6 sierpnia po godzinie 14 nad gospodarstwem Arkadiusza Węckowicza w gminie Lubomino w woj. warmińsko-mazurskim przeszła gwałtowna burza. Początkowo padał nawalny deszcz, ale po chwili pojawił się grad. Jak relacjonuje rolnik, kule gradu miały wielkość jajek, a miejscami nawet jabłek.
– Po godzinie 14, 6 sierpnia nadeszła burza, zaczął padać nawalny deszcz, który zamienił się w grad, w grad wielkości jajek, a nawet jabłek. Dla nas to jest ogromna tragedia – mówi Arkadiusz Węckowicz.
„Nie wiemy, jak się z tego podniesiemy”
Gospodarstwo Węckowicza ma około 30 ha. Rolnik z żoną prowadzi je ekologicznie, a część własnych plonów trafia do ich niewielkiego młyna żarnowego. Ziarno jest następnie przerabiane na produkty sprzedawane klientom w ramach rolniczego handlu detalicznego.
Tegoroczne gradobicie uderzyło nie tylko w pola, ale również w zaplecze gospodarstwa i źródło dochodu rodziny.
– Mamy takie straty, że nie wiemy, jak się z tego podniesiemy – mówi rolnik.
Skala zniszczeń jest ogromna. Według jego oceny około 90 proc. upraw zostało uszkodzonych.
Gryka, bobik, owies i płaskurka zniszczone
Na polach gospodarstwa znajdowała się m.in. gryka, bobik, owies oraz płaskurka. Po przejściu gradu rośliny zostały niemal całkowicie zniszczone.
– Mieliśmy grykę, mieliśmy bobik, mieliśmy owies, mieliśmy płaskórkę. [...] To wszystko jest zniszczone – relacjonuje Węckowicz.
Na razie nie wiadomo jeszcze, co dokładnie stanie się z uszkodzonymi polami.
– Prawdopodobnie będzie to wszystko trzeba przeorać – mówi.
Problem jest tym większy, że Węckowicz prowadzi produkcję ekologiczną od około 15–16 lat i wykorzystuje własne ziarno do dalszego przetwarzania. Jeżeli z plonów nie uda się nic zebrać, gospodarstwo będzie musiało kupić ziarno potrzebne do produkcji.
– Pewnie trzeba będzie kupić. Czyli kolejne środki. No, na wszystko są potrzebne pieniądze – mówi rolnik.
Grad rozbił dach. Młyn został zalany
Szczególnie dotkliwe okazały się uszkodzenia budynków. Dwa lata temu gospodarstwo wymieniało poszycie dachu budynku magazynowego, w którym znajduje się młyn. Grad całkowicie uszkodził poszycie.
– Dwa lata temu wymienialiśmy poszycie dachu na budynku magazynowym, w którym posiadamy młyn. [...] Wszystko zostało zalane, ponieważ grad zniszczył nam całkowicie poszycie dachu – opowiada Węckowicz.
Uszkodzony został również drugi budynek. Zniszczenia nie ominęły także domu, którego dachówki zostały potłuczone.
– Też został potłuczony dach, też nas czeka wymiana – mówi.
W przypadku budynku młyna problemem nie jest jednak tylko sam dach. Przez uszkodzone poszycie do środka dostała się woda, niszcząc część zapasów i materiałów wykorzystywanych przy produkcji.
Zalało mąkę, kaszę i opakowania
Węckowicz prowadzi niewielki młyn żarnowy. Powstają w nim m.in. mąki z ekologicznego ziarna, a także produkty takie jak kasza gryczana czy produkty z orkiszu i płaskurki. Dostępne w sprzedaży produkty producenta są oferowane jako pochodzące z ekologicznego gospodarstwa i Młyna Na Kamieniu w Lubominie.
Gradobicie i późniejsze zalanie uszkodziły część przygotowanych zapasów.
– Mieliśmy zapasy mąki, my robimy te mąki na bieżąco. To jest około pięciu, dziesięciu tysięcy, około dziesięciu tysięcy, załóżmy, straty – wylicza rolnik.
Zniszczeniu uległy również materiały do pakowania i przygotowywania produktów do sprzedaży.
– Wszystkie opakowania i cały asortyment zostały zalane i zniszczone – mówi.
Zalanej części mąki i innych produktów nie można już było przeznaczyć do sprzedaży. Rolnicy musieli ją usunąć.
„Na razie stanęliśmy z produkcją”
Młyn jest dla rodziny szczególnie ważny, ponieważ stanowi główne źródło utrzymania gospodarstwa.
