We wspomnianym artykule piszemy o tym, że PFHBiPM nie tylko będzie oceniać użytkowość mleczną krów, prowadzić księgi hodowlane, ale też przejęła decyzją ministra rolnictwa od Instytutu Zootechniki (jednostki niezależnej, niekomercyjnej) kompetencje związane z wyceną genomową i hodowlaną bydła. Jednocześnie słyszymy, że zamierza też być zapewne wiodącym graczem na rynku sprzedaży nasienia buhajów. I tu pojawia się pewna wątpliwość, będą sprzedawać nasienie buhajów i sami te buhaje oceniać, konkurencję też będą oceniać? Będą sędziami we własnej sprawie?
– Tak to prawda, to nie ma nic wspólnego z zasadami zdrowej konkurencji i taka sytuacja byłaby ewenementem na skalę światową. Rozmawiając z ludźmi z branży hodowlanej przewija się cały czas, póki co, nieoficjalna informacja, że PFHBiPM już podjęła uchwałę o powołaniu stacji buhajów i pozyskiwania nasienia. Chociaż w osobistej rozmowie dyrektor Stanisław Kautz z PFHBiPM przekazał mi informacje, że będzie to jedynie stacja embriotransferu, natomiast wszyscy przypuszczają, że nie tylko embriotransferu. Jeśli będą mieć swoje buhaje, będą sprzedawać swoje nasienie i jednocześnie będą oceniać nasienie swoich buhajów i wszystkich innych buhajów, to faktycznie będą wspomnianym sędzią we własnej sprawie. Taka sytuacja da Polskiej Federacji ogromną przewagę nad konkurencją. Podam konkretny przykład schematu, jaki może w takiej sytuacji zadziałać. Polska Federacja przebada genomowo młode buhaje i jako pierwsi będą wiedzieć, gdzie są te najlepsze. Zanim informacja dotrze do konkurencji, to oni już te najlepsze rodzynki skupią do swojej stacji. Bardzo prosty schemat, a jaki skuteczny i wykaszający konkurencję z rynku. Inna przewaga rynkowa PFHBiPM wynika z tego, że ich zootechnicy wykonując ocenę użytkowości mlecznej są raz w miesiącu w każdym ocenianym stadzie, jednocześnie mogą pełnić funkcję doradcy w zakresie doboru buhajów. Natomiast żadna inna firma nie jest w stanie być tak często w oborach klientów, bo najzwyczajniej nie dysponuje tak dużą liczbą pracowników.
Najnowsza ocena wartości hodowlanej w sezonie sierpniowym, która dopiero co się ukazała, opiera się na nowej formule indeksu PF?
– Tak, nadal jest to ten sam indeks PF, ale w ujęciu czterocyfrowym, a nie trzycyfrowym jak do tej pory, i z tego co dowiedziałem się z Centrum Genetycznego PFHBiPM to do indeksu PF włączono nowe cechy takie jak: zdolność udojowa, łatwość wcieleń i zdrowie racic.
Z tego co wiem, zgłaszał Pan swoje uwagi do Centrum Genetycznego PFHBiPM, co do oceny wartości hodowlanej buhajów amerykańskich?
