Szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę na polu Mikołaja MrotkaMikolaj Mrotek
StoryEditorInterwencja

„Zostaniemy bez paszy dla krów”. Rolnicy z Wielkopolski walczą o odszkodowania

11.01.2026., 18:00h
Justyna Czupryniak-PaluszkiewiczJustyna Czupryniak-Paluszkiewicz

Rolnicy z północnej Wielkopolski skarżą się na Ośrodek Hodowli Zarodowej Kujan, który ich zdaniem, nie wypełnia właściwie swoich obowiązków. Gospodarze mają trudności z uzyskaniem odszkodowania za straty wyrządzone przez dziką zwierzynę. Jak twierdzą, wyceny są zaniżane, a o każdy protokół i każdą złotówkę muszą walczyć.

Sprawa OHZ Kujan w 2017 roku

O problemach rolników z Ośrodkiem Hodowli Zwierzyny Kujan pisaliśmy na łamach „Tygodnika Poradnika Rolniczego” w lutym 2017 r. w artykule „Ośrodek hodowli jeleni na gruntach rolników”. Wówczas rolnicy zarzucali władzom OHZ zaniechanie prowadzenia właściwej gospodarki łowieckiej na gruntach stanowiących „poletka zaporowe”. Gospodarze oskarżali OHZ Kujan o pobieranie dopłat obszarowych pomimo braku dobrej praktyki rolniczej, a swoje straty szacowali na dziesiątki tysięcy złotych. W kontrze usłyszeli, że działania prowadzone przez OHZ Kujan są właściwe, zwierzyna dokarmiana, a plan odstrzałów realizowany.

Odszkodowania wypłacane "na oko"  

Problem szkód wyrządzanych przez dziką zwierzynę bytującą na gruntach należących do rolników powraca niczym bumerang. Tym razem poza uprawami zniszczone zostały również zapasy paszy zmagazynowane dla bydła na zimę. Rolnicy, których pola znajdują się w obrębie OHZ Kujan (powiat złotowski, gmina Zakrzewo) znów nie mogą się doprosić odszkodowań, a jeśli już je dostają, to są one zaniżone lub wypłacane po szacowaniu „na oko”.

Dwie pryzmy z kukurydzą i  jedna z sianokiszonką zniszczone

Mikołaj Mrotek, rolnik z Witrogoszczy Kolonii, prowadzi duże gospodarstwo mleczne, w którym utrzymuje 150 szt. bydła, w tym 70 szt. krów dojnych i 80 szt. młodzieży oraz uprawia 100 ha ziemi. To u niego zwierzyna zniszczyła zapasy paszy na zimę. Zostało mu 2,5 rękawa z kukurydzą i 1 pryzma z sianokiszonką, 2 kopce z kukurydzą i 1 z sianokiszonką padły łupem zwierzyny. Jak przyznaje, najgorsze jest to, że o odszkodowaniu może zapomnieć.

Pryzmy z kiszonką znajdują się na terenie gospodarstwa i za to w ogóle nie mogą wypłacić mi odszkodowania. Dwie pryzmy z kiszonką, jedna z 20 ha, a druga z 10 ha, są zniszczone i jeszcze trzecia z 15 ha trawy też. Nie dostaniemy za to grosza, bo znajdują się na terenie gospodarstwa i za takie rzeczy nie przysługuje odszkodowanie. To jest w gestii rolnika, żeby sobie tego pilnował – mówi Mrotek.

Rolnikowi do wiosny nie wystarczy paszy

By ratować to, co zostało, rolnik zaczął szybko skarmiać kiszonkę znajdującą się w zniszczonych przez dziki i daniele kopcach, jak jednak przyznaje, spodziewa się, że odpadu będzie dużo, a paszy nie wystarczy do wiosny.

Boimy się, że zostaniemy bez paszy dla krów, bo jest grudzień, a tu już tyle zniszczeń. Teraz będzie zima, zwierzyna wyjdzie z lasu szukać pożywienia i za chwilę nasze zapasy będą doszczętnie zniszczone – dodaje Mrotek.

W ocenie rolnika, zwierzyny jest po prostu za dużo i zabezpieczenia przestają spełniać swoją rolę.

Sprawa OHZ Kujan w 2017 roku

O problemach rolników z Ośrodkiem Hodowli Zwierzyny Kujan pisaliśmy na łamach „Tygodnika Poradnika Rolniczego” w lutym 2017 r. w artykule „Ośrodek hodowli jeleni na gruntach rolników”. Wówczas rolnicy zarzucali władzom OHZ zaniechanie prowadzenia właściwej gospodarki łowieckiej na gruntach stanowiących „poletka zaporowe”. Gospodarze oskarżali OHZ Kujan o pobieranie dopłat obszarowych pomimo braku dobrej praktyki rolniczej, a swoje straty szacowali na dziesiątki tysięcy złotych. W kontrze usłyszeli, że działania prowadzone przez OHZ Kujan są właściwe, zwierzyna dokarmiana, a plan odstrzałów realizowany.

