Bezorkowo w obronie przed suszą i kosztami
– Coraz większe obostrzenia i wymagania bioasekuracyjne oraz nieustanne dołki cenowe, przy rosnących kosztach produkcji sprawiły, że po wielu latach zlikwidowałem stado trzody chlewnej. Dodatkowym czynnikiem był zupełny brak chętnych do pracy w gospodarstwie rolnym. Została sama produkcja roślinna i aby była ona bardziej wydajna, wprowadziłem uprawę bezorkową. Dla mnie ta uprawa ma wiele zalet, zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy my rolnicy borykamy się z nieustannym problemem suszy. Uprawa bezorkowa nie przesusza tak gleby jak tradycyjna orka, więcej wilgoci zostaje w glebie i więcej wody jest dostępne dla roślin, co w mniejszym stopniu uszczupla plony w okresie suszy. Natomiast w stabilnych warunkach klimatycznych plony z obu metod uprawy są na zbliżonym poziomie. Przy pługu szerokość robocza wynosiła 1,6 m, a przy agregacie do uprawy bezorkowej szerokość robocza wzrasta do 3 m. Zatem ta uproszczona uprawa to również oszczędność czasu i paliwa, a wszyscy wiemy, jak dziś drogi jest olej napędowy i jak bardzo podnosi to koszty produkcji nie tylko nam rolnikom, ale w każdej branży – podkreślił Marek Dzikowski.
Rolnik oszacował, że w tym roku zebrał o 20–25% mniej ziarna zbóż niż w poprzednim roku, czyli był to ubytek 90 ton z areału 60 ha, ale jednocześnie podkreśla, że przy uprawie tradycyjnej ten spadek byłby najprawdopodobniej jeszcze większy w zakresie 30–35%.
– Do spadku plonów zbóż w tym roku najbardziej przyczyniła się susza oraz również zimna wiosna. Większość rolników prowadzących uprawę tradycyjną mówi o spadku plonów rzędu 30% lub większym. Do tego ceny zbóż są niskie w stosunku do poniesionych kosztów i chyba nie ma co liczyć, że wzrosną. Dlatego sprzedałem zboża zaraz po żniwach, pszenicę w cenie nieco ponad 800 zł za tonę, pszenżyto 700 zł za tonę, jęczmień 670 zł za tonę i żyto w cenie 500 zł tona. Na szczęście żyta dużo nie uprawiam, tylko na najsłabszych glebach. Obecnie wykonujemy siewy jęczmienia ozimego i wilgotność gleby w tym momencie jest na zadowalającym poziomie, tak że wschody zapowiadają się dobrze, a co będzie dalej to zobaczymy – stwierdził Marek Dzikowski.
Kukurydza zniknęła z pól
Po dwóch latach uprawy kukurydzy na ziarno rolnik zaniechał jej uprawy i w tym roku nie było już tego gatunku w strukturze zasiewów.
– Zaniechałem uprawy kukurydzy, ponieważ tu zupełnie nie było opłacalności przy sprzedaży mokrego ziarna. Ceny szorowały po dnie z powodu niekontrolowanego importu z Ukrainy. A koszty nie były niskie, bo trzeba było wykonać usługowy siew oraz zbiór – zakończył rolnik.
Andrzej Rutkowski
