„Pada, ale za późno” – rolnicy z Dolnego Śląska liczą straty po suszy
Po tygodniach suszy na Dolnym Śląsku wreszcie pojawiły się opady. Choć, jak podkreślają rolnicy, deszcz bywa bardzo nierówny: na jednym gospodarstwie pada, a kilka kilometrów dalej ziemia pozostaje sucha, albo tylko kropi. „Już nic nas nie zdziwi” – mówią gospodarze. Dla wielu z nich opady przyszły zdecydowanie za późno. Rolnicy mówią o wysuszonych rzepakach, wypalonych łanach zbóż i nierównych wschodach kukurydzy. W gospodarstwie Pana Marcina z gminy Wińsko w powiecie Aleksandrowice straty w rzepaku mogą sięgnąć nawet połowy spodziewanego plonu.
– Teraz deszcze zaczynają padać, ale to już wszystko jest zasuszczone. To, co zostało wysuszone, już się nie odbuduje – mówi rolnik.
Rzepak nie wytrzymał suszy. „Plon będzie o połowę niższy”
Największe straty rolnik notuje w rzepaku. W tym sezonie obsiał nim 16 hektarów. Choć plantacje były prowadzone zgodnie z technologią, brak opadów i chłodna wiosna zrobiły swoje.
– Szacuję, że straty w rzepaku wyniosą około 50 procent. To jest połowa tego, czego normalnie byśmy się spodziewali – podkreśla rolnik.
Jak dodaje, obecne opady nie są już w stanie poprawić sytuacji.
– Rzepak jest wysuszony. To wygląda tak, jakby wszystko zostało przypalone przez słońce.
Rolnik przyznaje, że coraz częściej zastanawia się nad ograniczeniem uprawy tej rośliny.
– Już któryś rok z rzędu myślę, żeby całkowicie zrezygnować z rzepaku. Nakłady są bardzo duże, a zysk coraz bardziej niepewny. W tym roku dobrze będzie, jeśli uda się pokryć koszty – dodaje.
Zboża wypalone miejscami do gołej ziemi
W gospodarstwie znajduje się również ponad 60 hektarów zbóż. Sytuacja jest bardzo zróżnicowana, zależnie od jakości gleby.
Większość pól Pana Marcina znajduje się na glebach V i VI klasy bonitacyjnej, które szczególnie mocno odczuły brak wilgoci.
– Na lepszych ziemiach zboża jeszcze jakoś wyglądają, ale są miejsca całkowicie wypalone. Są takie fragmenty pól, gdzie praktycznie nic nie zostało – ocenia rolnik.
Gospodarz zwraca uwagę, że problem nie dotyczy całego regionu w jednakowym stopniu.
– Byłem niedawno na pokazach rolniczych 30–40 kilometrów od nas. Tam rzepaki są piękne, zboża wyglądają dobrze. A u nas jest zupełnie inaczej. Mamy chyba najmniej opadów w całej okolicy – dodaje.
Kukurydza wschodzi dopiero po deszczu
Trudna sytuacja dotknęła również kukurydzę. Część rolników zdecydowała się na przesiewy, jednak Pan Marcin z tego rozwiązania zrezygnował.
– Wydawało mi się, że tych roślin jednak jest za dużo, żeby przesiewać. Poza tym był problem z materiałem siewnym – mówi.
Największym problemem okazał się brak wilgoci w glebie.
– Kukurydzę mam na mozaice od trzeciej do szóstej klasy. Na niektórych kawałkach dopiero teraz zaczyna wychodzić. W jednym miejscu jest już pokaźna, a kilkadziesiąt metrów dalej dopiero wschodzi, bo wcześniej nie miała wilgoci – relacjonuje.
Według rolnika obecne opady mogą jeszcze pomóc tej uprawie.
– Jeśli teraz przez kilka dni będzie regularnie padało, to kukurydza ma jeszcze szansę się odbudować – ocenia.
Ratunku nie dają nawet ubezpieczenia
Rolnicy zwracają uwagę, że przy stratach spowodowanych suszą wsparcie systemowe jest niewystarczające.
– Ubezpieczamy część gospodarstwa, ale nie wszystko da się ubezpieczyć, a od suszy nie można. Nawet jeśli odszkodowanie jest wypłacane, to często okazuje się, że według ubezpieczyciela strata była za mała – zauważa.
Rolnik podkreśla również, że potrzebne są komisje szacujące szkody w terenie.
– Chcielibyśmy, żeby komisje ruszyły w pola. Sama aplikacja nie pokazuje tego, co rzeczywiście dzieje się na konkretnych gospodarstwach – mówi.
Coraz więcej rolników szuka alternatywy dla tradycyjnych upraw
Zmieniające się warunki pogodowe sprawiają, że gospodarze zaczynają szukać nowych rozwiązań. W tym roku rolnik Marcin po raz pierwszy zdecydował się na próbne zasiewy słonecznika.
– Słonecznik potrzebuje mniej wody niż zboża. Jeśli się sprawdzi, będę myślał o zwiększeniu areału – planuje.
Zdaniem rolnika kolejne lata mogą wymusić istotne zmiany w strukturze zasiewów.
Choć na Dolnym Śląsku w końcu pojawiły się opady, wielu gospodarzy patrzy na swoje pola bez większych nadziei. W przypadku rzepaku i części zbóż deszcz przyszedł zbyt późno, by odwrócić skutki wielotygodniowej suszy.
– Wszystko robiliśmy w terminie. Sialiśmy zgodnie z zaleceniami. Ale bez deszczu nie da się wygrać. Ten rok będzie bardzo trudny – podsumowuje.
Agnieszka Sawicka