– Po naszych polach chodzi po 40–50 szt. danieli, dzików czy jeleni. Nie mamy na to już siły. Nie chodzi tylko o naszą wieś, ale również okoliczne, to jest po prostu katastrofa – komentuje Mrotek. – Mamy 150 krów dojnych, które wymagają dużo pracy. Wynajmujemy czasem ludzi do pomocy przy grodzeniu, ale to są bardzo duże koszty, żeby im zapłacić w obecnych czasach. Do tego uprawiamy 100 ha, które potem musimy ogrodzić i jeszcze pilnować pryzm z kiszonką, to jest już nie do zrobienia.

Patrykowi Piszczkowi z 5,5 ha kukurydzy został jeden hektar

Patryk Piszczek, który hoduje 50 szt. bydła, w obrębie podlegającym OHZ Kujan uprawia ok. 30 ha ziemi.

Zasiałem 5,5 ha kukurydzy, z czego został 1 ha. Z 4 ha owsa zebrałem zbiornik od Bizona. Wszystko stracone. Resztę zniszczyła zwierzyna. Kukurydza miała iść na ziarno, a przez szkody zebrałem ją na kiszonkę. Szacowanie było bardzo zaniżone. Wszystko odbywało się na oko – opowiada Piszczek.

image
Szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę na polu Mikołaja Mrotka
FOTO: Mikolaj Mrotek

Jak dodaje, OHZ Kujan zapewnił osobę do pilnowania 5,5 ha kukurydzy w Dźwiersznie Małym, ale do pozostałych 3 ha znajdujących się w miejscowości Luchowo, już nie.

Miałem 2–3 t straty w plonie kukurydzy na ziarno. Mnie odszkodowanie akurat wypłacili, ale trzeba było ich gonić, żeby przyszli na pola – dodaje Mikołaj Przybył, rolnik, którego gospodarstwo sąsiaduje z siedliskiem Mrotka.

Rolnicy podkreślają, że OHZ nie dba o własne 30 ha poletek, które mogłyby ograniczyć migrację zwierzyny.

Na poletkach nie ma nic. Zero wysypanej karmy. OHZ mówi, że to słabe gleby. A my na takich samych prowadzimy uprawy – zaznacza Mrotek.

Rafał Gdaniec, prezes Koła PSL w Wyrzysku, który wspiera rolników, mówi wprost, że współpraca z OHZ Kujan jest na niskim poziomie.

– Współpraca OHZ Kujan z rolnikami jest na bardzo niskim poziomie. Ośrodek ma około 30 ha, które leżą odłogiem. Nie rozumiem, dlaczego nie zagospodarują tej przestrzeni, żeby zwierzyna nie szła na pola – zastanawia się Gdaniec.

Przeczytaj także:

image
Producenci mleka
Setka żurawi zniszczyła rolnikowi plantację kukurydzy. Na odszkodowanie nie ma co liczyć

To nie system łowiecki zawodzi, winne są zaniedbania OHZ

Rolnicy zgodnie podkreślają, że problem nie wynika z samego systemu łowieckiego, ale z podejścia konkretnego ośrodka. Wielu wskazuje, że w sąsiednich OHZ-ach i kołach łowieckich współpraca wygląda zupełnie inaczej. Sytuacja miała ulec drastycznemu pogorszeniu po przywróceniu na stanowisko Jerzego Góreckiego.

image
Dopłaty bezpośrednie

Rozjeżdżają pola, a rolnik może stracić dopłaty? ARiMR wyjaśnia

Znam koło łowieckie, które samo z siebie grodzi rolnikom pola, żeby zwierzyna nie wchodziła w szkodę. Jeżdżą tam myśliwi, polują i szkód nie ma – mówi Mikołaj Mrotek. – W sąsiadujących z nami OHZ-ach sieją na wiosnę kukurydzę, grodzą ją, a kiedy pojawią się kolby, zdejmują ogrodzenie i zwierzyna zostaje na poletkach. Nie idzie do rolników – dodaje.

Takiego podejścia rolnicy nie widzą jednak w Kujanie. Tu, jak mówią, o podstawowe rzeczy muszą wręcz walczyć.

Nasi rozmówcy alarmują także, że tak duże nagromadzenie dzikiej zwierzyny to także realne zagrożenie epizootyczne. Podkreślają, że gmina Łobżenica na razie znajduje się w białej strefie ASF, co oznacza, że choroba nie została tam jeszcze potwierdzona. Obawiają się jednak, że w obecnej sytuacji to tylko kwestia czasu.

Tak duża populacja dzików to prawdziwa bomba

– Pogłowie dzików w naszym rejonie jest na bardzo wysokim poziomie. Przy takiej ilości zwierzyny to istna bomba – mówi Piszczek.

Jak zapowiada Gdaniec, rolnicy będą żądać zmiany kierownika.

– Jesteśmy zdeterminowani i nie odpuścimy tej sprawy. Naszym żądaniem jest po prostu zmiana kierownika na kogoś, kto będzie współpracował z rolnikami. Mamy poważne zarzuty, co do działalności OHZ Kujan. Natomiast szef OHZ w Warszawie zapewnił mnie, że ta sprawa jest dla niego priorytetowa – zapowiada Gdaniec.

O stanowisko w sprawie zapytaliśmy obecnego zarządcę OHZ Kujan Jerzego Góreckiego i Polski Związek Łowiecki, czekamy na odpowiedź.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz

fot. M. Mrotek

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
11. styczeń 2026 18:02