Rolnicy przestali kupować maszyny? „Inwestycje w moim gospodarstwie są praktycznie na poziomie zerowym”
Podczas Dni Pola na Dolnym Śląsku rozmawiałam z rolnikami m.in. o inwestycjach w maszyny rolnicze. Jak podkreślali, przy obecnych cenach zbóż oraz wysokich kosztach nawozów, środków ochrony roślin i paliwa większe zakupy coraz częściej schodzą na dalszy plan.
– Przy dzisiejszych cenach płodów inwestycje to praktycznie w moim gospodarstwie są na poziomie zerowym, że tak powiem – mówi rolnik Józef z Kędzierzyna-Koźla.
Gospodarstwo prowadzi głównie pod kątem upraw rzepaku, pszenicy, kukurydzy i soi. Jak tłumaczy, dzisiaj najpierw trzeba zabezpieczyć podstawową produkcję.
– Człowiek zaopatrzy się najpierw w rośliny, a później jak coś zostanie z tego, to się wtedy myśli o jakichś inwestycjach - podkreśla.
Dopłaty pomagają, ale szybko znikają
Rolnicy zwracają uwagę, że nawet dopłaty nie pozwalają dziś myśleć o większych inwestycjach w gospodarstwie.
– Chwilowo zagrzały konto – mówi rolnik Józef.
Na pytanie, na jak długo, odpowiada bez wahania.
– Na siedem dni. Wystarczy zrobić większe zakupy nawozów czy środków ochrony roślin, jeden telefon do przedstawiciela i pieniędzy po prostu nie ma.
Jak podkreślają rolnicy, dopłaty w praktyce wystarczają przede wszystkim na pokrycie bieżących wydatków gospodarstwa. A tych z roku na rok przybywa.
Maszyny są, ale pracy w polu przybywa
Problemem nie są już tylko rosnące ceny maszyn i części. Rolnicy zwracają uwagę, że zmienił się również cały system ochrony roślin. Wycofywanie kolejnych substancji czynnych sprawia, że zabiegów trzeba wykonywać więcej, a to oznacza dodatkowe przejazdy, większe zużycie paliwa i wyższe koszty.
– Kiedyś człowiek zrobił dwa zabiegi i było. Dzisiaj trzeba kilka razy jeździć, a wszystko kosztuje – mówi Stefan z Sarn Wielkich, który gospodaruje na około 140 ha.
– Kiedyś opryskałeś i było widać efekt. Dzisiaj często tego efektu po prostu nie ma – dodaje rolnik.
– Na jesień pięć razy się wjeżdża – podkreśla.
Podobne doświadczenia mają także inni gospodarze.
– Siedem razy w pole zamiast dwa razy. I to ma być ekologia? – pyta jeden z rolników.
Zboże nie daje przestrzeni na duże zakupy
Największym problemem pozostają jednak ceny płodów rolnych. Rolnicy podkreślają, że przy obecnych kosztach produkcji trudno myśleć o inwestycjach w nowy sprzęt.
– Sprzedałem pszenicę po 740 zł brutto za tonę. To było w marcu tego roku – mówi jeden z gospodarzy.
Na pytanie, czy taka cena pokryła koszty produkcji, odpowiada krótko.
– Nie, w życiu – podkreśla.
Jego zdaniem opłacalna cena powinna być znacznie wyższa.
– Przynajmniej 1200 zł za tonę – ocenia.
Podobnego zdania jest rolnik Stefan.
– Przy tych cenach nawozów, środków ochrony roślin i paliwa pszenica powinna kosztować tyle, żeby coś z tego zostało – mówi.
Przy takich relacjach kosztów do cen skupu zakup ciągnika czy maszyny za kilkaset tysięcy złotych staje się dla wielu gospodarstw zbyt dużym ryzykiem.
Rynek maszyn zmienia kierunek
Jak informował Mateusz Wasak w artykule "Boom na ciągniki się kończy? 2026 będzie rokiem trudnych decyzji rolników", po trudnych latach 2023–2024 rynek maszyn rolniczych odbił w 2025 roku. Rejestracje ciągników wzrosły wtedy o 27 proc. rok do roku, a przyczep o 22 proc. w pierwszych jedenastu miesiącach roku.
Powodem były m.in. obniżki stóp procentowych, potrzeba poprawy efektywności oraz odłożony popyt z poprzednich lat.
Jednak 2026 rok miał według prognoz wyglądać już inaczej. Eksperci mówili, że bez kolejnego boomu, tylko bardziej ostrożne decyzje zakupowe. Rolnicy mają obecnie wybierać przede wszystkim technologie, które realnie zmniejszają koszty.
Potwierdzają to rozmowy z gospodarstwami.
Rolnik Stefan, pytany o inwestowanie w maszyny, odpowiada:
– Już nie, już tak właśnie patrzę, że takie ładne są, ale już nie.
Nowe maszyny zastępują używane?
O tym, że rolnicy nadal potrzebują sprzętu, ale szukają tańszych rozwiązań, pokazują również dane z rynku wtórnego.
Od początku roku do końca kwietnia w Polsce zarejestrowano 7308 używanych ciągników, podczas gdy nowych było 2630. Oznacza to, że używane maszyny były wybierane prawie trzy razy częściej niż nowe.
Najwięcej sprowadzono ich z zagranicy - 6887 ciągników.
Najpopularniejsze były marki premium: John Deere, Massey Ferguson, Fendt, Claas oraz Case IH.
Dla wielu gospodarstw to sposób na odmłodzenie parku maszynowego bez obciążania finansów zakupem fabrycznie nowego sprzętu.
Tam, gdzie są następcy, inwestycje nadal się pojawiają
Nie wszystkie gospodarstwa całkowicie rezygnują z rozwoju. Tam, gdzie pracuje młode pokolenie, rolnicy nadal myślą o modernizacji.
Przykładem jest hodowla bydła mlecznego, gdzie inwestycje mają zmniejszyć nakład pracy.
– Jeszcze musi być większa obora, żeby inwestować. Milion złotych, syn i wnuk chcą robota do dojenia – opowiada rolnik senior. I dodaje, że o nowych maszynach również myślą.
Takie decyzje wynikają jednak nie z mody na nowoczesność, ale z potrzeby poprawy organizacji pracy.
Dzisiejszy rolnik nadal chce inwestować. Jednak zanim kupi nową maszynę, coraz częściej zadaje sobie jedno pytanie: czy ona rzeczywiście zarobi na siebie?
Agnieszka Sawicka
na podst. wywiadów własnych, tygodnik-rolniczy
