O gospodarstwie Agnieszki Firlej-Flisińskiej i uprawie wasabi w Polsce pisaliśmy już w 2023 roku. Po kilku latach wracamy do Wasabi Farm Poland w Jedlni-Letnisku na południowym Mazowszu, żeby sprawdzić, jak dziś wygląda ta nietypowa produkcja i czego przez ten czas nauczyli się gospodarze.
Zaczęli od japońskich instrukcji. Szybko stracili prawie całe wasabi
Agnieszka Firlej-Flisińska wraz z rodziną gospodaruje na 16 ha gruntów rolnych. Wasabi uprawiają w ramach rodzinnego gospodarstwa, a przy roślinach pracuje tylko kilka osób z najbliższej rodziny. To uprawa, która wymaga codziennej uwagi, a od posadzenia sadzonki do zbioru mijają nawet dwa lata.
Początki gospodarstwa sięgają 2014 roku. Wtedy Agnieszka Firlej-Flisińska i jej rodzina byli przekonani, że wystarczy skorzystać z doświadczeń japońskich rolników i przenieść ich metody na polski grunt. Pierwsze doświadczenia szybko pokazały, że z wasabi nie będzie tak łatwo.
– W 2014 roku zaczynaliśmy z wielkim entuzjazmem, ale i ogromną naiwnością. Myśleliśmy, że wystarczy odtworzyć instrukcje z japońskich podręczników. Życie szybko nas zweryfikowało – na początku straciliśmy niemal wszystkie rośliny, bo japońskie metody zupełnie nie sprawdzały się w polskim klimacie – wspomina Agnieszka Firlej-Flisińska, właścicielka Wasabi Farm Poland.
Strata pierwszych roślin była początkiem długiej nauki. Zamiast kopiować rozwiązania z Japonii, gospodarstwo zaczęło wypracowywać własną metodę prowadzenia wasabi.
– Dzisiaj wiemy, że kluczem do sukcesu nie jest kopiowanie Japonii, ale bycie elastycznym i otwartym na potrzeby roślin. Nauczyliśmy się "rozmawiać" z tą rośliną. Tej wiedzy nie dało się kupić ani wyczytać w internecie – okupiliśmy ją latami kosztownych błędów i własnych doświadczeń – podkreśla rolniczka.
Dwa lata czekania na zbiór. Z wasabi sprzedają niemal wszystko
Wasabi nie jest uprawą dla niecierpliwych. Od posadzenia niewielkiej sadzonki do momentu zbioru głównego kłącza mijają długie miesiące.
– Wasabi to lekcja ekstremalnej cierpliwości – od wsadzenia młodej sadzonki do momentu, gdy główne kłącze osiągnie optymalną dojrzałość i rozmiar, mijają pełne dwa lata (od 18 do 24 miesięcy) – mówi rolniczka.
Przez ten czas roślina nie przestaje wymagać uwagi. Gospodarstwo stara się przy tym wykorzystać jej potencjał na różnych etapach wzrostu.
– Jesteśmy jednak dumni z tego, że nasza uprawa funkcjonuje w duchu zero waste. Wykorzystujemy potencjał rośliny na różnych etapach jej rozwoju, dzięki czemu do sprzedaży trafia niemal każda jej część – relacjonuje właścicielka.
Za świeże kłącze wasabi płacą od 40 zł. Na tym sprzedaż się nie kończy
Najbardziej poszukiwane jest oczywiście świeże kłącze. W Wasabi Farm Poland sprzedawane jest na sztuki.
– Sprzedajemy je na sztuki, a cena pojedynczego, świeżego kłącza zaczyna się już od 40 zł. To sprawia, że luksusowy produkt staje się dostępny dla każdego, kto chce spróbować prawdziwego wasabi – wyjaśnia rolniczka.
Na tym sprzedaż się jednak nie kończy. Wykorzystywane są również liście i łodygi.
