Produkcja rolna jest, rynku zbytu nie ma
Mariusz Borowiak, reprezentujący Stowarzyszenie ORKA, organizator poniedziałkowych protestów w gminach (pierwszy z nich w gminie Błaszki odbył się 19 stycznia), opisuje sytuację polskich gospodarstw.
– Sytuacja w rolnictwie od pewnego czasu jest bardzo dramatyczna, dlatego że produkujemy produkty rolne, ale mamy problem z ich sprzedażą, dlatego że lawinowo zostaliśmy zalewani żywnością z krajów, czy to z Ukrainy, czy w tej chwili znowuż podpisana jest umowa z Mercosurem, co w perspektywie lat będzie powodowało, że nasze gospodarstwa przestaną istnieć.
Jak podkreśla Borowiak, problem nie leży w braku pracy ani w plonach, ale w braku mechanizmów obronnych dla polskiej produkcji rolnej. – Chcielibyśmy, aby rząd prowadził mechanizmy obronne naszej polskiej produkcji rolnej – dodaje.
Konsument nieświadomy?
Borowiak zwraca uwagę na fakt, że Polacy często nie wiedzą, co kupują. – Chcielibyśmy, aby rząd wprowadził mechanizmy obronne naszej polskiej produkcji rolnej, m.in. na przykład kody QR, które każdy obywatel, biorąc jakiś produkt rolny, mógłby zeskanować i wiedziałby, czy ten produkt został wyprodukowany w Polsce, przy tym reżimie sanitarnym i tych restrykcjach, jakie Unia Europejska na nas nakłada, czy jest to towar niewiadomego pochodzenia.
Problem sprzedaży plonów - 2024 rok był ostrzeżeniem
Poprzedni sezon pokazał, jak poważny jest problem sprzedaży plonów. – 2024 rok pokazał jasno, że rolnicy zastosowali już samozbiory, dlatego że wszystkie punkty skupu odmawiały nam odkupienia od nas tych produktów – mówi Borowiak. – Ukraina zdobyła już nasze rynki zbytu i z obawą wyszliśmy w rok 2025, gdzie została podpisana umowa przez Urszulę von der Leyen, doprowadzając do tego, że towar niewiadomego pochodzenia będzie trafiał być może na półki sklepowe naszych obywateli – dodaje.
PSL obiecał rolnikom, ale "polska półka" nie działa
Borowiak porusza problem zalewu tanim zagranicznym towarem niszczącym polskie rolnictwo.
– PSL mówił, że będzie wprowadzał polską półkę do marketów. Do dnia dzisiejszego taka ustawa nie została przeprocedurowana. To doprowadza do tego, że my jako rolnicy jesteśmy pomijani w skupach, dlatego że idzie tańszy towar z zagranicy, który jest dofinansowywany dodatkowo czy to przez państwo francuskie, czy to przez państwo niemieckie, a nasz rząd mówi, że o każdą zgodę takiej pomocy rolnikom trzeba pytać Unię Europejską – mówi.
I podkreśla, że – Unia Europejska nie pyta się naszych polskich ministrów tutaj o to, czy ich towar może do nas wjeżdżać, tylko wpływa. I to widzieliśmy na przykład w styczniu, gdzie była pryszczyca w Niemczech, no to lawinowo znowuż samochody z tucznikami z Niemiec wjeżdżały do Polski i ten towar został u nas ubijany i sprzedawany jako produkt polski. To jest okłamywanie konsumentów i niszczenie polskiego rolnictwa.
Z pola na pole
Rolnicy zmieniają kierunki produkcji, szukając alternatyw dla nieopłacalnego zboża. – Jeżeli rolnik produkujący zboże tego zboża nie będzie uprawiał, no to szuka jakiejś alternatywy, więc zaczyna uprawiać warzywa. Powoduje to, że ludzie, którzy uprawiali warzywa, też nie mają miejsca zbytu – tłumaczy Borowiak.
– W Polsce musi się opłacać wszystko. Musi się opłacać zboże. Musi być trzoda chlewna – podkreśla, przypominając dramatyczny spadek hodowli: – Wchodząc do Unii Europejskiej, mieliśmy 15 milionów świń w Polsce. W tej chwili rodzi się tylko milion prosiąt. To już jasno pokazuje, że na wypadek wojny już byśmy mieli problemy z wykarmieniem naszego kraju.
