– Nasza rodzina prowadzi działalność rolniczą na tej ziemi już od stu lat. Nie wzięliśmy się znikąd. Każdy to widzi – zarówno urzędnicy w gminie, jak i sąsiedzi. Dzisiaj nikt nam nie przeszkadza ani my nie przeszkadzamy nikomu. Za chwilę to się może jednak radykalnie zmienić. A chyba nie o to chodzi. Złożyliśmy skargę do wojewody na plan ogólny ze względu na planowaną zabudowę jednorodzinną – mówi Andrzej Adamski.
Domy i chlewnie nie idą w parze
Rolnik i jego żona są przekonani, że osiedle domków jednorodzinnych w pobliżu obiektów inwentarskich to złe połączenie, które nigdy się nie sprawdziło i nie sprawdzi.
Gospodarze zwrócili gminie uwagę na to już wcześniej, na etapie tworzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla gminy Doruchów, który został zatwierdzony w 2019 roku.
– O tym, że ma powstać po sąsiedzku osiedle domków jednorodzinnych, dowiedzieliśmy się w 2018 roku. Złożyliśmy wniosek do gminy, że nie wyrażamy na to zgody, ponieważ planujemy rozwijać produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym. Nie zostało to jednak uwzględnione. Tymczasem plan ogólny zatwierdzony w kwietniu br. przewidział wokół nas kolejne działki, tak że w przyszłości możemy zostać praktycznie otoczeni osiedlem domków jednorodzinnych – żali się gospodarz.
Sprawa jest tym bardziej kuriozalna, że rolnicy już w 2016 roku otrzymali decyzję środowiskową pozwalającą na zwiększenie produkcji trzody chlewnej do 299 DJP. Urzędnicy byli więc w pełni świadomi skali rozwoju gospodarstwa. Nie przeszkodziło im to jednak w planach uwzględniać w otoczeniu Adamskich zabudowy jednorodzinnej.
– Do tej pory znajdowaliśmy się z dala od zabudowań i nie stanowiliśmy dla nikogo problemu, natomiast teraz zabudowa zaczyna „przychodzić” do nas, co nas bardzo niepokoi – dodaje pan Andrzej.
Wójt: gospodarstwo może się rozwijać
Urszula Kowalińska, wójt gminy Doruchów, w piśmie skierowanym do redakcji „Tygodnika” wyraźnie zaprzecza, jakoby plan ogólny pomijał istniejące gospodarstwo rolne lub prowadził do jego blokowania. W opinii wójciny ustalenia planu ogólnego zostały oparte zarówno na analizie stanu faktycznego, jak i na uwzględnieniu obowiązujących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz wniosków złożonych w toku procedury planistycznej.
Kowalińska wyjaśnia, że gospodarstwo Adamskich ma możliwości rozwoju, ponieważ w projekcie planu ogólnego poszerzono mu strefę produkcji rolniczej do 7 ha.
– To o niczym nie świadczy, ponieważ na pewno będzie to generować konflikty z nowymi mieszkańcami. Protesty społeczne są nieuniknione, a to uniemożliwi nam rozwój – przekonuje Justyna Adamska.
Pan Andrzej pokazuje pole leżące przy wjeździe z drogi gminnej do ich gospodarstwa.
– Domy jednorodzinne mają powstać między drugim a trzecim słupem, czyli jakieś 100–150 m od gospodarstwa i dalej też. Tutaj, po drugiej stronie, mamy faktycznie strefę rolniczą. Ale zaraz za drogą gminną jest też teren wyznaczony pod osiedle domków jednorodzinnych. I tam za rowem też mają być działki – wskazuje pan Andrzej.
Kowalińska ten stan rzeczy komentuje tak: „projekt planu ogólnego nie eliminuje istniejącego gospodarstwa rolnego, lecz uwzględnia zarówno potrzebę jego dalszego funkcjonowania i rozwoju, jak i istniejące oraz planistycznie ukształtowane sąsiedztwo zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Współistnienie tych funkcji nie zostało przez plan ogólny wykluczone. Ocena szczegółowych warunków ich dalszego pogodzenia należy natomiast do etapów późniejszych i nie może być zastępowana uproszczoną interpretacją ustaleń planu ogólnego”.
Rolnicza funkcja wsi jest pomijana
Ewidentnie urzędnicy nie zdają sobie sprawy z tego, czego obawiają się rolnicy. Sugerują nawet, że rolnicy robią dużo hałasu o nic, a ich obawy wynikają z uproszczonej interpretacji ustaleń planu ogólnego.
