– Gmina w sprawie warunków zabudowy nowej inwestycji, jaką są dwie chlewnie, odpisała nam tak, cytuję: "informujemy, że sprawa nie może być załatwiona w ciągu miesiąca, z uwagi na charakter sprawy wymagający wyjaśnień i uzgodnień przewidywany termin załatwienia sprawy do 31.12.2027 roku". To jest kpina z nas rolników. Teraz mamy czekać na wydanie decyzji o warunkach zabudowy ponad rok. A może wcale się nie doczekamy, bo będzie to odciągane w nieskończoność. Nawet jak załatwimy to do końca roku 2027, to potem musimy czekać na decyzje ze starostwa w sprawie projektu, a kiedy budowa? To jest po prostu chore. Tyle pięknych słów pada na dożynkach, jak to władza wspiera rolników, a tu takie kwiatki. Dla mnie to jest celowa robota, aby polskie rolnictwo nie mogło się rozwijać – podkreślił Paweł Barciński, który prowadzi gospodarstwo razem z żoną i synem.
Rynek zmusza do tuczu kontraktowego
Rolnik ma dwie chlewnie rusztowe i w każdej z nich prowadzi tucz 950 sztuk. W każdej z nich są zwierzęta w innym wieku, co wpływa na skrócenie okresów pomiędzy kolejnymi sprzedażami oraz pozwala spełnić wymogi, co do DJP na ha. Produkcja zwierzęca, jak twierdzi Paweł Barciński, pomimo że jest to tucz kontraktowy, stabilizuje dochody w jego gospodarstwie. Sama produkcja roślinna, pomimo że uprawia ponad 100 ha, to za mało. Dzięki tuczowi trzody chlewnej ma gnojowicę wzbogacającą glebę w składniki pokarmowe oraz dodatkowy stały dochód.
– Przeszliśmy na tucz kontraktowy na zlecenie firmy, z którą mamy podpisaną umowę, ponieważ w ten sposób ponosimy mniejsze ryzyko. Każdy rolnik wolałby prowadzić tucz na własną rękę niezależny od nikogo, ale do tuczu kontraktowego zmuszają nas uwarunkowania rynkowe. Nieustanne górki i dołki na rynku trzody chlewnej powodują, że każdy rolnik tuczący świnie miał sytuację, że kupił prosięta w czasie górki cenowej, a tuczniki sprzedał w dołku po bardzo niskich stawkach i dołożył do całego cyklu tuczu. Im więcej sztuk na rzut, tym większa strata. Nie możemy nieustannie dopłacać, a w tuczu kontraktowym zawsze zostaje coś na plus. Ceny w tuczu kontraktowym są negocjowane indywidualnie, nie mogę ich zdradzić, bo to tajemnica umowy. Firma wstawia warchlaki i zapewnia paszę oraz opiekę weterynaryjną. Po mojej stronie jest praca oraz prąd i woda. Dzięki temu, że nie używamy własnych pasz do żywienia trzody chlewnej, całą produkcję roślinną możemy przeznaczyć na sprzedaż, to też jest atut. Gdyby rynek oferował rolnikom stabilne i uczciwe ceny żywca wieprzowego, to nikt by nie szedł w tucz kontraktowy, a tak jesteśmy poniekąd do tego zmuszeni – wyjaśnił Paweł Barciński.
Fiasko w sprawie kontraktacji buraków
Każdy kolejny rok, jak przyznaje rozmówca, to coraz niższe stawki kontraktacyjne na buraki cukrowe.
– Jestem członkiem Związku Plantatorów Buraka Cukrowego przy Cukrowni Glinojeck S.A. i jako związek nie osiągnęliśmy porozumienia z cukrownią, co do stawek cenowych na przyszły sezon, ponieważ, naszym zdaniem, stawki zaproponowane przez cukrownię są zbyt niskie. Są to stawki poniżej kosztów, a koszty są bardzo wysokie. Wszyscy widzą przecież jak drogi jest chociażby olej napędowy. Zaproponowano nam 26 euro za tonę, my tego nie zaakceptowaliśmy i kontraktacja na przyszły rok została wstrzymana. Dostaliśmy też propozycje od przedstawicieli cukrowni, że dodatkowo podzielą się z nami plantatorami zyskiem, tylko że teraz nie ma zysku na burakach cukrowych, to co oni chcą dzielić. Jak w poprzednich latach wypracowywali zysk i to niemały to nikt z nami nie chciał się jakoś dzielić – podkreślił Paweł Barciński.
Tegoroczne żniwa były dla gospodarstwa Pawła Barcińskiego słodko-gorzkie, ponieważ dobrze plonował rzepak, natomiast zboża wręcz przeciwnie.
– Uzyskaliśmy plon rzepaku z zakresu 3–3,5 tony z hektara, co jest dobrym wynikiem. Natomiast pszenica plonowała na poziomie do 6 ton, a rok wcześniej było to 8–9 ton z hektara. Zatem plony pszenicy były mniej więcej niższe o 30% w stosunku do roku poprzedniego. Zaważył tu niekorzystny przebieg pogody. Najpierw była zimna wiosna, a potem był też okres deficytu opadów atmosferycznych – powiedział rolnik.
Andrzej Rutkowski
