Umowa UE–Mercosur i polityczne bezpieczniki rynku rolnego
W centrum sporu znalazła się umowa UE–Mercosur, negocjowana latami i dziś ponownie rozgrywana wokół rolnictwa. Prezydent Emmanuel Macron publicznie potwierdził w Brukseli, że Francja nie jest gotowa podpisać porozumienia w obecnym kształcie, podkreślając wymóg "wzajemności" oraz twardszych kontroli i zgodności standardów produkcji, a więc de facto ochronę europejskich producentów rolnych przed konkurencją, która nie ponosi równoważnych kosztów regulacyjnych. Równolegle instytucje unijne próbują domykać polityczne "bezpieczniki": relacjonował wstępne uzgodnienia dotyczące wzmocnionych zabezpieczeń i progów uruchamiania mechanizmów ochronnych w razie skokowego wzrostu importu lub spadków cen, a Rada UE opublikowała komunikat o zasadach pozwalających czasowo zawieszać preferencje taryfowe w ochronie sektora rolno-spożywczego. Z kolei z Ameryki Południowej płynie presja polityczna w odwrotnym kierunku. Prezydent Brazylii Lula grozi odejściem od stołu, jeśli umowa nie zostanie sfinalizowana szybko, co pokazuje, że stawką jest nie tylko rolnictwo, ale i wiarygodność UE jako partnera handlowego.
Polska w punkcie przecięcia trzech presji
Dla Polski ta układanka ma szczególną wagę, bo zderzają się tu trzy czynniki, które potrafią wzmocnić się nawzajem: cykliczny spadek cen wynikający z nadpodaży, strukturalna ekspozycja krajowego sektora na produkty "towarowe" o niskiej marży oraz ryzyko dodatkowej presji konkurencyjnej przez liberalizację importu przy utrzymaniu wysokich kosztów regulacyjnych w UE. W efekcie nie chodzi już tylko o to, czy ceny odbiją wiosną 2026, lecz o to, czy Polska wejdzie w 2026 rok z sektorem zdolnym do inwestowania i utrzymania bazy surowcowej, czy raczej z sektorem w trybie obrony płynności, w którym decyzje o ograniczaniu produkcji i odsuwaniu modernizacji będą narastać.
Notowania rynkowe jako papier lakmusowy sytuacji
Obraz bieżącej sytuacji najlepiej widać na konkretnych notowaniach rynkowych – zwłaszcza wtedy, gdy zestawi się dane krajowe z referencją niemiecką i z realnymi widełkami transakcyjnymi w Polsce. W połowie grudnia 2025 r. notowania pokazują, że w kluczowych kategoriach przemysłowych presja cenowa jest silna i ma charakter powszechny.
Mleko w proszku: korytarz cenowy i presja importowa
Odtłuszczone mleko w proszku porusza się w przedziale 8,2–8,7 zł/kg netto i oznaczone jest trendem spadkowym, przy czym obok pojawia się informacja o poziomie importowym rzędu 1,9–2,0 euro/kg (8,01-8,44 zł). W praktyce oznacza to, że polski rynek znajduje się w "korytarzu" wyznaczanym przez konkurencyjne dostawy z zewnątrz, a każdy kupujący – czy to przemysł spożywczy, czy dystrybutor – dysponuje argumentem alternatywy. Jeszcze kilka dni wcześniej średnia tygodniowa w Polsce (wg zestawienia MRiRW 01–07.12.2025) wynosiła 9,14 zł/kg, przy minimalnych ofertach 9,06 i maksymalnych 9,27 zł/kg, a dynamika tygodniowa była już ujemna. Obniżenie widełek w krótkim odstępie czasu to sygnał, że rynek bieżący przyspiesza spadek szybciej, niż pokazują uśrednione statystyki tygodniowe. Jednocześnie referencyjne dane niemieckie (ANKB Hannover dla tego samego tygodnia 01–07.12.2025) lokują się w okolicach 2,055 euro/kg (8,6 zł) ze spadkowym kierunkiem. Jest to klasyczna sytuacja, w której ceny polskie tracą możliwość utrzymywania premii, bo w warunkach wspólnego rynku i łatwego przepływu towaru kluczowe stają się europejskie wskaźniki oraz poziom importu.
