Bank odmówił mu kredytu. Dziś w starym kurniku doi 840 zwierzątGeitenboerderij Noorderhoeve/fb
StoryEditorReportaż

Bank odmówił mu kredytu. Dziś w starym kurniku doi 840 zwierząt

07.11.2026., 05:40h

Bank nie chciał dać mu kredytu, choć miał oszczędności na połowę inwestycji. Tommy Meir, z zawodu stolarz, nie zrezygnował. Kupił stare zabudowania po fermie drobiu i stworzył gospodarstwo, w którym dziś utrzymuje 840 kóz mlecznych. Ma przy tym zaledwie 3 ha własnej ziemi. Jak udało mu się rozwinąć tak duże stado i co robi w jego koziarni bariera drogowa?

W Noorderwijk koło Herentals, na północy Belgii, Tommy Meir prowadzi gospodarstwo Noorderhoeve. Dawny kurnik o długości 100 metrów przystosował do utrzymania kóz mlecznych. W czterech kojcach grupowych utrzymuje zwierzęta podzielone według wieku i fazy produkcji. Korytarz przepędowy prowadzący do dojarni wygrodził starą barierą drogową. Przy urządzaniu koziarni przydały się umiejętności z jego poprzedniego zawodu.

Meir był stolarzem i prowadził firmę zatrudniającą trzech pracowników. Dziś jego stado liczy 840 kóz mlecznych i 300 sztuk młodzieży. Do takiej skali dochodził stopniowo, zaczynając od zakupu nieużytkowanych budynków po drobiu.

Od stolarstwa do hodowli kóz. Po życiowym przełomie zbudowali własne gospodarstwo mleczne

Rolnictwo poznał u dziadków, którzy utrzymywali bydło mleczne. Sam został stolarzem, ale praca od rana do wieczora, także w soboty, zostawiała mu niewiele czasu dla rodziny. Pożar domu w grudniu 2013 r. skłonił Tommy’ego i jego żonę Liv do przemyślenia dalszego życia – opisywał później Boerenbond.

Meir ukończył kurs ze specjalizacją w chowie kóz i odbył praktykę w gospodarstwie utrzymującym 800 sztuk. W 2015 r. para odchowywała pierwszych 450 młodych kóz, a rozpoczęcie produkcji mleka planowała na styczeń 2016 r.

Bank odmówił finansowania. Hodowca zmienił plan i wykorzystał istniejące zabudowania

Kiedy Meir zdecydował się wejść do rolnictwa, gospodarstwo dziadków było już sprzedane. Musiał więc znaleźć inne miejsce i pieniądze na rozpoczęcie działalności. Miał oszczędności na połowę potrzebnej inwestycji, a mimo to nie mógł uzyskać kredytu na resztę. Jak relacjonuje w rozmowie z VILT, banki oczekiwały, że do przedsięwzięcia dołożą się jego rodzice.

Finansowanie udało się uzyskać po zmianie planu finansowego, w którym uwzględnił większą liczbę kóz mlecznych. Źródło nie podaje kwoty kredytu ani całej inwestycji. Wiadomo jednak, że ważnym sposobem ograniczenia wydatków było wykorzystanie istniejących zabudowań.

Z pustego kurnika do koziarni. Adaptacja ograniczyła koszty startu gospodarstwa

Budynek stał pusty przez pięć lat, zanim Tommy i Liv postanowili urządzić w nim koziarnię. Ekipa z Holandii podniosła konstrukcję dachową i wydłużyła podpory. Adaptacja poprawiła wentylację budynku. Wewnątrz powstała nowa posadzka oraz podwyższony korytarz paszowy.

Według relacji VILT adaptacja kosztowała znacznie mniej niż budowa nowej koziarni. Meir wiele prac wykonywał sam, z pomocą ojca i znajomych. Wykorzystywał też dostępne materiały, czego przykładem jest bariera drogowa przy korytarzu przepędowym. Z czasem obok zaadaptowanego kurnika wybudował odchowalnię młodzieży. W gospodarstwie utrzymuje również kozły, które wykorzystuje jesienią do krycia naturalnego.

Rozwijał również zaplecze do przechowywania pasz objętościowych. W 2016 r. powstały dwa silosy na kiszonkę o długości 60 m każdy, opisane przez ich dostawcę, Bosch Beton. Już wtedy hodowca korzystał z elektronicznej identyfikacji zwierząt i indywidualnego pomiaru udoju. Chciał rozwijać stado, dobierając do niego kozy o wyższej wydajności mlecznej.

Tylko 3 ha własnej ziemi. Hodowca zapewnia paszę dzięki współpracy z sąsiadami

Dostęp do gruntów pozostał ograniczeniem. Jak podaje VILT, Meir ma tylko 3 ha własnej ziemi przy gospodarstwie. Trudno mu znaleźć grunty do dzierżawy, a zakup uważa za zbyt drogi. Dlatego współpracuje z okolicznymi rolnikami, często takimi, którzy przeszli już na emeryturę.

Kupuje od nich mieszankę traw z koniczyną na pniu, czyli przed zbiorem. Z tymi samymi gospodarzami współpracuje zwykle przez cztery–pięć kolejnych lat. W ten sposób zapewnia stadu paszę objętościową bez powiększania własnego areału, a właściciele gruntów mają dochód ze swoich upraw.

Zamiast narzekań klientów słyszy kozy. Hodowca nie żałuje zmiany zawodu

Meir nawiązał współpracę z przetwórcą mleka koziego Capra z Halen. Kiedy zaczynał, branża rozwijała się dzięki rosnącemu zainteresowaniu serami kozimi. Capra była jednym z przedsiębiorstw, które napędzały ten wzrost.

Po latach hodowca jest zadowolony ze zmiany zawodu. W rozmowie z VILT ujmuje to z humorem: – Zamieniłem narzekanie klientów na meczenie kóz. To ogromna poprawa.

Oprac. na podst.: vilt.be; Boerenbond, „Management & Techniek”, 14.08.2015 r.; boschbeton.com, zdjęcie: Geitenboerderij Noorderhoeve/Fb

©℗ Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy AgroHorti Media Sp. z o.o.

KUP LICENCJĘ

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
07. listopad 2026 05:42