Paweł Kuroczycki komentuje doniesienia branżoweAhm
StoryEditorkomentarz naczlenego

„Kto w lecie nie zbiera, w zimie głodem przymiera”. Rolników czeka nietypowy sezon

29.08.2026., 18:00h
Paweł KuroczyckiPaweł Kuroczycki

Zaorany asfalt w Gliwicach to krzyk rozpaczy w obronie własności, za który rolnik trafił za kraty. W tle narasta kolejny kryzys: widmo problemów ze zbożem ze Wschodu i drogie pasze uderzą w hodowców bydła oraz trzody.

Wywłaszczenie w imię lokalnej drogi

Prawo własności jest święte. W Polsce niestety są przepisy pozwalające je naruszać. Efektem tego stanu jest historia, która wydarzyła się w Gliwicach. Rolnik, który nigdy nie pogodził się z odebraniem jego ziemi, zaorał kilkaset metrów nowo położonego asfaltu. Jego Ursus i dwuskibowy pług na kilka dni zawładnęły zbiorową wyobraźnią Polaków.

Dlaczego gmina lub państwo może ot tak odebrać rolnikowi jego własność? Tak stało się właśnie w Gliwicach. Z tego co mówią przedstawiciele urzędu miasta wynika, że 20 lat temu ktoś zdecydował, że na ziemi rolnika powstanie ulica. Nikt się go nie pytał o zdanie ani tym bardziej o zgodę. Wystarczyła decyzja prezydenta miasta. Rolnik odszkodowania za skonfiskowane grunty nie odebrał, ale to nie wstrzymało procedury. W księdze wieczystej wpisano jako właściciela gminę Gliwice.

Zdaję sobie sprawę z tego, że te procedury powstały, gdy planowano strategiczne dla państwa inwestycje: np. budowę autostrad i dróg szybkiego ruchu. Rozumiem, że takie regulacje stosowane są, gdy idzie o budowę Tarczy Wschód wzdłuż granicy z Rosją i Białorusią. Ale dlaczego to dotyczy ulicy Rybackiej, gdzieś na peryferiach Gliwic? Czy państwo i samorządy muszą stosować narzędzia w tak bezwzględny sposób naruszające święte prawo własności, aby obok planowanej ulicy ktoś postawił kilka domów? Rozumiem sytuację analogiczną, kiedy podczas wojny wojsko konfiskuje samochody, aby przerzucić żołnierzy na front. Ale o ulicę Rybacką nie toczy się żadna wojna.

Te przepisy pojawiły się na skutek doświadczeń zebranych w drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku, gdy państwo przystąpiło do budowy autostrad. Procedury wykupu ziemi ciągnęły się latami, bo trzeba było negocjować z właścicielem każdej działki, przez którą autostrada miała przebiegać. Napisano więc specustawę pozwalającą wywłaszczyć właściciela ziemi za odszkodowaniem i budować drogę. Właściciel, jeśli uznał, że zaproponowano mu za mało, mógł dochodzić pieniędzy w sądzie. Z czasem możliwość stosowania tych przepisów rozszerzono. Dziś samorządy mogą z nich skorzystać nawet, jeśli chcą zbudować ścieżkę rowerową. Czy to nie przesada? Czy nie powinniśmy ograniczyć możliwości wywłaszczania ludzi z ziemi do naprawdę ważnych, strategicznych dla Polski inwestycji? Piszę o tym, bo w Polsce właścicielami większości prywatnych gruntów są rolnicy i to rolnicy przeważnie padają ofiarami wywłaszczeń.

Zamiast dialogu – trzy miesiące za kratami

To jest jeden wątek tej sprawy. A drugi, to aresztowanie Józefa M., który dokonał czynu zaorania asfaltu. Trafił on z tego powodu na trzy miesiące za kraty, choć nikogo nie zamordował ani nie pobił. Można się domyślać, że kiedy sędzia zapytał czy nadal zamierza walczyć o swoją ziemię, to pan Józef odpowiedział, że oczywiście będzie walczył. Rolnik nie jest adwokatem, politykiem, bogatym biznesmenem, nie ma wysoko postawionych znajomych, więc trafił do ciupy. Nikt się o niego skutecznie nie upomni, a media przedstawiły jego czyn jako warcholstwo. Ten areszt tymczasowy na trzy miesiące to jest skandal.

image
reportaż z gospodarstwa

Zaczynali od 4 krów i doju do konwi. Teraz chcą postawić robota

Napięcia na rynku zbóż i presja na polskie granice

Tyle o sprawach bieżących. Są też sprawy ponadczasowe. Na przykład sytuacja na rynku zbóż. Ukraina i Rosja wymieniają kolejne ciosy w swoją infrastrukturę eksportową. To wróży, że przez Morze Czarne przepłynie w tym roku mniej ziarna niż by mogło. Nasz sąsiad już szuka dróg eksportu zbóż lądem. Jedyne alternatywne szlaki biegną przez ich zachodnią, a naszą wschodnią granicę. Pojawił się apel do UE o wsparcie „korytarzy solidarnościowych” w celu zapobiegania niedoborom produktów rolnych na rynkach światowych oraz o pilne zwiększenie kwot w ramach obecnej umowy o wolnym handlu. Zobaczymy, czy polski rząd się ugnie i znów pozwoli na to, żeby to polscy rolnicy zapłacili rachunek za wojnę na Wschodzie, tak jak to było w 2022 i 2023 r.?

Trudny horyzont dla producentów mleka i żywca

Tak czy inaczej, możemy spodziewać się wzrostu cen zbóż, a to będzie miało konsekwencje dla producentów mleka i wieprzowiny. W ubiegłym roku, krowy rozdoiły się również dlatego, że na rynku było pod dostatkiem taniego ziarna, które dawało zarobek, jeśli przepuściło się je przez żwacz. W kolejnym sezonie może być inaczej. Choć mleczarze w całej Europie mają zapasy pasz objętościowych z ubiegłego sezonu, to każdy zapas kiedyś się wyczerpie. Tymczasem na zachód od Odry nie ma tego lata za bardzo czego zbierać. Kukurydza na kiszonkę bardzo ucierpiała, po dwóch słabych pokosach traw trzeciego i czwartego nie ma i nie będzie, a „Kto w lecie nie zbiera, w zimie głodem przymiera”. Wiele wskazuje na to, że czeka nas bardzo nietypowy czas. Ciekawe będą zwłaszcza późna zima i wczesna wiosna 2027 roku, ale do tego czasu trzeba jakoś wytrzymać.

Paweł Kuroczycki

redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
29. sierpień 2026 18:02