Taka rozpiętość oznacza, że rynek jest "dwubiegowy": część towaru schodzi jeszcze po cenach wynikających z wcześniejszych ustaleń kontraktowych lub specyfikacji jakościowych, ale rynek bieżący i nowe negocjacje przesuwają się w dół. Dla Polski ma to szczególne znaczenie, bo proszki są jednym z głównych zaworów bezpieczeństwa bilansu mleka: gdy mleka jest dużo, a rynek produktów świeżych nie absorbuje nadwyżki, suszenie stabilizuje przerób. Problem pojawia się wtedy, gdy proszki tanieją do poziomów, przy których przerób nie daje marży na pokrycie kosztów energii, serwisu, finansowania zapasów i logistyki. Wówczas zakład musi przenosić presję kosztową na skup.
Masło: utrata tłuszczowego bufora
Najbardziej dotkliwy w skutkach bywa jednak spadek cen tłuszczu. Masło w blokach jest notowane po 15,5–16,5 PLN/kg i również oznaczone trendem spadkowym, przy poziomie importowym 3,75–3,95 euro/kg (16,66 zł). To jest poziom, który w wielu modelach biznesowych przetwórstwa mleczarskiego potrafi "zabrać" sporą część marży tłuszczowej, a ta marża w normalnych czasach działa jak amortyzator wahań: gdy proszki są słabsze, tłuszcz bywa mocniejszy i bilansuje wynik. Gdy spada i proszek, i masło, zakład traci naturalny bufor. W dodatku rynek masła działa mocno psychologicznie: w branży to jeden z najbardziej obserwowanych wskaźników, a kiedy masło "pęka", narasta oczekiwanie, że dół cyklu może potrwać dłużej. To oczekiwanie przekłada się na zachowania zakupowe, czyli na to, czy kontraktuje się do przodu, czy czeka się na jeszcze niższą cenę. W końcówce 2025 r. globalne sygnały sprzyjają raczej tej drugiej postawie.
Sery: presja zapasów i wspólnego rynku
W przypadku goudy notowania lokują się w okolicach 14,5–16,5 PLN/kg i również wskazują spadek, przy imporcie 2,85–2,95 euro/kg (12,02 – 12,44 zł). To szczególnie ważne, bo sery są kategorią, w której część zakładów próbuje budować stabilniejszą marżę, a jednak nawet tu presja importowa potrafi przesunąć ceny w dół. Sery są też wrażliwe na zapasy: kiedy rośnie podaż mleka, rośnie produkcja sera, a to powiększa zapasy. Jeśli popyt nie rośnie proporcjonalnie, rośnie presja na upłynnianie zapasów, czyli na obniżki cen. Polska, jako kraj z istotną produkcją serów i jednocześnie silnym powiązaniem z rynkiem unijnym, odczuwa to szybko: jeśli w Niemczech czy w innych krajach rdzenia UE ceny spadają, polskie ceny nie utrzymają się długo powyżej, bo odbiorcy i sieci handlowe reagują na to niemal natychmiast.
Serwatka w proszku: pozorna stabilność
Na tym tle relatywnie stabilnie wygląda serwatka w proszku, notowana po 4,6–4,9 zł/kg, z oznaczeniem stabilizacji. Stabilność serwatki bywa jednak myląca, bo jest to rynek, w którym trendy technologiczne i strukturalne potrafią zadziałać z opóźnieniem, ale silnie. Jeżeli w globalnym łańcuchu żywności i suplementów rośnie udział alternatywnych białek, a część rynków importowych buduje własne moce produkcyjne, presja na serwatkę i jej pochodne może narastać niezależnie od chwilowych wahań. Z perspektywy Polski, która znaczną część serwatki i produktów serwatkowych kieruje na rynki zewnętrzne albo wykorzystuje jako element bilansu przerobu, jest to ryzyko strategiczne: stabilność dziś nie gwarantuje stabilności jutro.
Dywersyfikacja jako warunek odporności sektora
W interesie Polski leży dywersyfikacja geograficzna i produktowa eksportu. To banał, dopóki ceny są dobre, ale w okresie spadków jest to kluczowy warunek przetrwania bez utraty potencjału. Jeśli globalny rynek jest w korekcie, a unijny rynek jest pod presją nadpodaży, to walka odbywa się o każdy punkt marży i o każdy kanał zbytu. Produkty o wyższej wartości dodanej – specjalistyczne sery, składniki funkcjonalne, produkty dla przemysłu spożywczego o wysokich wymaganiach jakościowych mają przewagę w tym sensie, że ich cena nie jest ustalana wyłącznie przez najtańszą dostępną alternatywę. To nie znaczy, że są odporne na kryzys, ale znaczy, że mają większą bezwładność cenową i pozwalają dłużej utrzymać rentowność przerobu.
Jarosław Malczewski
