Adamscy chcą uniknąć sytuacji, w której codzienne funkcjonowanie ich gospodarstwa prowadziłoby do ciąg­łych sporów z mieszkańcami domów jednorodzinnych na tle zapachów, hałasu czy innych uciążliwości. Chcą nadal mieszkać i pracować w tym miejscuMichał Heluszka
StoryEditorInterwencja

Przetrwali ASF i kryzysy. Teraz jedno osiedle może zatrzymać ich gospodarstwo

15.06.2026., 17:00h

Andrzej i Justyna Adamscy od 30 lat prowadzą we wsi Zalesie, w gminie Doruchów, w południowej Wielkopolsce prężnie rozwijające się gospodarstwo nastawione na produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym. Są dumni, że udało im się cało wyjść z licznych sytuacji kryzysowych na rynku trzody chlewnej. Co więcej – mają plany na przyszłość i następczynię. Jest jednak jedno poważne „ale” – zatwierdzony w kwietniu br. w ich gminie plan ogólny pozwala na przeznaczenie kolejnych gruntów wokół gospodarstwa na zabudowę jednorodzinną, co może skutecznie zablokować rozwój ich gospodarstwa.

Nasza rodzina prowadzi działalność rolniczą na tej ziemi już od stu lat. Nie wzięliśmy się znikąd. Każdy to widzi – zarówno urzędnicy w gminie, jak i sąsiedzi. Dzisiaj nikt nam nie przeszkadza ani my nie przeszkadzamy nikomu. Za chwilę to się może jednak radykalnie zmienić. A chyba nie o to chodzi. Złożyliśmy skargę do wojewody na plan ogólny ze względu na planowaną zabudowę jednorodzinną – mówi Andrzej Adamski.

Domy i chlewnie nie idą w parze

Rolnik i jego żona są przekonani, że osiedle domków jednorodzinnych w pobliżu obiektów inwentarskich to złe połączenie, które nigdy się nie sprawdziło i nie sprawdzi.

Gospodarze zwrócili gminie uwagę na to już wcześniej, na etapie tworzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla gminy Doruchów, który został zatwierdzony w 2019 roku.

O tym, że ma powstać po sąsiedzku osiedle domków jednorodzinnych, dowiedzieliśmy się w 2018 roku. Złożyliśmy wniosek do gminy, że nie wyrażamy na to zgody, ponieważ planujemy rozwijać produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym. Nie zostało to jednak uwzględnione. Tymczasem plan ogólny zatwierdzony w kwietniu br. przewidział wokół nas kolejne działki, tak że w przyszłości możemy zostać praktycznie otoczeni osiedlem domków jednorodzinnych – żali się gospodarz.

Sprawa jest tym bardziej kuriozalna, że rolnicy już w 2016 roku otrzymali decyzję środowiskową pozwalającą na zwiększenie produkcji trzody chlewnej do 299 DJP. Urzędnicy byli więc w pełni świadomi skali rozwoju gospodarstwa. Nie przeszkodziło im to jednak w planach uwzględniać w otoczeniu Adamskich zabudowy jednorodzinnej.

– Do tej pory znajdowaliśmy się z dala od zabudowań i nie stanowiliśmy dla nikogo problemu, natomiast teraz zabudowa zaczyna „przychodzić” do nas, co nas bardzo niepokoi – dodaje pan Andrzej.

Wójt: gospodarstwo może się rozwijać

Urszula Kowalińska, wójt gminy Doruchów, w piśmie skierowanym do redakcji „Tygodnika” wyraźnie zaprzecza, jakoby plan ogólny pomijał istniejące gospodarstwo rolne lub prowadził do jego blokowania. W opinii wójciny ustalenia planu ogólnego zostały oparte zarówno na analizie stanu faktycznego, jak i na uwzględnieniu obowiązujących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz wniosków złożonych w toku procedury planistycznej.

Kowalińska wyjaśnia, że gospodarstwo Adamskich ma możliwości rozwoju, ponieważ w projekcie planu ogólnego poszerzono mu strefę produkcji rolniczej do 7 ha.

– To o niczym nie świadczy, ponieważ na pewno będzie to generować konflikty z nowymi mieszkańcami. Protesty społeczne są nieuniknione, a to uniemożliwi nam rozwój – przekonuje Justyna Adamska.

Pan Andrzej pokazuje pole leżące przy wjeździe z drogi gminnej do ich gospodarstwa.