– Tak, ponieważ kiedyś w czołówce polskiej oceny buhajów przeplatały się buhaje amerykańskie, kanadyjskie, niemieckie i holenderskie. Teraz natomiast buhajów zza oceanu w tej czołówce nie ma. To może mylnie sugerować polskim hodowcom, że tamtejsza genetyka obniżała poziom, co przecież nie jest prawdą. Więc dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w jednej z ostatnich polskich wycen najlepszym buhajem z USA jest buhaj starszy, co najmniej 5-letni, który ma już ocenę na córkach, a wszystkie młode amerykańskie buhaje genomowe są za nim, jednocześnie te młode buhaje biją go o kilka klas według rodzimej oceny amerykańskiej. Taki stan rzeczy pokazywany w polskiej wycenie zaprzecza postępowi genetycznemu i jednocześnie podważa wiarygodność tej oceny. Fachowcy z Centrum Genetycznego Polskiej Federacji odpowiedzieli mi tak, cytuję: ”brak buhajów amerykańskich na szczycie rankingu wynika z kilku czynników. Amerykanie nie uczestniczą w międzynarodowej ocenie genomowej GMACE. W związku z powyższym wiele z ich topowych buhajów nie trafia do Interbull, a tym samym w Polsce nie otrzymujemy ich oceny. Część amerykańskich buhajów jest zgłaszana do Interbullu przez inne kraje np. Kanadę. Dzięki temu otrzymują ocenę, ale często bywa ona niekompletna. Najlepszą drogą do oceny amerykańskich buhajów (na polskiej skali) byłoby ich zgłoszenie do oceny w Polsce. Wówczas można byłoby przeprowadzić ocenę na genotypie, która byłaby kompletna. Niestety, amerykańskie firmy bardzo rzadko zgłaszają swoje buhaje do oceny krajowej i bazują raczej na ocenie amerykańskiej (TPI). Ocenianie buhajów amerykańskich w Polsce byłoby najbardziej informatywne. Dałoby to również znacznie szerszy i bardziej kompletny wybór dla polskich hodowców”.
Ale dlaczego tak wysoko wyceniają się w polskiej ocenie buhaje amerykańskie mające już wycenę na córkach?
– Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, mało tego, jednocześnie bardzo słabo wyceniają się buhaje „córkowe” europejskie z EuroGenomics. To jest dopiero zastanawiające, przy czym buhaje genomowe europejskie już wyceniają się super, a genomowe amerykańskie jak już mówiłem bardzo słabo. Co do buhajów „córkowych” to dostałem taką odpowiedź z Centrum Genetycznego Federacji: „Pozycja buhajów amerykańskich ocenionych na córkach to dość złożony temat. Swego czasu dyskutowaliśmy to zagadnienie z amerykańskim ośrodkiem obliczeniowym CDCB oraz z organizacją NAAB. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że ten temat zależy od oceny międzynarodowej prowadzonej przez Interbull.”
Największy postęp genetyczny nastąpił w polskich stadach w latach 90., kiedy dolew krwi hf był stosunkowo mały, a nasienie rasy hf zaczęło wchodzić do powszechnego użytku w rodzinnych gospodarstwach mlecznych?
– Zdecydowanie tak. Może odniosę się do realiów Wielkopolski, bo tam pracowałem i wiem, jak było. W Wielkopolsce wtedy WCHiRZ Poznań czerpało z genetyki francuskiej, zakupując topowe buhaje francuskie, a także bardzo duże znaczenie miała genetyka niemiecka. Pięć topowych buhajów niemieckich w latach 90. zakupiła OSM Koło dla WCHiRZ Poznań i były to takie buhaje jak: Kruk, Kontakt, Kreol, Kozak i Krykiet. Był to ogromny postęp genetyczny, córki tych buhajów wpływały na znaczny wzrost mleczności bydła na terenie Wielkopolski. Ale nie ma co ukrywać, że jak się spojrzy w rodowody tych buhajów, zarówno francuskich, jak i niemieckich, to znajdzie się tam korzenie amerykańskie, bo każda genetyka w tamtych czasach z wysokim dolewem hf-a miała pochodzenie zza oceanu.
W dawnych czasach hodowcy chętnie korzystali z buhajów testowych, było to korzystne, bo wycena na córkach przy dużej ilości córek była bardziej wiarygodna?
– Tak, ale to wymagało czasu i jeszcze raz czasu. Z 600 porcji nasienia danego buhaja, czyli takiej samej ilości wykonanych inseminacji, uzyskiwało się od 80 do 100 jego córek. I jeszcze te córki musiały wejść w produkcję, dopiero wtedy była informacja na temat wartości tego buhaja i dopiero wtedy było wiadomo czy on naprawdę jest na tyle dobry, aby być w rankingu jako buhaj wyceniony czy nie. Natomiast przy wycenie genomowej możemy sprawdzić wartość buhaja już w łonie matki, kiedy jest jeszcze płodem i już wtedy wiemy, czy posiada np. jakiś defekt genetyczny, co zupełnie go dyskwalifikuje jako buhaja, od którego można pobrać nasienie. Kiedyś to było różnie i były przypadki świetnych buhajów bardzo wysoko wycenionych na córkach, które przekazywały defekt genetyczny, co dopiero wychodziło na jaw po latach. Ale jest też druga strona medalu, wycena na córkach, jest jednak bardziej wiarygodna, bo zdarza się nadal, że buhaje wysoko wycenione genomowo, przepadają w kolejnych aktualizacjach wycen i zupełnie nie potwierdza się potem ich wysoka wartość hodowlana.
No właśnie, czy opieranie się tylko na badaniu genomowym zawsze ma sens?
– Cały czas trwają nad tym dyskusje, nawet w środowiskach naukowych. Dość ciekawie sprawę ujął też profesor Marcin Gołębiewski w kontekście wyboru krów na dawczynie zarodków do embriotransferu. Wiadomo, że powinna być to najlepsza krowa w oborze, ale która nią będzie? Ta, którą doimy już 10–12 laktacji i weszła w grono krów stutysieczniczek, czyli za życia wyprodukowała ponad 100 tys. kg mleka no, ale ma indeks PF poniżej 100 (od red. stara nomenklatura), czy brać młodą jałówkę, która ma indeks PF 160, ale tak naprawdę nie wiemy, ile laktacji wytrzyma w naszej oborze. Komercyjnie i czysto marketingowo, jeśli chcemy sprzedawać zarodki, to wyborem będzie młoda jałówka, bo nikt nie kupi zarodka od krowy z PF poniżej 100. Natomiast jeśli myślimy o tym, aby z tych zarodków urodziły się zwierzęta, które mają być jak najlepsze w naszym stadzie, to powinniśmy płukać zarodki od stutysięczniczki, która wykazała się zdrowotnością, długowiecznością i wszystko o niej wiemy czarno na białym łącznie z produkcją, jak i zawartością suchej masy w mleku.
Cały czas rośnie stopień spokrewnienia populacji bydła rasy hf i dziś efektu inbredu uwsteczniającego postęp hodowlany, hodowcy obawiają się najbardziej. Dlatego każdy dobierając buhaje patrzy nie tylko na indeks, konkretne cechy, które go interesują, ale głównie właśnie na stopień spokrewnienia buhaja i swoich krów.
– Tak to prawda, stopień spokrewnienia jest duży. Gdy rozmawiam z Duńczykami, to oni mówią, że już niedługo w ich kraju będzie 30% krów krzyżówkowych. Poprzez krzyżowanie międzyrasowe chcą uchronić się przed nadmiernym spokrewnieniem. Pomimo że jest tam bardzo wysoki poziom hodowlany i od lat przodują w Europie pod względem produkcji suchej masy. Obecnie bardzo modny jest tam program krzyżowania, gdzie krowy rasy hf, krzyżuje się z rasą czerwoną (duńską czerwoną, szwedzka czerwoną lub norweską czerwoną).
W dzisiejszych czasach hodowcy w dużej mierze zwracają uwagę na koszty produkcji mleka, na wadze zyskują indeksy ekonomiczne buhajów wybieranych do krycia?
– To prawda. Dziwi mnie tylko, że przy tworzeniu Indeksu Ekonomicznego (IE) w Polsce duży udział doradczy miała firma z Nowej Zelandii. Przepraszam bardzo, ale doświadczenia nowozelandzkie mają się nijak do uwarunkowań polskich, ich wyliczenia nie mają żadnego przełożenia na nasz grunt. W Nowej Zelandii są zupełnie inne warunki ekonomiczne produkcji mleka niż w Polsce. Tam krowy cały rok chodzą po pastwiskach i produkują mleko z zielonki pastwiskowej. Tam nie ma obór, są tylko ewentualnie wiaty i polowe dojarnie. Znam oczywiście przypadki, że firma nowozelandzka pomagała układać indeksy w USA, ale dla ras mięsnych, które też podlegają tam wolnemu wypasowi. Zatem jest to zupełnie inna sytuacja. Natomiast w przypadku produkcji mleka, Polska powinna korzystać z doświadczeń takich krajów jak: Niemcy, Dania czy Francja. Gdzie warunki produkcji mleka są najbardziej zbliżone do tych w naszym kraju.
