Apel do ministra: „Nie w sadzie, tylko przy stole”
Po gwałtownych spadkach cen wiśni w sezonie 2026 sadownicy nie chcą już tylko kolejnych kontroli i zapowiedzi działań. Grzegorz Socha, sadownik i wicemarszałek województwa świętokrzyskiego, apeluje do ministra rolnictwa o spotkanie z producentami i wspólne wypracowanie rozwiązań, które mają zmienić zasady funkcjonowania rynku.
– Panie ministrze, nie w sadzie, tylko przy stole. Niech Pan zaprosi rolników. Zostawmy politykę, zostawmy wszystko inne. Po prostu usiądźmy i spróbujmy znaleźć kilka rozwiązań – apeluje Grzegorz Socha.
Jak podkreśla, samo narzekanie co roku na sytuację na rynku wiśni i pozostałych owoców niczego nie zmienia.
– To, że ja nagram jeszcze dziesięć rolek, wszyscy ponarzekają, to nic nie da. Trzeba zacząć coś zmieniać na tym rynku – zaznacza Socha.
„Jadę na skup i nie wiem, za ile pracuję”
Jednym z pierwszych problemów, który zdaniem Sochy można rozwiązać stosunkowo szybko, jest brak jawności cen skupu. Sadownik wskazuje, że dziś producent zwykle dowiaduje się o stawce dopiero po dostarczeniu owoców.
– Dwa albo trzy razy zdarzyło mi się, że oddałem wiśnie, a dopiero za godzinę czy dwie skupowa dzwoniła i mówiła, że dzisiaj jest taka cena. Czyli oddałem za bezcen – mówi.
Jego zdaniem potrzebny jest ustawowy obowiązek publikowania ceny rano, przed rozpoczęciem skupu.
– Jeżeli ja wiem rano, na przykład o godzinie 7 czy 8, że dzisiaj cena spadła, to ja wtedy mogę podjąć decyzję: rwę czy nie rwę – tłumaczy.
Porównuje tę sytuację do innych branż.
– Nikt sobie nie wyobraża, że idziesz do sklepu i dopiero przy kasie dowiadujesz się, jaka jest cena. Albo sprzedajesz samochód i dowiadujesz się godzinę później, ile za niego dostaniesz – mówi.
„Rolnictwo to chyba jedyna branża, gdzie ludzie nie wiedzą, za ile pracują”
Zdaniem Sochy jawność cen powinna być podstawową zasadą funkcjonowania rynku.
– Rolnictwo to chyba jedyna branża, że ludzie nie wiedzą, za co, za ile pracują – podkreśla.
Jego zdaniem można byłoby stworzyć system, w którym producenci mogliby porównywać stawki w różnych punktach skupu.
– Teoretycznie mamy wolny rynek, więc może gdzieś jakiś skup daje lepszą cenę. Ale ja muszę mieć możliwość porównania tych cen – mówi.
„Rażąco niska cena”, a nie cena minimalna
Kolejnym rozwiązaniem, które proponuje sadownik, jest wprowadzenie pojęcia rażąco niskiej ceny.
Socha zaznacza, że nie chodzi o administracyjne ustalanie stawek, ale o ochronę producenta przed sprzedażą poniżej kosztów produkcji.
– Jeżeli uznajemy, że pracownik ma minimalne wynagrodzenie, to dlaczego ja jako rolnik mam sprzedawać poniżej jakichkolwiek kosztów, czyli dopłacać do interesu? – pyta.
W tym sezonie graniczną ceną było 3,50 zł za kilogram wiśni.
– Gdybym ja wiedział, albo skupy wiedziały, że poniżej 3,50 zł za kilogram wiśnie nie mogą zejść, to jest już jakaś pewność. Może jestem grosz do przodu, może jestem na zero, ale wiem, na czym stoję – tłumaczy.
Zakłady powinny więcej kupować bezpośrednio od rolników?
Socha wskazuje także na problem pośredników. Jego zdaniem część zakupów powinna odbywać się poprzez bezpośrednie kontrakty między zakładami a producentami.