– Kosztują ponad 200 zł za kilogram. Szefowie kuchni cenią je za chrupkość i delikatnie pikantny profil, a my sami robimy z nich także rzemieślnicze przetwory – opowiada właścicielka.
Są też kwiaty. Pojawiają się sezonowo i również są sprzedawane.
– To rzadki, wysoce selekcjonowany i sezonowy rarytas. Ich cena również wynosi ponad 200 zł za kilogram – dodaje.
Wasabi trafia zarówno do restauracji, jak i do osób prywatnych.
– Naszymi klientami są zarówno renomowane restauracje, jak i klienci indywidualni. Z kolei w przypadku osób prywatnych, olbrzymią grupę stanowią klienci bardzo świadomi, którzy chcą w naturalny sposób poprawić swoje zdrowie oraz zapobiegać chorobom – mówi rolniczka.
Właścicielka określa świeże wasabi mianem superfood i podkreśla, że jej klienci zwracają uwagę na jego właściwości prozdrowotne.
Dwa lata pracy mogą przepaść w kilkadziesiąt godzin. Wszystko przez kaprysy wasabi
Przy tak długim cyklu uprawy wasabi każda strata jest szczególnie dotkliwa. Rolniczka, pytana o największe zagrożenie dla plantacji, nie wskazuje jednak konkretnej choroby czy szkodnika. Wskazuje na samo wasabi.
– Największym i tak naprawdę jedynym realnym zagrożeniem dla naszej plantacji jest... nieprzewidywalny kaprys samego wasabi – mówi właścicielka.
To właśnie nieprzewidywalność rośliny sprawia, że doświadczenie nie oznacza całkowitej kontroli nad uprawą. Bo, jak zaznacza Agnieszka Firlej-Flisińska, roślina wasabi „wymyka się tradycyjnym ramom rolnictwa”.
– Ta skrajna chimeryczność sprawia, że jeden niezrozumiały dla człowieka kaprys rośliny potrafi w kilkadziesiąt godzin zniweczyć owoc naszej dwuletniej, ciężkiej pracy – relacjonuje rolniczka.
Po ponad dekadzie gospodarstwo ma już własną technikę uprawy. Nadal jednak nie ma mowy o rutynie.
– Znamy wasabi niezwykle głęboko, stworzyliśmy własną technikę uprawy, ale ta roślina uczy pokory każdego dnia – podkreśla właścicielka.
Kilka osób, tysiące roślin i żadnych maszyn. Tak pracują przy wasabi
Wasabi wymaga stałej obserwacji. W gospodarstwie pracuje przy nim tylko kilka osób z najbliższej rodziny.
– W tym biznesie nie da się przeliczyć wysiłku na proste roboczogodziny, ponieważ wasabi wymaga zaangażowania bez przerwy. Jesteśmy gospodarstwem rdzennie rodzinnym i przy całej uprawie pracuje wyłącznie kilka osób z naszej najbliższej rodziny. Opieka nad tymi roślinami wymaga pełnego zaufania i unikalnego wyczucia – mówi rolniczka.
Od sadzenia do zbioru wszystko odbywa się ręcznie. To ciężkie fizycznie i pracochłonne zajęcie, ponieważ, jak podkreśla rolniczka, przy tej uprawie nie można zastąpić pracy człowieka maszynami.
– Od momentu wsadzenia malutkiej sadzonki w podłoże, przez codzienną pielęgnację aż po finałowe wykopanie i oczyszczenie dojrzałego kłącza – absolutnie wszystko wykonujemy ręcznie – relacjonuje Agnieszka Firlej-Flisińska.
I nie chodzi przy tym wyłącznie o brak maszyn, które można byłoby wykorzystać przy tej uprawie.
– Chodzi o to, że te rośliny trzeba nieustannie obserwować, niemal każdego dnia dotykać i sprawdzać ich kondycję. Żaden robot, algorytm ani zaawansowany system automatyki nie zastąpi ludzkiego oka, intuicji i serca, które wkładamy w tę uprawę jako rodzina – podkreśla rolniczka.