Pani Justyna ubolewa nad tym, że w planowaniu przestrzennym zapomina się o rolniczej funkcji wsi, o której tyle się ostatnio mówi.
– Na terenie naszej gminy zostało zaledwie około dziesięć gospodarstw z produkcją zwierzęcą produkujących na rynek. Powinny być one objęte szczególną ochroną. Takim rolnikom jak my często zarzuca się, że chcą rozporządzać czyimś majątkiem. To nie tak – my po prostu staramy się patrzeć perspektywicznie i już teraz przewidywać konsekwencje decyzji planistycznych. Sąsiedztwo obiektów inwentarskich i osiedli mieszkaniowych prowadzi nieuchronnie do konfliktów. A my nie chcemy być dla kogoś uciążliwością. Chcemy też tutaj mieszkać i spokojnie się rozwijać – tłumaczy pani Justyna.
Biogazownia i porodówka pod znakiem zapytania
Adamscy podczas codziennej pracy starają się robić wszystko, żeby dokuczliwość ich gospodarstwa była jak najmniejsza. Ale pewnych rzeczy uniknąć się nie da.
– Inwestujemy w nowoczesne rozwiązania, jak np. szczelne systemy przechowywania gnojowicy, aplikatory doglebowe do gnojowicy. Myślimy też o budowie biogazowni. Chcemy wszystko robić zgodnie z normami unijnymi, mając na uwadze ochronę środowiska – przekonuje Olga Adamska, studentka drugiego roku zootechniki na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, która planuje kontynuować produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym w gospodarstwie rodziców.
Nasi rozmówcy biorą pod uwagę rosnące wymogi związane z dobrostanem i bioasekuracją, dlatego planują w najbliższym czasie budowę kolejnej porodówki. Ze względu na porodówki oraz własną produkcję pasz ich gospodarstwo pochłania dużo energii. Żeby ograniczyć koszty z tym związane, korzystają z fotowoltaiki, a w planach, jak wspomniała pani Olga, mają także budowę biogazowni, która uzupełni braki energii w okresach, kiedy nie ma słońca.
– Marzy nam się, aby nasze gospodarstwo było prowadzone w całości w obiegu zamkniętym. Biogazownia byłaby naturalnym uzupełnieniem obecnego modelu produkcji – podkreśla następczyni.
Ponadto energia cieplna z biogazowni mogłaby służyć do ogrzewania porodówek. W ten sposób fotowoltaika i biogazownia miałyby się wzajemnie uzupełniać, tworząc bardziej samowystarczalny system energetyczny. Adamscy bardzo rozsądnie podchodzą do rozwoju gospodarstwa. Każda inwestycja, która wiąże się z ogromnymi nakładami finansowymi, jest dobrze przemyślana.
– Żeby biogazownia miała ekonomiczny sens, musimy zwiększyć skalę produkcji i dlatego teraz, kiedy jeszcze fizycznie nie ma wokół nas działek, bardzo zależy nam na tym, aby urzędnicy coś jeszcze z tym zrobili – apeluje do lokalnych włodarzy pan Andrzej.
Nie chcemy żyć w konflikcie z mieszkańcami
Adamscy podkreślają, że społeczeństwo obecnie generalnie domaga się zdrowej, bezpiecznej i polskiej żywności, nie tej z krajów Mercosuru, ale myśli głównie o pięknych domach, pięknym otoczeniu, a nie o tym, czy będzie co włożyć do garnka.
– Mówimy bardzo dużo ostatnio o bezpieczeństwie żywnościowym naszego kraju. Nasze gospodarstwo dokłada się w jakimś stopniu do tego bezpieczeństwa. Hodowla trzody chlewnej w cyklu zamkniętym jest coraz rzadziej spotykaną w naszym kraju. Na popularności zyskuje tucz nakładczy oparty na imporcie warchlaków z Danii, my natomiast stawiamy na polską genetykę – podkreślają Justyna, Andrzej i Olga Adamscy.
Rolnicy są przekonani, że to od decyzji urzędników zależeć będzie, czy ich gospodarstwo będzie się rozwijać czy zacznie się zwijać. Jeśli wojewoda nie dopatrzy się błędów w planie ogólnym gminy Doruchów, Adamscy mogą zaskarżyć plan ogólny do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
– Chcemy nadal mieszkać i pracować w tym miejscu, ale jednocześnie uniknąć życia w permanentnym konflikcie z otoczeniem – tłumaczą Adamscy.
