Paweł Kuroczycki komentuje najnowsze doniesienia z branży rolniczejAhm
StoryEditorkomentarz naczelnego

Rolnicy bez prawa protestu? Gnojowica, areszty i Mercosur

31.01.2026., 18:00h
Paweł KuroczyckiPaweł Kuroczycki

Od zablokowanych wjazdów do Warszawy, przez samotną walkę ministra rolnictwa z unijną biurokracją, aż po kontrowersyjne decyzje sądów – polska wieś mierzy się z nową falą napięć. Podczas gdy polityczne uniki i surowe kary dla protestujących dominują w nagłówkach, rolnicy muszą stawić czoła brutalnej rzeczywistości rynkowej: drastycznym spadkom cen mleka i potędze rosyjskiego eksportu. Czy zapowiedzi poprawy koniunktury w połowie 2026 roku okażą się czymś więcej niż tylko słabym pocieszeniem?

Podwójne standardy i samotność ministra na froncie Mercosur

Pamiętam marsze gwiaździste organizowane przez Samoobronę na Warszawę, które kończyły się na giełdzie na Broniszach. Policja kierowała autobusy wiozące rolników właśnie na warszawski rynek hurtowy i stamtąd mogli oni maszerować 15 kilometrów pod Pałac Kultury albo ministerstwo rolnictwa. Ostatnie protesty zaplanowane na 9 stycznia zostały wygaszone w podobny sposób. Ciągniki mogą wjechać na Pola Elizejskie w Paryżu, pod siedzibę Komisji Europejskiej w Brukseli, ale do Warszawy nie mają prawa. Włosi przez kilkadziesiąt lat pędzali stada rogacizny pod rzymskie Koloseum protestując przeciw karom za przekraczanie kwot mlecznych (Włochy przystępując do ówczesnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej wynegocjowały bardzo niską kwotę mleczną). Coś jest nie tak z tą naszą demokracją, zwłaszcza że ostatnie protesty nie były skierowane przeciw polityce rządu, a przeciw umowie Unii Europejskiej z krajami Mercosur, której nasz rząd podpisać nie chciał i jak przyszło co do czego, to głosował przeciw.

Oprócz naszego rolnictwa i przetwórstwa żywności na tej umowie najgorzej wyszedł minister Stefan Krajewski. Pozostawiony samemu sobie musiał stanąć przeciw wszystkim. Z jednej strony była to unijna większość prąca do podpisania umowy, a z drugiej, rzesze rolników protestujących przeciw niej. Gdzieś z boku, jakby na widowni, usadowił się premier Donald Tusk, rzucający drwiące komentarze w stylu „Jeśli chodzi o Mercosur, to szczerze powiedziawszy, spodziewałem się dużo większej manifestacji”, choć dobrze wiedział dlaczego do centrum stolicy dotarło znacznie mniej rolników niż na protest wyruszyło, albo publicznie zastanawiający się dlaczego koszty produkcji wołowiny w Polsce są wyższe niż w Argentynie.

Warunki, pod jakimi Włochy zdecydowały się poprzeć umowę z krajami Mercosur negocjowała premier Giorgia Meloni. W Polsce premier z resztą rządu wykręcił się od odpowiedzialności, cedując wszystko na ministra rolnictwa. Eh…, żeby Mercosurowi poświęcił choć tyle uwagi co alkotubkom.

Gnojowica pod progiem i sądowa walka z rolniczą desperacją

Później było już tylko gorzej. Najpierw pod domem Stefana Krajewskiego wylano gnojowicę. Uważam, że to był fatalny pomysł. Nie powinniśmy wciągać w spory Bogu ducha winnych członków rodzin polityków a zwłaszcza dzieci (Stefan Krajewski ma dwóch jeszcze całkiem młodych synów). Dlaczego oni mają ponosić odpowiedzialność za to, że ich ojciec ma robotę taką, jaką ma? Na ulicy Wspólnej w Warszawie jest dość miejsca na wylewanie gnojowicy i tam powinna ona trafić. Gdyby za takie rzeczy w Europie Zachodniej karano, to na przykład we Francji nie starczyłoby miejsca w więzieniu dla rolników za przerzucanie obornika ładowarkami przez ogrodzenia otaczające siedziby lokalnych władz.

Równie głupie, a może nawet głupsze, było aresztowanie autora głupiego pomysłu z gnojowicą na dwa miesiące. Tutaj służby podległe ministrom: spraw wewnętrznych i sprawiedliwości ewidentnie przesadziły. Zamiast łagodzić sytuację tylko ją zaogniły. Nawet za czasów protestów przeciw polityce Marka Sawickiego nie było takich numerów. Rolnicy narzekali na policjantów w radiowozach czekających aż wyjadą ciągnikiem z gospodarstwa, żeby prowadzić drobiazgowe kontrole. Były mandaty za parkowanie na zakazie i tyle, ale żeby wsadzać na dwa miesiące?

Podobną bezdusznością sąd wykazał się wobec Krzysztofa Stefaniaka, schorowanego rolnika spod Lublina, którego chciał zmusić do zapłacenia grzywny nałożonej przez lekarza weterynarii za brak kolczyka u tucznika. Pan Krzysztof nie czuł się winny i grzywnę zamieniono mu na areszt od 22 grudnia do 1 stycznia na przełomie 2021 i 2022 roku. Gdy w Nowy Rok wychodził z aresztu witały go media branżowe, lokalne i ogólnopolskie. Większej szkody sąd i ten lekarz weterynarii uczynić sobie nie mogli.

I tak będzie w tym wypadku. Gdy autor głupiego pomysłu z wylewaniem gnojowicy pod bramą Krajewskiego wyjdzie z aresztu, automatycznie stanie się bohaterem, bez względu na to, jakie groźby i przekleństwa kierował pod adresem rządu.

Rynkowe tąpnięcie: ASF, rosyjskie zboże i nadzieja w prognozach Rabobanku

Zostawmy politykę, są ważniejsze sprawy. W Hiszpanii kolejne ogniska ASF wśród dzików sprawiły, że cena żywca wieprzowego spadła do 1 euro/kg. Rosjanie na wyścigi eksportują pszenicę, a to dusi jej ceny w Europie. Na rynku mleka dalsze spadki cen skupu. Zarówno w Polsce, jak i w Europie Zachodniej. W Niemczech są mleczarnie, które płacą za litr mleka 35–37 centów, czyli 1,47–1,56 zł/l. Oczywiście słabym pocieszeniem jest cudza niedola, ale to pokazuje, w jakim stanie jest dziś rynek mleka. W najnowszych prognozach holenderski Rabobank przewiduje, że ceny produktów mlecznych powinny drgnąć w Europie w drugim kwartale 2026 r. A więc, jak się mówiło w stanie wojennym: „Zima wasza, wiosna nasza”.

Paweł Kuroczycki

redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego

fot. AHM

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
31. styczeń 2026 18:02