Uprawia wasabi od 40 lat. Nawet on nie zna wszystkich jego sekretów
Właścicielka gospodarstwa przyznaje, że doświadczenie bardzo dużo zmieniło. Nie oznacza jednak, że dziś każda reakcja rośliny jest dla nich oczywista. Przywołuje historię japońskiego rolnika, o którym – jak mówi – pisał The Washington Post.
– Kilka lat temu w The Washington Post ukazał się wywiad z japońskim rolnikiem – przedstawicielem trzeciego pokolenia, które zajmuje się tą uprawą. On sam doglądał tych roślin od ponad 40 lat i zapytany o sekret sukcesu, rozłożył ręce i z uśmiechem przyznał, że... sam do końca nie wie, o co w tej uprawie chodzi i jak to wszystko działa. To idealnie podsumowuje naturę wasabi. To bezdyskusyjnie najbardziej kapryśna roślina na świecie – opowiada rolniczka.
Po swojej stronie Wasabi Farm Poland ma już ponad dekadę doświadczeń.
– My, po ponad dekadzie własnych, intensywnych doświadczeń, wiemy już bardzo dużo, ale wciąż uważamy się za uczniów. Tutaj nie ma stałego przepisu na sukces. Wiemy jednak, jakie są elementy stałe, które dają nam plon każdego roku z minimalnymi stratami – przyznaje Agnieszka Firlej-Flisińska.
Chcą uprawiać wasabi. Rolniczka ostrzega przed jednym błędem
Wasabi zaczyna interesować również innych rolników i osoby szukające pomysłu na niszową produkcję w kraju. Jak relacjonuje właścicielka Wasabi Farm Poland, trafiają do niej pytania o sadzonki i nasiona. Jednak wiara w to, że to „szybka droga do nowego biznesu”, bywa złudna. O konkretną kwotę potrzebną na rozpoczęcie produkcji zapytaliśmy właścicielkę.
– Celowo nie chcę mówić o konkretnych kwotach inwestycji. W tym przedsięwzięciu finanse to wierzchołek góry lodowej i tak naprawdę wcale nie o pieniądze tutaj chodzi – tłumaczy właścicielka.
Zdaniem Agnieszki Firlej-Flisińskiej najważniejsze jest coś, czego nie da się kupić razem z wyposażeniem gospodarstwa.
– Najważniejszą walutą w przypadku wasabi jest ekstremalna cierpliwość i czas, jaki trzeba bezwzględnie poświęcić tej uprawie. Zanim w ogóle pomyśli się o zebraniu pierwszego plonu kłączy, mijają dwa lata ciężkiej, codziennej pracy bez żadnej gwarancji sukcesu – podkreśla.
Chcą, by wasabi uprawiali także inni rolnicy. Plan zakłada wspólną markę
Po ponad dekadzie rodzina zaczyna też zastanawiać się, jak przekazać część zdobytej wiedzy innym.
– Za nami stoi już ponad 10 lat doświadczeń z tą rośliną. Dziś wiemy, że sukcesu nie da się po prostu kupić za duże pieniądze czy wybudować za pomocą najdroższej technologii. Tutaj chodzi o coś znacznie głębszego – o zasymilowanie się z rośliną, poznanie jej kaprysów, zrozumienie jej rytmu i biodecyzji. Jeśli rolnik nie ma w sobie pokory wobec natury i gotowości na całkowite oddanie się tej uprawie, to nawet milionowy budżet na start nie uchroni go przed porażką – podkreśla rolniczka.
Jednocześnie widzi możliwość, żeby doświadczenie Wasabi Farm Poland wykorzystać szerzej, by dzielić się wiedzą oraz doświadczeniem. Na razie to plan, ale pojawiły się już konkretne pomysły.
– W przyszłości prawdopodobnie trzeba będzie pomyśleć o jakiejś formie kooperacji, modelu franczyzowym lub stworzeniu zamkniętego, zaufanego grona kilku rolników, gospodarstw – dodaje.
