mocno dyskusyjny.

Nawozy azotowe w Polsce były najtańsze w Europie. Wszędzie w Europie cena nawozów azotowych była na dużo wyższym poziomie – wskazuje dyrektor ds. nawozów Chemirolu. Od lat Chemirol przekonuje rolników, by nie kupowali całego zapotrzebowania jednorazowo. – Proponujemy, żeby nie odkładać decyzji zakupowej na jeden raz, tylko rozkładać zakupy na dwie, trzy części, żeby to ryzyko rozłożyć na różne etapy – tłumaczy Nita. Dodaje, że w tym roku rolnicy, którzy tak robili, wygrali – w przeciwieństwie do tych, którzy czekali do ostatniej chwili.

Dlaczego nagle brakuje nawozów? „Mamy ogromną kumulację zamówień”

Skumulowany popyt na końcówkę zimy i początek wiosny stał się jednym z głównych źródeł obecnego chaosu.

Grupa Azoty i inni polscy producenci nie są w stanie zrealizować wszystkich dostaw teraz, jeśli przez dwa–trzy miesiące nie było zamówień. Teraz mamy ogromną kumulację tych dostaw – podkreśla ekspert. Po wybuchu konfliktu w Iranie Grupa Azoty ogłosiła czasowe wstrzymanie przyjmowania nowych zamówień, co wywołało duże emocje na rynku. Nita tonuje jednak te nastroje: – To prawda, że ogłosili wstrzymanie przyjmowania zleceń, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nie wstrzymali produkcji. Zarówno Grupa Azoty, jak i inni polscy producenci, a także europejscy – tacy jak Yara – cały czas produkowali nawozy. To sytuacja zupełnie odmienna od tej z początku wojny na Ukrainie – zaznacza.

Statki z nawozami utknęły. Porty sparaliżowane, auta stoją nawet 30 godzin

Do problemów popytowo–podażowych doszły w tym sezonie wyjątkowo trudne warunki logistyczne. Zima mocno uderzyła w łańcuch dostaw nawozów.

– Bałtyk był zamarznięty, były problemy ze statkami, zwłaszcza tymi płynącymi do Szczecina. Rozładunek nawozu w temperaturze –20°C, przy padającym śniegu, też nie należał do najłatwiejszych – wylicza Nita. – Zdarzyła się sytuacja, że statek płynący do Polski z nawozami uległ wypadkowi na Morzu Śródziemnym. Musiał zawinąć do portu w Kadyksie, gdzie przez kilka dni przeładowywano go na inny statek. Te opóźnienia sięgały już kilku tygodni – opisuje. Obecnie widać to wyraźnie w portach. – W Gdyni auta stoją 24–30 godzin pod załadunkiem. Mało który kierowca chce tam jechać, wielu omija Trójmiasto szerokim łukiem. W tym roku Trójmiasto wyraźnie przegrywa z portem w Szczecinie – mówi przedstawiciel Chemirolu.

Do tego doszły jeszcze sztormy na Atlantyku, które opóźniły dostawy głównie z Afryki Północnej, w tym z Maroka.

– Nawozy, które miały przypłynąć na początku lutego, prawdopodobnie będą dopiero na koniec marca. Mamy nadzieję, że dopłyną, bo to głównie towary przeznaczone pod kukurydzę – dodaje.

Koniec tanich nawozów ze Wschodu. Od 2028 r. znikną z rynku UE

Istotnym czynnikiem wzrostu cen są cła nałożone na nawozy pochodzenia rosyjskiego i białoruskiego. Nita przypomina, że od lipca 2025 r. weszły cła rzędu 40–45 euro na tonę, a to nie koniec. – Od lipca 2026 r. te cła zostaną podniesione o kolejne 20–25 euro. Jednocześnie limity importu nawozów rosyjskich i białoruskich też ulegają zmniejszeniu. Docelowo, od 2028 roku, te nawozy praktycznie znikną z polskiego i europejskiego rynku – wyjaśnia. W praktyce oznacza to utracenie dostępu do relatywnie tanich i dobrej jakości nawozów ze Wschodu. – Oczywiście jest to sytuacja zrozumiała z uwagi na geopolitykę, ale ekonomicznie to bardzo mocno uderza w koszty produkcji rolnej – podkreśla.

