Mercosur pogrąży polskich rolników? Ardanowski: Nawet mały import zbije ceny w Polsce
Były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski ostrzega, że umowa z krajami Mercosur może być kolejnym mocnym uderzeniem w polskie rolnictwo. Jego zdaniem nawet niewielki napływ taniej żywności z zewnątrz wystarczy, by wywołać silne spadki cen na rynku i uderzyć w polskie gospodarstwa towarowe.
Tania żywność z zewnątrz, drogi producent w Polsce
Były minister rolnictwa nie ma wątpliwości, że największym zagrożeniem dla wielu gospodarstw nie są dziś tylko koszty produkcji, ale także niekontrolowany import z zewnątrz. Szczególnie niepokoi go umowa z krajami Mercosur.
W jego ocenie Europa otwiera się na żywność produkowaną:
- taniej,
- w większej skali,
- przy dużo słabszych wymaganiach środowiskowych i dobrostanowych niż te, które obowiązują rolników w UE.
To oznacza, że polski rolnik ma konkurować nie tylko ceną, ale także z systemem, w którym obowiązują zupełnie inne reguły gry.
- Przykładem jest Mercosur. Niemcy widzą w Ameryce Południowej ogromny rynek zbytu dla swojego przemysłu. Tylko że tamte kraje zapłacą przede wszystkim żywnością – tanią, produkowaną w warunkach, które nie mają nic wspólnego z wymaganiami stawianymi polskim czy europejskim rolnikom – ocenia były minister rolnictwa.
Nawet mały import może wywołać duży kryzys
Ardanowski zwraca uwagę, że wielu polityków bagatelizuje zagrożenie, mówiąc, że import z krajów trzecich będzie tylko niewielkim procentem rynku. Tymczasem na rynku rolnym nawet mały napływ dodatkowego towaru może bardzo silnie obniżyć ceny.
Jako przykład podaje wcześniejsze doświadczenia z importem z Ukrainy. W jego ocenie kilka procent dodatkowego towaru na rynku wystarczy, by ceny dla rolników spadły o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent.
To właśnie dlatego gospodarstwa towarowe – żyjące ze sprzedaży zboża, rzepaku, mleka, trzody czy bydła – są dziś najbardziej narażone na załamanie opłacalności.
Nie chodzi tylko o Mercosur
Choć to właśnie Mercosur jest dziś najgłośniejszym przykładem, Ardanowski patrzy szerzej. Jego zdaniem Europa konsekwentnie przesuwa się w kierunku modelu, w którym żywność będzie coraz częściej sprowadzana z zewnątrz:
- z Ameryki Południowej,
- z Ukrainy,
- w przyszłości być może także z innych kierunków.
To może wypchnąć z rynku europejskich producentów, którzy nie są w stanie konkurować z żywnością produkowaną taniej i bez tak rygorystycznych ograniczeń.
- Przykład? Zboże z Ukrainy. Kilka milionów ton dodatkowego zboża w relacji do polskiej produkcji to było około 10 proc. rynku. A ceny spadły nie o 10 proc., tylko o 40–60 proc. I tak właśnie działa rynek rolny – mówi Ardanowski.
Kto zapłaci za tę politykę?
Zdaniem byłego ministra zapłacą przede wszystkim:
- gospodarstwa rodzinne,
- producenci towarowi,
- branże najbardziej narażone na import,
- konsumenci w długim okresie, gdy własna produkcja zacznie zanikać.
Na krótką metę tańsza żywność może wydawać się atrakcyjna cenowo. Ale na dłuższą metę oznacza osłabienie krajowej produkcji, utratę samowystarczalności i większe uzależnienie od zewnętrznych dostawców.
- Największym zagrożeniem jest dziś napływ żywności z zewnątrz. Uderzy on przede wszystkim w gospodarstwa towarowe – te, które inwestowały, zadłużały się, kupowały ziemię, budynki, maszyny, stado podstawowe. To one żyją z rynku. Małe gospodarstwa od dawna często utrzymują się z różnych źródeł dochodu: ktoś pracuje poza gospodarstwem, ktoś ma emeryturę, ktoś robi coś dodatkowo. Takie gospodarstwa mniej odczują import z zewnątrz. Ale gospodarstwa żyjące ze sprzedaży zboża, rzepaku, mleka, bydła, świń czy drobiu zostaną uderzone najmocniej. Nawet niewielki import powoduje gwałtowny spadek cen – surowo ocenia były minister rolnictwa.
Potrzebna twardsza obrona rynku
Ardanowski uważa, że Polska powinna dużo mocniej bronić swoich interesów na poziomie unijnym i krajowym. W jego ocenie brak stanowczej reakcji wobec takich umów może w kolejnych latach doprowadzić do trwałego osłabienia polskiego rolnictwa.
Bartłomiej Czekała