Chodziłoby o produkcję pod jedną marką.
– Chcemy zbudować silną, kontrolowaną kooperatywę, która produkowałaby najwyższej jakości surowiec pod wspólnym, silnym szyldem Wasabi Farm Poland, gwarantując rynkowi stabilność i doskonały produkt – mówi właścicielka.
Polskie wasabi kontra import z Azji. Rolniczka wskazuje na kluczową różnicę
Agnieszka Firlej-Flisińska uważa, że na rynku europejskim produkty określane jako wasabi mogą bardzo różnić się od tego, co powstaje na ich plantacji.
– Różnica jest diametralna i warto tu obalić pewien mit. Wasabi, które jest powszechnie eksportowane do Europy z Azji, drastycznie różni się od tego, co oferujemy na naszej farmie – zaznacza rolniczka.
Dalej przedstawia własną ocenę jakości importowanego surowca.
– Po pierwsze, z Japonii wyjeżdża zazwyczaj wasabi gorszej kategorii – towar, którego topowe, ekskluzywne restauracje w Tokio czy Kioto w ogóle by nie przyjęły. Najlepsze kłącza zostają na rynku lokalnym, a do Europy trafiają nadwyżki o niższych parametrach. Po drugie, rynek europejski jest masowo zalewany przez wasabi sprowadzane z Chin, które kusi niższą ceną, ale jakościowo, smakowo i pod względem czystości uprawy drastycznie ustępuje oryginałowi – mówi właścicielka.
Na swojej farmie Wasabi Farm Poland wybrali odmianę Mazuma.
– My poszliśmy zupełnie inną drogą. Uprawiamy elitarną odmianę Mazuma. W samej Japonii na jej prowadzenie decyduje się zaledwie 10 procent farm, ponieważ jest uznawana za najtrudniejszą w uprawie. Daje ona jednak kłącza o absolutnie najwyższej, bezkompromisowej jakości – podkreśla rolniczka.
Agnieszka Firlej-Flisińska powołuje się również na wyniki badań laboratoryjnych dotyczących ich produktu.
– Oficjalne badania laboratoryjne nad naszym wasabi potwierdzają, że pod względem zawartości składników aktywnych i prozdrowotnych nasz produkt znajduje się na najwyższym światowym poziomie – dodaje.
Ważny jest także czas, jaki mija od zbioru do dostarczenia produktu.
– Do tego dochodzi kluczowa kwestia świeżości i logistyki. Importowany towar spędza dni w transporcie lotniczym i na odprawach celnych, tracąc bezpowrotnie swoje walory. Nasza Mazuma jest ścinana na farmie i trafia do szefa kuchni lub klienta indywidualnego w kilkanaście godzin – wyjaśnia właścicielka Wasabi Farm Poland.
Ponad 10 lat uprawy, a wasabi wciąż uczy ich pokory
Historia gospodarstwa zaczęła się od sprowadzonych z Japonii roślin i próby odtworzenia tamtejszych metod. Dziś jest własna technika, doświadczenie i pomysł, jak rozwijać produkcję. Jedno się jednak nie zmieniło. Wasabi nadal wymaga cierpliwości. Roślina potrzebuje od 18 do 24 miesięcy, zanim jej główne kłącze będzie gotowe do zbioru. W tym czasie trzeba ją obserwować i reagować na to, co dzieje się na plantacji. A kiedy wydaje się, że po ponad 10 latach gospodarstwo powinno już znać wszystkie odpowiedzi, rolniczka wraca do tego samego punktu, od którego wszystko się zaczęło.
– Znamy wasabi niezwykle głęboko, stworzyliśmy własną technikę uprawy, ale ta roślina uczy pokory każdego dnia – mówi właścicielka.
I właśnie ta pokora, obok wiedzy zdobywanej przez lata, może być dziś jednym z najważniejszych doświadczeń Wasabi Farm Poland.
Agnieszka Sawicka
