Rolnik Stefan z Sarn Wielkich na Dolnym Śląsku gospodaruje na około 140 hektarach. Na swojej ziemi oraz ziemi w dzierżawie. Uprawia pszenicę, rzepak, jęczmień, pszenżyto i groch. Jego zdaniem jedną z większych zmianą ostatnich lat jest właśnie ochrona roślin.
– Kiedyś dwa opryski wystarczały. Dziś trzeba siedem razy wjechać w pole, żeby utrzymać roślinę. To wszystko kosztuje: paliwo, środki i czas – mówi rolnik.
Rzepak wymaga coraz większej uwagi
Szczególnie dużo pracy wymaga dziś rzepak. Roślina, która przez lata była jedną z ważniejszych upraw w gospodarstwach, obecnie coraz częściej sprawia problemy.
– Jak zaczynałem z ojcem, później sam, to rzepak posiałem, opryskałem na chwasty i koniec. Nic więcej się nie dawało. Żadnej grzybówki, żadnej dodatkowej chemii – wspomina Pan Stefan.
Teraz, jak mówi, sytuacja jest zupełnie inna.
– Na jesień potrafi się kilka razy wjeżdżać, żeby ten rzepak utrzymać.
Rolnik zwraca uwagę, że po wycofaniu części substancji trudniej jest ograniczać presję szkodników.
– Kiedyś środki były mocniejsze. Człowiek zrobił zabieg i widział efekt. Teraz czasami jedziesz, a po chwili znowu jest problem – dodaje.
Słodyszek wraca szybciej niż kiedyś
Jednym z przykładów jest słodyszek. Dawniej walka z nim była prostsza.
– Kiedyś opryskałeś i było widać. A dzisiaj człowiek robi zabieg i nie zawsze jest tak, jak by chciał – mówi rolnik.
Zdaniem gospodarza nie chodzi tylko o sam środek, ale też o warunki, w jakich rośliny muszą rosnąć.
– Pogoda się zmieniła, szkodniki są inne, a roślina musi być cały czas pilnowana – ocenia.
Koszty rosną, a ceny nie nadążają
Większa liczba zabiegów oznacza większe wydatki. Dochodzą nawozy, paliwo i koszty pracy.
– Nawozy są strasznie drogie. Paliwo też. Środki ochrony roślin kosztują coraz więcej – mówi Pan Stefan.
Rolnik podkreśla, że przy obecnych cenach sprzedaży coraz trudniej jest spokojnie planować.
– Człowiek najpierw liczy, czy produkcja się zamknie. Dopiero później myśli o inwestycjach – relacjonuje.
Nie tylko chemia decyduje o plonie
Podczas Dni Pola często powtarzał się jeden temat: dziś samo zastosowanie środka już nie gwarantuje sukcesu. Liczy się odmiana, termin zabiegu, pogoda i kondycja rośliny.
– Trzeba patrzeć na wszystko. Kiedyś było łatwiej, bo człowiek miał mniej rzeczy do pilnowania – mówili rolnicy.
Nie ukrywali, że obecne gospodarowanie wymaga większej wiedzy niż dawniej.
– Teraz trzeba być cały czas przy tym. Pole nie wybacza błędów – podsumował Pan Stefan.
Dla wielu gospodarzy największym wyzwaniem nie jest już tylko wyprodukowanie plonu, ale takie prowadzenie uprawy, żeby po wszystkich kosztach coś jeszcze zostało.
Agnieszka Sawicka