Nowy podatek do każdego nawozu. „Rolnik zapłaci nawet 60 euro więcej za tonę”

Kolejnym elementem jest podatek węglowy CBAM, obowiązujący od stycznia. – Ten podatek miał uderzać w importerów nawozów i wyrównywać szanse europejskich producentów wobec producentów spoza UE. W praktyce okazuje się jednak, że zapłaci go rolnik – mówi wprost Nita. Dopłata jest znacząca. – Do każdej tony nawozu importowanego spoza Unii Europejskiej doliczany jest CBAM. To rząd około 50–60 euro do tony w przypadku niektórych produktów, więc bardzo mocno uderza to rolników po kieszeni – podkreśla. Na początku roku pojawiały się informacje, że CBAM może zostać zawieszony lub złagodzony, podobnie jak cła. – W przestrzeni publicznej było mnóstwo artykułów, że ten podatek zostanie zawieszony, a cła importowe zmniejszone. To nadal nie ma miejsca. Jeśli coś się zmieni, to najwcześniej w 3.–4. kwartale tego roku, a rolnicy nawozy kupują tu i teraz – zaznacza ekspert.

Bliski Wschód trzyma rynek nawozów w garści. „Wystrzeli mocznik, zdrożeje wszystko”

Atak na Iran i napięcie wokół cieśniny Ormuz błyskawicznie odbiły się na rynku surowców. Włodzimierz Nita przypomina, że reakcja rynku gazu była natychmiastowa. – Atak na Iran spowodował, że skokowo wzrosły ceny gazu. Wydawało się na początku, że sytuacja będzie bardzo analogiczna do wybuchu wojny na Ukrainie: gaz do góry, nawozy do góry, braki dostępności – opisuje. Różnica polega jednak na tym, że tym razem nie zareagowała silnie giełda Matif,  czyli nie wzrosły w podobnym stopniu ceny zbóż. – Ukraina jest ogromnym producentem i eksporterem zbóż, a Iran bardziej importerem. To zasadnicza różnica. Na Matif widzimy tylko drobne korekty na rzepaku i zbożach rzędu 10–15 euro. Nożyce cenowe dla polskiego i europejskiego rolnika się rozjeżdżają: nawozy bardzo szybko drożeją, a cena płodów rolnych nie rośnie w tym samym tempie – wskazuje Nita. Region Bliskiego Wschodu ma dla rynku nawozów kluczowe znaczenie. – Ten obszar jest, kolokwialnie mówiąc, „położony na ropie”. Kraje Bliskiego Wschodu produkują bardzo dużo gotowego produktu – mocznika – najbardziej popularnego nawozu azotowego na świecie. Europa jest „saletrzana”, bazuje głównie na nawozach saletrzanych, ale cała reszta świata bazuje na moczniku. Wywindowanie cen mocznika powoduje, że wszystko idzie do góry – tłumaczy.

– Kraje Bliskiego Wschodu produkują również amoniak i gaz – podstawowe surowce do produkcji nawozów. Dlatego dalszy konflikt w Iranie i ewentualne zablokowanie cieśniny Ormuz będą dla nas olbrzymim problemem – ostrzega.

Dla porównania Nita podaje skalę produkcji azotu w czystym składniku:

  • kraje Bliskiego Wschodu – ok. 10 mln ton,
  • Europa – 8,3 mln ton,
  • Rosja – 12,3 mln ton.

To pokazuje, jak bardzo globalny rynek zależy od newralgicznych regionów.

Grupa Azoty wstrzymała zamówienia. „Rynek musiał się uspokoić”

Skokowy wzrost cen gazu wywołał szybką reakcję krajowych producentów. – Uważam, że Grupa Azoty podjęła słuszną decyzję, zatrzymując przyjmowanie zleceń na 3–4 dni. Sytuacja się uspokoiła, unormowała. Faktycznie mamy podwyżki cen nawozów, ale nie są one aż tak szokowe jak w czasie wybuchu wojny na Ukrainie. Różnica jest wyraźnie widoczna – ocenia dyrektor ds. nawozów Chemirolu.

Największy problem dopiero przed rolnikami. Może zabraknąć nawozów pod kukurydzę?

Wiosna – jak podkreśla Nita – „ruszyła pełną parą”. W wielu gospodarstwach za nami już pierwsza, a nawet druga dawka azotu. – Na tym najbardziej nam zależy: żeby zaopatrzyć polskiego rolnika w potrzebne mu nawozy i płynnie zakończyć sezon wiosenny – mówi ekspert. Nie podejmuje się jednak prognozowania rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie. – Nie mamy szklanej kuli, nie będziemy przewidywać, co się wydarzy. Scenariusze są różne: od szybkiego zakończenia konfliktu po miesiące czy lata napięcia. Dziś nie ma sensu w to wróżyć, trzeba skupić się na bieżącym sezonie – podkreśla. Już dziś jednak widać potencjalny problem na horyzoncie. – Jedyny poważny kłopot, który dostrzegam, to będą zasiewy kukurydzy i dostęp do nawozów typu mocznik i fosforan amonu. Na to trzeba będzie bardzo mocno zwrócić uwagę – ostrzega.

Patrycja Bernat

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
11. marzec 2026 13:50