W Polsce jest ok. 1,2 mln gospodarstw rolnych, a zdecydowaną większość stanowią gospodarstwa rodzinne. Prędzej czy później przychodzi moment ich przekazania. Czy młode pokolenie chce zostać na wsi i związać swoje życie z rolnictwem? Jak zachęcić młodych do kontynuowania dzieła rodziców i dziadków? Jak swoje gospodarstwo widzi młody człowiek? O to zapytaliśmy w rodzinie Kasołków w wielkopolskim Suchorzewie pod Pleszewem.
Gospodarują w czwartej generacji
Gospodarstwo w Suchorzewie przechodziło z pokolenia na pokolenie. Pradziadek Bogumiła Kasołki przekazał je synowi, ten kolejnemu następcy. Podobnie było później w rodzinie. Każde pokolenie dokładało swoją cegiełkę do rozwoju gospodarstwa: dokupowano grunty, budowano budynki, rozwijano stada i powiększano produkcję.
Dziś Agnieszka i Bogumił Kasołkowie gospodarują na 80 ha, z czego 30 ha stanowią użytki zielone. Na pozostałych gruntach uprawiają rośliny motylkowe, pszenżyto i kukurydzę — wszystko z myślą o zwierzętach. W gospodarstwie utrzymują ok. 200 sztuk bydła rasy HF oraz 4 sztuki bydła biało-czerwonego. Stado obejmuje 80 krów mlecznych, cielęta, jałówki i byczki, które sprzedawane są w wieku 2–3 miesięcy. Oprócz bydła są też kozy kameruńskie, kury, kaczki i króliki.
15-latek i jego drugie życie
Państwo Kasołkowie mają dwoje dzieci: 13-letnią Marysię i 15-letniego Szymona. Chłopak w tym roku ukończył szkołę podstawową, a od września rozpocznie naukę w szkole rolniczej w Marszewie. Mimo młodego wieku dobrze wie, że chce zostać w gospodarstwie.
— Gospodarstwo to taka druga część mojego życia. Od małego byłem uczony pracy tutaj. Jeździłem z tatą, dziadkiem, wujkiem i to gospodarstwo zostało we mnie. Nie mogę się od niego oderwać. To moje drugie życie — mówi Szymon.
Najwięcej czasu spędza z ojcem Bogumiłem. Gdy ma wątpliwości albo szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania, chętnie pyta także kuzynów, m.in. 27-letniego Miłosza i 25-letniego Jakuba.
Szymona kręcą maszyny
Trwają wycielenia. W boksach stoi 15 cieląt, którymi zajmuje się przede wszystkim pani Agnieszka, ale Szymon również pomaga. Choć lubi zwierzęta, zdecydowanie bardziej fascynują go maszyny.
— Czy byłem kiedyś przy porodzie? To trochę ciężka sprawa dla 15-latka, ale tata dużo mi pokazuje. Na przykład co zrobić, gdy cielak jest źle ułożony. To skomplikowane, ale nie ma się czego bać. Chodzi przecież o życie cielaka i krowy — mówi.
Największą frajdę sprawiają mu traktory. Gdy siada za kierownicą 170-konnego Johna Deera, jest w swoim żywiole. Ceni precyzję, nawigację i wygodę pracy, a wąskie przejazdy nie stanowią dla niego problemu nawet z 4-metrową kosiarką. W gospodarstwie nie ma maszyny, której nie znałby choćby z widzenia.
A jak przejmie gospodarstwo, to…
Po powrocie z pola rozmawiamy z Szymonem o przyszłości. Chłopak dokładnie wie, jak chciałby, by wyglądała.
— Gospodarstwo chciałbym przejąć po ukończeniu 18 lat. Wtedy wziąłbym dotację dla młodego rolnika i kupił większy ciągnik, np. Johna Deerea z serii 6E albo 7R o mocy 250 lub 340 KM. Przydałyby się dwa ciągniki, bo jednym trudno zrobić wszystko. Jednym można by wozić obornik, a drugim uprawiać — tłumaczy.
Na gospodarstwie są już m.in. Zetor Forterra 125, Zetor 7711, Massey Ferguson 255, 3-metrowa talerzówka Tolmet, pług bezorkowy, ładowarka, przyczepy, rozrzutnik do obornika, kosiarki, zgrabiarka, opryskiwacz, przetrząsacz, prasa zwijająca i 3-metrowy siewnik do zboża.
Szymon nie chciałby od razu przejmować całego areału.
— Na początek chciałbym mieć 20–40 ha, a później się rozwijać i dokupić więcej pól. Docelowo chciałbym dojść do około 140 ha, bo ziemia nie traci na wartości — mówi z przekonaniem.