– Domy jednorodzinne mają powstać między drugim a trzecim słupem, czyli jakieś 100–150 m od gospodarstwa i dalej też. Tutaj, po drugiej stronie, mamy faktycznie strefę rolniczą. Ale zaraz za drogą gminną jest też teren wyznaczony pod osiedle domków jednorodzinnych. I tam za rowem też mają być działki – wskazuje pan Andrzej.

Kowalińska ten stan rzeczy komentuje tak: „projekt planu ogólnego nie eliminuje istniejącego gospodarstwa rolnego, lecz uwzględnia zarówno potrzebę jego dalszego funkcjonowania i rozwoju, jak i istniejące oraz planistycznie ukształtowane sąsiedztwo zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Współistnienie tych funkcji nie zostało przez plan ogólny wykluczone. Ocena szczegółowych warunków ich dalszego pogodzenia należy natomiast do etapów późniejszych i nie może być zastępowana uproszczoną interpretacją ustaleń planu ogólnego”.

image
Andrzej, Olga i Justyna Adamscy
FOTO: Michał Heluszka

Wizytówka gospodarstwa

Andrzej i Justyna Adamscy prowadzą gospodarstwo rolne nastawione na produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym. Wraz z dzierżawami użytkują około 100 ha. Pan Andrzej przejął w 1996 roku gospodarstwo po rodzicach. Wtedy miało zaledwie 9,5 ha i były w nim utrzymywane nie tylko świnie, ale także krowy mleczne oraz opasy. Głównym powodem rezygnacji z bydła był brak wystarczającej powierzchni użytków zielonych, co ograniczało możliwości dalszego rozwoju. Rolnicy inwestują w produkcję trzody chlewnej od 1998 roku. Wtedy to wybudowali tuczarnię na głębokiej ściółce, która później została przebudowana na system rusztowy. W ramach rozwoju powstały kolejne obiekty inwentarskie. Ostatnią dużą inwestycję zakończono w 2018 roku.

Gospodarstwo opiera się przede wszystkim na własnej bazie paszowej, którą uzupełnia zakupem gotowych mieszanek paszowych.

Rolnicy inwestują także w zabezpieczenia gospodarstwa przed ASF. Większość inwestycji pokrywają z własnych środków, aczkolwiek w ramach wsparcia bioasekuracji udało im się m.in. ogrodzić gospodarstwo i postawić dwa z sześciu silosów. Poleganie głównie na własnym kapitale spowodowało, że gospodarstwo rozwija się stopniowo, powoli. Dzięki temu, że nie mają kredytów i postawili na produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym, udaje im się z sukcesem funkcjonować na coraz trudniejszym rynku.

Rolnicza funkcja wsi jest pomijana

Ewidentnie urzędnicy nie zdają sobie sprawy z tego, czego obawiają się rolnicy. Sugerują nawet, że rolnicy robią dużo hałasu o nic, a ich obawy wynikają z uproszczonej interpretacji ustaleń planu ogólnego.

Pani Justyna ubolewa nad tym, że w planowaniu przestrzennym zapomina się o rolniczej funkcji wsi, o której tyle się ostatnio mówi.

– Na terenie naszej gminy zostało zaledwie około dziesięć gospodarstw z produkcją zwierzęcą produkujących na rynek. Powinny być one objęte szczególną ochroną. Takim rolnikom jak my często zarzuca się, że chcą rozporządzać czyimś majątkiem. To nie tak – my po prostu staramy się patrzeć perspektywicznie i już teraz przewidywać konsekwencje decyzji planistycznych. Sąsiedztwo obiektów inwentarskich i osiedli mieszkaniowych prowadzi nieuchronnie do konfliktów. A my nie chcemy być dla kogoś uciążliwością. Chcemy też tutaj mieszkać i spokojnie się rozwijać – tłumaczy pani Justyna.

Biogazownia i porodówka pod znakiem zapytania

Adamscy podczas codziennej pracy starają się robić wszystko, żeby dokuczliwość ich gospodarstwa była jak najmniejsza. Ale pewnych rzeczy uniknąć się nie da.

– Inwestujemy w nowoczes­ne rozwiązania, jak np. szczelne systemy przechowywania gnojowicy, aplikatory doglebowe do gnojowicy. Myślimy też o budowie biogazowni. Chcemy wszystko robić zgodnie z normami unijnymi, mając na uwadze ochronę środowiska – przekonuje Olga Adamska, studentka drugiego roku zootechniki na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, która planuje kontynuować produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym w gospodarstwie rodziców.