– Może trzeba przymusić zakłady, żeby 30–40 proc., a może 50 proc. zakupów było w bezpośrednich kontraktach z rolnikami – mówi.
Obecny system, jak ocenia wicemarszałek, powoduje, że producent ma najmniejszą pozycję negocjacyjną.
„Twierdzenie, że nie ma zmowy, jest fantastycznym twierdzeniem”
Socha odniósł się również do dyskusji wokół zarzutów o możliwe nieprawidłowości przy ustalaniu cen.
– Jak to jest możliwe, że w całym powiecie sandomierskim jest 200 skupów i wszyscy mają tę samą cenę? – pyta.
Zdaniem sadownika trudno zrozumieć, dlaczego w innych branżach ceny potrafią się różnić, a przy skupie wiśni często są niemal identyczne.
– Wystarczy pójść na giełdę. Będziesz miał na jednym końcu tą samą bluzkę za 50 zł, a na drugim za 80 zł. A tutaj nagle wszyscy w skupach mają tą samą cenę. To jest dla mnie niezrozumiałe – mówi.
Zakłady tłumaczą spadki cen
Przedstawiciele branży przetwórczej wskazują, że spadki cen wiśni nie wynikają z porozumień między firmami, ale z sytuacji rynkowej. Jak informował Karol Pajewski w artykule Zapasy i duże dostawy – tak przetwórca tłumaczy się z zarzutów o zmowę cenową na portalu sad24.pl, zdaniem Andrzeja Gajowniczaka, prezesa Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, zmowa cenowa przy tak dużej liczbie podmiotów skupujących miałaby być niemożliwa. A jednym z powodów obniżek cen wiśni miało być duże obciążenie zakładów oraz zapasy koncentratu z poprzedniego sezonu.
Do tych argumentów krytycznie odnosi się Socha. Jak zauważa, tegoroczne zbiory wiśni nie były rekordowe, a w wielu gospodarstwach na jego terenie produkcja została wręcz ograniczona przez przymrozki i grad. W ocenie wicemarszałka, trudno więc tłumaczyć tak gwałtowne spadki cen wyłącznie nadwyżką surowca.
Mocny apel do ministra: „Niech minister porozmawia z rolnikami”
Socha podkreśla jednak, że samo wskazywanie problemów nie wystarczy. Potrzebne jest spotkanie, podczas którego producenci przedstawią ministrowi rolnictwa konkretne propozycje.
– Ja nie twierdzę, że moje rozwiązania są najlepsze. Może są głupie, może inni rolnicy mają lepsze. Ale usiądźmy i porozmawiajmy – apeluje do ministra Krajewskiego.
Dodaje, że spotkanie powinno być merytoryczne, a nie polityczne.
– Nie chodzi o kolejne spotkanie, gdy ktoś przyjedzie się lansować w sadzie. Tylko po prostu usiądźmy przy stole i spróbujmy znaleźć rozwiązania dla dobra wszystkich – mówi.
Producenci czekają na konkretne działania, nie na kolejne obietnice
Grzegorz Socha przypomina, że podobne rozmowy o problemach sadowników już się odbywały, ale rolnicy są zmęczeni sytuacją, w której po kryzysie pojawiają się zapowiedzi działań, ale później brakuje konkretnych rozwiązań.
Przypomina, że rok temu w sadach sandomierskich pojawił się ówczesny minister rolnictwa Czesław Siekierski, który spotkał się z producentami i zapowiadał dalsze działania.
– Rok temu przyjechał minister Siekierski, posiedział w sadzie i powiedział, że przyjedzie za rok. Później obiecał, że za miesiąc będą gotowe rozwiązania, a za miesiąc już nie był ministrem – mówi Socha.
Producenci czekają na konkretne rozwiązania, które będą działały długoterminowo, w kolejnych sezonach.
– Mocny apel do ministra: Panie ministrze, niech Pan zaprosi rolników. Niech pan usiądzie z nami przy stole. Zostawmy politykę i spróbujmy znaleźć rozwiązania – Socha powtórnie apeluje do ministra Krajewskiego.
Agnieszka Sawicka
