Prezydenckie veto dla ustawy o aktywnym rolniku
Prezydent Karol Nawrocki zawetował w czwartek 19 lutego, ustawę o aktywnym rolniku. Dzień wcześniej do redakcji zadzwonił Czytelnik, którego gospodarstwo miałoby problem, gdyby ta ustawa weszła w życie. Ma on niewiele ponad dwa hektary ziemi, którą uprawia, choć oczywiście nie utrzymuje się wyłącznie z tego. Produkuje między innymi maliny, które sprzedaje sąsiadom. Dziś otrzymuje do swojej ziemi niewielkie dopłaty. Jeśli ustawa o aktywnym rolniku wejdzie w życie, to nawet te symboliczne dopłaty najprawdopodobniej straci. W minionym sezonie do jego gospodarstwa zawitało pięć kontroli. Jego sąsiad, prowadzący własną działalność gospodarczą, w życiu nie miał ani jednej kontroli z urzędu skarbowego. Takich rolników jak nasz Czytelnik są w Polsce tysiące. Utracone dopłaty mieliby sobie zrekompensować wydzierżawiając ziemię i ustalając na odpowiednim poziomie czynsz dzierżawny. I tu padło pierwsze pytanie naszego Czytelnika: jak mam wydzierżawić swoje grunty, skoro prowadzę na nich produkcję choć na niewielką skalę? I pytanie drugie: co będzie z pracownikami Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, jeśli odpadnie im około 600 tysięcy petentów, bo na tyle szacowana jest liczba drobnych gospodarzy, którzy mają wypaść z systemu?
Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa pracy nie ubędzie
Sprawdziłem, jak to zagadnienie wyglądało w tzw. ocenie skutków regulacji towarzyszącej każdemu projektowi ustawy. I w punkcie 6 (Wpływ na sektor finansów publicznych) czytamy, że wdrożenie ustawy kosztować będzie 640 tys. złotych, bo tyle pochłonie modyfikacja między innymi aplikacji eWniosekPlus. Nieco rozczarowująco brzmi punkt 8 (Zmiana obciążeń regulacyjnych (w tym obowiązków informacyjnych) wynikających z projektu). Autor projektu ustawy przewidział zarówno „zwiększenie liczby dokumentów”, jak i „zwiększenie liczby procedur”. A zatem, zatrudnienie w ARiMR powinno wzrosnąć, przynajmniej w pierwszych latach obowiązywania ustawy, a nie zmaleć, bo pracownicy Agencji (którym szczerze życzę jak najlepiej) będą mieli więcej roboty. A na poważnie, to zapewne nikt nie przyjąłby do ARiMR nowych ludzi. Obecni byliby zmuszeni przerzucić kolejną, przysłowiową stertę papierów. Ucierpiałyby na tym inne procedury. Gdyby jednak wyczyścili już rejestry z nieaktywnych rolników, to rzeczywiście może im zajrzeć w oczy widmo bezrobocia, bo w niektórych województwach gospodarstw do 5 hektarów jest niemal 80%. A jaki jest obraz tego problemu? Drobni gospodarze posiadają między 1,5 a 2 mln ha ziemi. Jeśli przeliczyć dotacje dla małych gospodarstw (225 euro/ha) to wychodzi 1,5–1,9 mld złotych rocznie.
Podsumowując ten temat. Pomysł, aby wprowadzić definicję aktywnego rolnika jest bardzo dobry. Potrzebujemy takich przepisów, bo dzięki nim polskie rolnictwo stanie się efektywniejsze, wydajniejsze i pozwoli utrzymywać się z pracy na roli tym, którzy rzeczywiście orzą, sieją i doją. Ale o powodzeniu lub porażce decydują często drobiazgi. Słabością tych przepisów było to, że odbierając dopłaty drobnym gospodarstwom nie zaoferowały im niczego w zamian. Nie każdy drobny rolnik wydzierżawia ziemię, wielu ją uprawia jak nasz Czytelnik. Nie każdy dzierżawca będzie chciał podpisać umowę opiewającą na znacznie wyższą niż dotychczas sumę. Być może należało okres dezaktywacji drobnych gospodarzy przedłużyć, co roku na np. przez pięć lat, obniżając im dopłaty.
Mleko na rynku światowym drożeje, ale czy Polska z tego skorzysta?
Na rynku mleka dzieją się cuda i dziwy. Od początku roku nabiał drożeje na nowozelandzkiej Globalnej Giełdzie Mleczarskiej, która wyznacza cenowe trendy na świecie. Co prawda, właściciela zmienia tam mniej towaru niż wcześniej, ale wzrost cen pozostaje faktem. Eksperci tłumaczą, że wynika to ze wzrostu zapotrzebowania w tym regionie. A najważniejszym rynkiem zbytu są tam Chiny, gdzie zapasy podobno maleją. Jednocześnie Europa produkuje sery zamiast proszku. Czy nie powinniśmy powiązać tego z wprowadzeniem przez Chińczyków cła na mleko z Europy? Skoro zakupy w Europie podrożały, to Chińczycy więcej kupują w Nowej Zelandii. A zatem niewiele na tej hossie skorzystamy.
Na koniec o pomyśle naszych sąsiadów zza Odry. Uznali oni, że osoby prywatne (także rolnicy), nie będą mogły kupować i stosować trutki na szczury. Chodzi o preparaty zawierające substancje obniżające krzepliwość krwi. Władze uznały tam, że walka z gryzoniami na własną rękę „nie jest ukierunkowana, prowadzona z analizą przyczyn źródłowych i nie stosuje się środków ograniczających ryzyko”.
W Niemczech, jeśli właściciel obory lub chlewni zauważy szczury, to po 22 października 2026 r. będzie musiał wezwać firmę deratyzacyjną. Czas posypać głowę popiołem! Nie narzekajmy tyle na głupotę naszych ustawodawców i urzędników.
Paweł Kuroczycki
redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego
