Redaktor naczelny TPR komentuje najnowsze doniesieniaAhm
StoryEditorKomentarz naczelnego

Najpierw chcieli likwidacji KRUS. Dziś sami proszą o dopłaty

06.06.2026., 18:00h
PAweł KuroczyckiPAweł Kuroczycki

Kontrowersyjny pomysł dopłat do ZUS dla artystów obnaża hipokryzję krytyków KRUS. Tymczasem polska wieś tonie w drastycznym kryzysie – ceny skupu trzody i mleka szorują po dnie, a hiszpański wirus ASF z zagadkowymi mutacjami paraliżuje unijny rynek mięsa.

Artyści, którym składki na ZUS chce płacić Ministerstwo Kultury wielokrotnie krytykowali dopłaty do KRUS dla rolników 

Ministerstwo kultury chce pomóc artystom w płaceniu składek na ubezpieczenie społeczne. W minionym tygodniu kraj poznał szczegóły tego pomysłu. Marta Cienkowska, szefowa ministerstwa, chce pomagać twórcom, którzy „z różnych przyczyn nie mają ciągłości przychodów”. Chodzi o to, żeby „artyści więcej nie wypadali już z systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych, bo wtedy nie mogą pójść do lekarza”. Pomoc skierowana jest do tych, „którym aktualnie coś źle poszło”, czyli mówiąc wprost, nic nie tworzą, a jeśli stworzą, to nikt nie chce za to zapłacić. Pomysł minister Cienkowskiej będzie kosztował podatników od 320 do 380 mln zł rocznie.

A mnie przypominają się nawracające apele o likwidację KRUS, bo państwo dopłaca do niego miliardy złotych rocznie. Mniejsza o to, że rolnicza emerytura wynosi 1800 zł miesięcznie. Mniejsza o to, że państwo co roku dopłaca po 40–50 mld zł do emerytur wypłacanych z ZUS. Mniejsza o to, że gdy spadają ceny skupu, to i rolnik musi się nabiedzić, żeby zapłacić składkę KRUS. Rzecz w tym, że to właśnie ze środowisk, które teraz korzystać mają z dopłat do składek emerytalnych i zdrowotnych, często słychać było głosy niezadowolenia z jak to nazywali „uprzywilejowania” rolników.

Sytuacja w rolnictwie staje się coraz trudniejsza, trzoda po 4 zł/kg, mleko 20% tańsze, cena zbóż nie pokrywa kosztów produkcji  

Właśnie w obecnej sytuacji, kiedy spadły ceny skupu mleka i trzody chlewnej, rolnik, gdyby nie dopłaty do KRUS, mógłby wypaść z systemu ubezpieczeń społecznych, tak samo jak artyści niepłacący na ZUS. Trzoda po 4 zł/kg to kpiny z pracy rolnika. Rynek zarzucony jest hiszpańskim mięsem, którego z powodu ASF nie można wywieźć z Unii Europejskiej. Mamy więc przedłużający się kryzys spowodowany pojawieniem się choroby w kraju, który produkuje najwięcej wieprzowiny w Unii. Średnia cena skupu mleka jest 20% niższa niż rok wcześniej, choć u wielu podmiotów skupujących ta różnica jest znacznie większa. Tanieje także żywiec wołowy, a o cenach zbóż i ich relacji do nawozów i paliwa lepiej nie wspominać.

Tylko co dziesiąty rolnik jest ze swojej sytuacji zadowolony, jedna trzecia jest pod kreską

Trudno się zatem dziwić, że w rolnictwie jest źle, a nawet bardzo źle – jak wynika z raportu „Kondycja finansowa polskich rolników 2026”. Tak oceniło swoją sytuację 30% badanych. Tylko 9% rolników określiło swoją kondycję jako bardzo dobrą. Jednocześnie 32% stwierdziło, że ich sytuacja jest przeciętna. Innymi słowy: co trzeci rolnik jest na minusie, a tylko co dziesiąty nie ma powodów do narzekań. Kolejna jedna trzecia ledwo przędzie.

Te problemy są udziałem nie tylko polskich rolników. Coraz gorzej musi być w Wielkiej Brytanii, skoro tamtejsze Dziennikarskie Biuro Śledcze wyśledziło, że połowa ferm drobiu działających w Polsce nie posiada unijnych pozwoleń środowiskowych i mamy aferę na pół Europy. Wiemy, jaka droga przez mękę czeka rolnika, który chce postawić nową oborę lub chlewnię. Na straży budowlanych procedur stoją tysiące „nowych” mieszkańców wsi, którzy starają się takie inwestycje za wszelką cenę uniemożliwić. Przy ich czujności i zaangażowaniu trudno postawić budę dla psa, a co dopiero kurnik na 10 tys. brojlerów.

Czy wirus ASF znaleziony w Hiszpanii przyjechał z Rosji?

Zatrzymajmy się na chwilę przy hiszpańskim ASF, bo to ciekawy przypadek. Teoretycznie choroba powinna była przeskoczyć do Hiszpanii około 1500 km z zachodniej części Niemiec albo 900 km z północnych Włoch, gdzie do tej pory znajdowały się jej najdalej wysunięte na zachód ogniska. Jednak badania tego nie potwierdzają. Hiszpańscy naukowcy opublikowali wyniki analiz wirusa ASF, pod koniec ubiegłego roku znalezionego u dzików w okolicach Barcelony. Okazało się, że podobny jest on do wirusa przebadanego w Rosji w 2019 r., a nie do tych, które grasują w Europie Środkowej i Zachodniej. Oprócz tego ma cechy, które skłaniają do zastanowienia się, czy nie „dłubał” przy nim człowiek. Brakuje mu bowiem dość dużej części kodu genetycznego i ma 27 mutacji w porównaniu ze szczepem, który pojawił się w 2007 r. w Gruzji.

Hiszpanie zwracają uwagę, że wirusy ASF są bardzo stabilne, nie zmieniają się tak łatwo jak wirusy grypy czy COVID. Hiszpański wirus w warunkach naturalnych potrzebowałby 10–15 lat, aby wyewoluować do dzisiejszej postaci. Kolejny problem to wspomniana dziura w kodzie genetycznym. Zazwyczaj takie dziury pojawiają się w wirusach „hodowanych” na szczepionkę. Jednak wówczas stosuje się specjalny znacznik (marker), tak aby w trakcie badań można je było w prosty sposób zidentyfikować. Hiszpańska wersja wirusa ASF takiego markera nie posiada. To wszystko nie wyklucza, że ASF trafił do Hiszpanii przez przypadek. Powinno jednak skłonić, także polskie władze do refleksji.

Paweł Kuroczycki
​redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego

fot. AHM

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
06. czerwiec 2026 18:02