Myśli też o uporządkowaniu struktury gospodarstwa.
— Chętnie zlikwidowałbym kawałek tego chlewu, bo jest problem z przejazdem i manewrowaniem sprzętem, np. przyczepą samozbierającą — dodaje.
W profilu produkcji nie planuje rewolucji.
— Zostałbym przy krowach mlecznych, ale może chciałbym mieć też trochę trzody chlewnej, tak dla siebie. Wszystko, co swoje, jest bardziej opłacalne — uważa.
Rodzina najważniejsza
Jak będzie wyglądało jego życie za 15 lat? Szymon nie ma wątpliwości, że chce zostać na wsi.
— Będę tu gospodarował z rodziną, bo rodzina jest najważniejsza. Chciałbym mieć dzieci, żeby móc im przekazać to, co zbuduję. Nie chciałbym, żeby to był pustostan, jak po PGR-ach. Nie chcę być największym gospodarzem, ale chciałbym rozwijać się rozsądnie — mówi.
Dodaje też, że nie wyobraża sobie życia w mieście.
— Wolałbym być z dziewczyną na gospodarstwie niż w bloku. Nie chcę nikogo obrażać, ale na wsi nie jest źle — podkreśla.
Rodzice też kiedyś zaczynali
Bogumił Kasołka dobrze pamięta własny start. Gospodarstwo przejął od rodziców jako 17-latek, jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności.
— Rodzice mieli 8–10 krów i 17 ha. Z czasem zwiększyłem stado do 20 sztuk, dokupiłem ziemię, wziąłem kredyt i postawiłem oborę, żeby było wygodniej. Nie żałuję, że zostałem na gospodarstwie. Nie muszę chodzić do pracy, mam czas dla siebie, mogę wyjechać na ryby albo na polowanie — mówi.
Jak dodaje, do przejęcia gospodarstwa skłoniła go także sytuacja rodzinna. Był młodszy od rodzeństwa o 9 lat, mieszkał z rodzicami i pomagał im na co dzień, dlatego to on przejął gospodarstwo.
Pani Agnieszka przyszła do męża i wniosła 1,5 ha jako wiano. Dziś jest niezastąpiona zarówno w gospodarstwie, jak i w domu oraz w życiu lokalnej społeczności. Prowadzi dokumentację, dogląda cieląt, zajmuje się domem i angażuje się w działalność społeczną Suchorzewa, m.in. w kole gospodyń wiejskich. W sierpniu państwo Kasołkowie będą starostami dożynek miejsko-gminnych.
Młodych nie wolno zmuszać
Rodzice Szymona widzą jego zaangażowanie, zwłaszcza w prace polowe. Jak podkreślają, młody człowiek ma dziś dużo łatwiej niż oni przed laty.
— W wieku Szymona nie interesowałem się rolnictwem tak jak on. To były inne czasy. Musiałem zaczynać praktycznie od zera i wszystko kupować: maszyny, silosy… On ma łatwiej — mówi Bogumił Kasołka.
Pani Agnieszka zwraca uwagę, że dziś kobiety również mogą odnaleźć się w gospodarstwie.
— Wciąż pokutuje stereotyp, że na gospodarstwie kobieta musi tylko zakasać rękawy i codziennie pracować przy krowach. A przecież dziś to wygląda inaczej. Jest nowocześniej, jest więcej udogodnień. Młodzi są obyci z technologią, skomputeryzowani, cyfrowi. Kobieta też sobie z tym poradzi — uważa.
Dowodem na to, że młode pokolenie idzie z duchem czasu, jest chociażby umiejętność Szymona w obsłudze nawigacji i mediów społecznościowych. Bogumił Kasołka zastanawia się nawet, czy to właśnie synowi przypadnie w przyszłości wdrożenie robotów udojowych w rodzinnej oborze.
Rodzice są zgodni: gdy Szymon skończy 18 lat, chętnie przekażą mu część gospodarstwa. Nie całość, bo — jak mówią — sami chcą jeszcze być aktywni. I chcą dać synowi czas na dojrzenie.
— On musi nauczyć się, jak tym wszystkim zarządzać. To nie są tylko przychody, ale też koszty. Tego trzeba się uczyć stopniowo. Nie można go do niczego zmuszać — podkreślają.
— Zdajemy sobie sprawę, że skoro jest Szymon i chce przejąć gospodarstwo, to my też mamy motywację, by dalej się rozwijać — dodaje Agnieszka Kasołka.
Anna Malinowski (tekst i fot.)
Realizacja i montaż: Michał Heluszka