"W 2026 roku ostatni raz obsiejemy te pola”
Rozmowa schodzi na przyszłość. Co czeka rolników? – Czeka nas bankructwo. Po prostu rolnicy już doskonale wiedzą, że to jest ostatni rok, 2026 będzie ostatnim rokiem, kiedy my jeszcze zasiejmy te pola. Ale jeżeli na jesień nie sprzedamy produktów, to już po prostu na wiosnę 2027 roku nie będzie sensu wjeżdżania w te pola. My już teraz bierzemy kredyty po to, aby obsiać nasze gospodarstwa – mówi Borowiak.
Tylko władza ma władzę - "My rolnicy jesteśmy bardzo małą instytucją"
Borowiak podkreśla, że mali rolnicy walczą o przetrwanie w rynku zdominowanym przez wielki kapitał.
– Tak naprawdę w tej chwili protestujemy przeciwko temu, aby władza poważnie zaczęła zajmować się sprawami rolnictwa. My nie mamy takich narzędzi, że moglibyśmy sobie sami konkurować na wolnym rynku, dlatego że wolnego rynku w Polsce nie ma. Wolny rynek jest dla obcych kapitałów, dla konsorcjów, dla ludzi, którzy potrafią mieć po 12 tysięcy hektarów ziemi. Dla nich wolny rynek jest - podsumowuje Borowiak. A my, jako mali rolnicy, jesteśmy bardzo małą instytucją, abyśmy mogli wpływać. Ratujemy się, jak możemy. Zmieniamy, nawet przebranżowimy się - wyjaśnia Mariusz Borowiak.
Protesty rolnicze w gminach
Przypomnijmy, że 19 stycznia 2026 roku w Błaszkach blisko 100 rolników z oflagowanymi ciągnikami zgromadziło się przed Urzędem Miejskim, rozpoczynając serię protestów, które mają odbywać się co poniedziałek w kolejnych gminach – dopóki postulaty nie zostaną spełnione. Organizator Mariusz Borowiak podkreśla: – Działamy razem, ponad podziałami – tu chodzi o nasze gospodarstwa, o uczciwe ceny i pełną świadomość konsumenta, co trafia na jego stół.
Zatrzymanie za wylanie gnojowicy - decyzją polityczną?
Jednym z kluczowych postulatów protestujących rolników jest zwolnienie mężczyzny zatrzymanego za wylanie gnojowicy.
– Wiemy, że to jest decyzja polityczna. Ten chłopak przyznał się do winy, nie mataczy w sprawie, a jednak sąd, żeby pokazać swoją siłę i zastraszyć nas, wsadził go do aresztu na dwa miesiące - podkreśla Borowiak. Dodaje, że manifestacje będą odbywać się w każdej gminie, której włodarzem jest PSL, – Będziemy w taki sposób domagać się tego, aby wpłynąć na ministra Krajewskiego, aby wycofał te zarzuty, dlatego że nawet jego prawa ręka, szef biura pana Krajewskiego, również w takich manifestacjach brał udział. No i o dziwo zarządów PiS-u nie został skazany. Krajewski tłumaczy się tym, że on tylko stał obok.
Rolnik z Błaszek walczy o zmiany
Jednocześnie rozmówca nasz zaznacza, że rolnicy mają jednak nadzieję, iż nie będzie kolejnego strajku w gminie. – Jeżeli minister Krajewski wycofa zarzuty i ten chłopak wyjdzie, to my oczywiście nie będziemy strajkować pod żadną gminą, bo to nie jest naszym celem utrudniać urzędowi - mówi. Dodaje też, że – Nieważne, czy lubimy tego wójta, czy nie lubimy. Jest w PSL-u – to musi naciskać. Od dołu zaczynamy robić porządek.
Borowiak podsumowuje, że rolnicy nie mają co liczyć na rząd i zachęca, aby mieszkańcy innych regionów kraju przyłączyli się do akcji protestacyjnej. – Będziemy działać na pewno szerzej i czekamy na odzew ze strony innych kolegów w Polsce - apeluje Mariusz Borowiak.
Symboliczne poniedziałki z udziałem protestujących
Mariusz Borowiak podkreśla również znaczenie dnia protestu: – W poniedziałek go aresztowano, przedłużono mu ten areszt na dwa miesiące. Dlatego co poniedziałek będziemy odwiedzać jedną gminę - wyjaśnia.
Kolejny protest zaplanowano na 26 stycznia w gminie Wróblew.
źródło: na podstawie wywiadu, który przeprowadził Jakub Dobrosz z Mariuszem Borowiakiem
Agnieszka Sawicka