Nasi rozmówcy biorą pod uwagę rosnące wymogi związane z dobrostanem i bioasekuracją, dlatego planują w najbliższym czasie budowę kolejnej porodówki. Ze względu na porodówki oraz własną produkcję pasz ich gospodarstwo pochłania dużo energii. Żeby ograniczyć koszty z tym związane, korzystają z fotowoltaiki, a w planach, jak wspomniała pani Olga, mają także budowę biogazowni, która uzupełni braki energii w okresach, kiedy nie ma słońca.

Marzy nam się, aby nasze gospodarstwo było prowadzone w całości w obiegu zamkniętym. Biogazownia byłaby naturalnym uzupełnieniem obecnego modelu produkcji – podkreśla następczyni.

image
Adamscy pozyskują prąd na potrzeby gospodarstwa z fotowoltaiki, w planach mają budowę biogazowni
FOTO: Michał Heluszka

Ponadto energia cieplna z biogazowni mogłaby służyć do ogrzewania porodówek. W ten sposób fotowoltaika i biogazownia miałyby się wzajemnie uzupełniać, tworząc bardziej samowystarczalny system energetyczny. Adamscy bardzo rozsądnie podchodzą do rozwoju gospodarstwa. Każda inwestycja, która wiąże się z ogromnymi nakładami finansowymi, jest dobrze przemyślana.

Żeby biogazownia miała ekonomiczny sens, musimy zwiększyć skalę produkcji i dlatego teraz, kiedy jeszcze fizycznie nie ma wokół nas działek, bardzo zależy nam na tym, aby urzędnicy coś jeszcze z tym zrobili – apeluje do lokalnych włodarzy pan Andrzej.

Nie chcemy żyć w konflikcie z mieszkańcami

Adamscy podkreślają, że społeczeństwo obecnie generalnie domaga się zdrowej, bezpiecznej i polskiej żywności, nie tej z krajów Mercosuru, ale myśli głównie o pięknych domach, pięknym otoczeniu, a nie o tym, czy będzie co włożyć do garnka.

– Mówimy bardzo dużo ostatnio o bezpieczeństwie żywnościowym naszego kraju. Nasze gospodarstwo dokłada się w jakimś stopniu do tego bezpieczeństwa. Hodowla trzody chlewnej w cyklu zamkniętym jest coraz rzadziej spotykaną w naszym kraju. Na popularności zyskuje tucz nakładczy oparty na imporcie warchlaków z Danii, my natomiast stawiamy na polską genetykę – podkreślają Justyna, Andrzej i Olga Adamscy.

Rolnicy są przekonani, że to od decyzji urzędników zależeć będzie, czy ich gospodarstwo będzie się rozwijać czy zacznie się zwijać. Jeśli wojewoda nie dopatrzy się błędów w planie ogólnym gminy Doruchów, Adamscy mogą zaskarżyć plan ogólny do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

– Chcemy nadal mieszkać i pracować w tym miejscu, ale jednocześnie uniknąć życia w permanentnym konflikcie z otoczeniem – tłumaczą Adamscy.

To nie jest problem jedynie Adamskich

Problem, jaki podnoszą bohaterowie reportażu, nie dotyczy jedynie ich gospodarstwa. Między innymi dlatego Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych zwrócił się 6 maja br. do ministra rolnictwa w sprawie uporządkowania systemu planowania przestrzennego. Samorządowcy zwracali uwagę na to, że w gminach o dominującej funkcji rolniczej plan ogólny musi w sposób jednoznaczny i trwały zabezpieczać warunki do prowadzenia oraz rozwoju produkcji rolnej, szczególnie zwierzęcej. W swoim stanowisku domagali się nieplanowania działek budowlanych w sąsiedztwie gospodarstw rolnych. Rola ministerstwa rolnictwa w tworzeniu planów ogólnych jest jednak ograniczona. Resort może opiniować projekty i wskazywać, gdzie trzeba lepiej chronić grunty rolne. O tym, jak będzie wyglądać przestrzeń – gdzie powstaną nowe inwestycje, a gdzie pozostanie produkcja rolna – decydują gminy.

Wprowadzanie zabudowy nierolniczej na terenach rolniczych to jeden z aspektów podnoszonych przez resort na etapie analizy projektów planów ogólnych.

Magdalena Szymańska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
15. czerwiec 2026 17:02