Pszenica do baku zamiast do pieca
Christian Hansen, unijny komisarz do spraw rolnictwa, zasugerował, że pszenicą powinniśmy „palić w piecu”. To oczywiście przenośnia, Hansen stwierdził, że skoro pszenica kosztuje poniżej 200 euro za tonę, to kraje Unii Europejskiej powinny produkować z niej bioetanol dolewany do benzyny. Panie komisarzu, pan jest od rolnictwa, ciągniki rolnicze mają silniki wysokoprężne. Tańsza benzyna nie zlikwiduje problemu rolników coraz częściej w Europie protestujących przeciw wysokim cenom oleju napędowego.
Powrót do zarzuconych biopaliw
Hansen tłumaczy, że z pszenicy pędząc spirytus chce zwiększyć popyt na zboża, aby przed nowym sezonem rozładować magazyny. Ale czy to nie Unia Europejska kilkanaście lat temu zrezygnowała z rozwoju tzw. biopaliw pierwszej generacji, czyli właśnie biodiesla i bioetanolu? Miały je zastąpić biopaliwa kolejnych generacji: z odpadów i z alg morskich. Mamy nawet w Polsce kilka instalacji przy wysypiskach śmieci i oczyszczalniach ścieków, ale one problemów Europy z drogą energią nie rozwiążą. Kilkanaście lat temu Unia zrezygnowała ze zwiększania produkcji biopaliw, bo miało to zwiększać ceny żywności. I rzeczywiście żywność drożała, bo międzynarodowe fundusze spekulacyjne uciekły przed kryzysem finansowym z lat 2008–2009 na giełdy towarowe, handlujące zbożem. Unia zmieniła więc przyczynę rezygnacji z biopaliw i okazało się, że powodują one wylesianie Amazonii i Borneo, bo ludzie wycinają tam dżunglę i sieją kukurydzę i soję, albo sadzą plantacje palm olejowych. Dziś wylesianie ani wzrost cen nikomu już nie przeszkadza. Można pędzić bioetanol, bo zboża są tanie.
Eksperymentalne państwo komisarzy
Tak sobie pomyślałem, że warto byłoby stworzyć dla brukselskich komisarzy doświadczalne państewko wielkości naszego powiatu lub dwóch, w którym mogliby zarządzać gospodarką i wdrażać wszelkie swoje pomysły. Komisarz od zdrowia byłby dyrektorem szpitala, Hansen dostałby kilka gospodarstw rolnych, komisarz od energii miałby pod opieką stację paliw, a ten od transportu jeździłby TIR-em itd. Ursula von der Leyen byłaby starostą. Najpierw wdrożyliby Zielony Ład, dyrektywy budynkowe, zdemontowaliby kopciuchy, później kotły gazowe, założyli fotowoltaikę i pompy ciepła, a następnie wszystko zalali, żeby odtworzyć moczary i bagna.
Niedawno Indonezja, dotknięta kryzysem związanym z brakiem paliw pochodzących z Zatoki Perskiej, wróciła do pomysłu powszechnego wprowadzenia w dystrybucji oleju napędowego B50, czyli zawierającego 50% biodiesla z tamtejszego oleju palmowego. Indonezja to największy producent oleju palmowego na świecie (ponad 45 mln ton rocznie). Diesel B50 ma być powszechny od 2028 roku. A w Europie komisarz rolnictwa na razie zachęcił do produkcji bioetanolu. Może kiedy benzyna będzie po 15 zł/l a olej napędowy po 20 zł/l to ktoś się tym przejmie. I ciekawe, że nikt nas nie zachęca do przesiadania się na samochody elektryczne. Przecież straszenie drożyzną na stacjach i brakiem paliw, powinno rozruszać ich sprzedaż.
Wołowina i twaróg za kilogramy
Na nietypowy pomysł wpadli Chińczycy w jednej z prowincji na wschodzie kraju. Każdy otyły może tam przystąpić do programu „Wołowina za tłuszcz”. Za obniżenie wagi o pół kilograma przysługuje pół kilograma wołowiny. Zapisało się 2400 osób. Górny limit chudnięcia ustalono na 10 kg. Tyle wołowiny można otrzymać. U nas też można taki program wprowadzić, tyle że wołowina jest droga, więc chudnących lepiej obdarowywać nabiałem. Jest on ofiarą promocji w sieciach handlowych, niektóre rozdają masło za darmo. Jako że masło nie pasuje do programu odchudzania, to proponuję kilogram twarogu (np. chudego) za kilogram utraty wagi. A swoją drogą, jak w mleczarstwie ma być dobrze skoro sieci handlowe rozdają masło za darmo.
Wpływ blokady w Ormuz na rynek żywności
Czy obecny kryzys spowodowany przez wojnę z Iranem może coś zmienić w branży mleczarskiej i rolnictwie? Na razie działa na niekorzyść. Blokada powoduje już nie tylko wzrost cen paliw i nawozów, ale także tworzyw sztucznych powszechnie stosowanych w przetwórstwie mleka i w ogóle w przemyśle spożywczym. Eksperci twierdzą, że nawet firmy niepowiązane bezpośrednio z Bliskim Wschodem zmierzą się z wyższymi kosztami, niedoborami lub opóźnieniami.
Organizacja Narodów Zjednoczonych policzyła, że na Bliskim Wschodzie utknęło 2000 statków z dostawami m.in. żywności. Po ponad miesiącu wojny i blokady, zaczyna tam brakować żywności, a nie są to społeczeństwa ubogie, może prócz Iranu i Iraku. Jest więc nadzieja, że po odblokowaniu Cieśniny Ormuz eksport ruszy ze zdwojoną siłą, nie tylko trzeba będzie pokryć bieżące potrzeby, ale i uzupełnić zapasy. Kto wie, co jeszcze strzeli do głowy tym co tę wojnę rozpętali.
Paweł Kuroczycki
redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego
fot. AHM