– Nie mamy zwierząt, mamy właśnie ten młyn na kamieniu, który jest takim głównym źródłem utrzymania naszego rodzinnego gospodarstwa – podkreśla Węckowicz.
Teraz produkcja została wstrzymana.
– Na razie stanęliśmy, bo musimy tu wszystko poporządkować i zabezpieczyć magazyn – mówi.
Gospodarstwo sprzedaje swoje produkty nie tylko mieszkańcom okolicy. Trafiają one również do sklepów w różnych częściach Polski – m.in. do Warszawy, Wrocławia, Poznania czy Sopotu.
Dla gospodarstwa oznacza to, że skutki gradobicia mogą być odczuwalne nie tylko w tegorocznych zbiorach. Jeżeli nie będzie własnego ziarna, zabraknie również surowca do dalszej produkcji.
„Na trawniku są dziury jak po kuli”
Grad uszkodził nie tylko pola i dachy. Potłuczone zostały samochody, szyby i elementy budynków. Uszkodzone zostały również panele fotowoltaiczne.
Rolnik mówi, że skala zniszczeń najlepiej widoczna jest w ogrodzie.
– Przeszłam się po ogrodzie i po prostu na trawniku są dziury jak po kuli – relacjonuje żona rolnika.
W czasie gradobicia rodzina przede wszystkim próbowała chronić siebie.
– Człowiek ratuje siebie, bo to dzieci najważniejsze, żeby samemu po głowie nie dostać i nie trafić do szpitala – mówi żona rolnika.
Strażacy zabezpieczyli dach
Po gradobiciu gospodarstwo zostało zgłoszone gminie. Uszkodzony dach budynku magazynowego zabezpieczali strażacy.
Następnego dnia na miejscu pojawiły się również pracownice Centrum Usług Społecznych. W dalszej kolejności ma powołana zostanie komisja, która oceni też straty w uprawach.
Węckowicz podkreśla, że zniszczenia nie ograniczyły się do jednego gospodarstwa.
– To jest straszna tragedia tutaj dla wszystkich okolicznych rolników. Tu sąsiedzi mają podobną, a może jeszcze gorszą sytuację – mówi.
Jak dodaje, szczególnie trudna jest sytuacja gospodarstw prowadzących produkcję zwierzęcą, gdzie zniszczeniu mogły ulec pozostawione na polach baloty, siano czy kiszonka.
„Alert był, ale nikt nie przewiduje takiego kataklizmu”
Przed gwałtowną pogodą mieszkańcy otrzymali alert.
– Alert był, ale alerty są wysyłane dosyć często. To nie jest tak, że byliśmy niepoinformowani. Byliśmy poinformowani, tylko nikt nie przewiduje, że będzie aż taki kataklizm – mówi.
Burza trwała krótko, ale jej skutki pozostaną w gospodarstwie na długo.
– Ten kataklizm po prostu w ciągu dosłownie 10–15 minut całkowicie nam odwrócił wszystkie plany i zniszczył te wszystkie uprawy – podkreśla.
Teraz najważniejsze są dachy
Po gradobiciu rodzina ma ręce pełne pracy. Trzeba uprzątnąć podwórko, zabezpieczyć budynki i osuszyć zalane pomieszczenia.
Problemem jest również pogoda. Gdy trwały porządki, pojawiła się kolejna zapowiedź deszczu.
– Musimy zabezpieczyć ten budynek, bo po prostu znowu zaleje. I co się przysuszyło, co się ten budynek osuszył, to zaraz znowu będzie deszcz – mówi Węckowicz.
To dlatego zabezpieczenie dachu jest teraz dla gospodarstwa sprawą najpilniejszą.
Liczą na pomoc
Gospodarstwo posiada ubezpieczenia, ale rodzina nie wie jeszcze, jaką kwotę będzie mogła uzyskać.
– Nie wiemy, kiedy, jaki i co dostaniemy – mówi rolnik.
Pomoc zapowiedział również wojewoda, który pojawił się na miejscu.
– Pan wojewoda, który tutaj był na miejscu, obiecał nam wszystkim pomoc. Trzymam go oczywiście za słowo. Myślę, że tutaj państwo stanie na wysokości zadania – mówi Węckowicz.
Jednocześnie rolnik zdaje sobie sprawę, że żadna pomoc nie cofnie skutków kilkunastominutowego gradobicia.
– Gmina tyle, ile może, to pomoże. Na pewno to nie pokryje wszystkich strat, nie oszukujmy się. Zobaczymy, co dostaniemy – przyznaje.
„Nie wiadomo, jak przeżyć do następnych żniw”
Największe pytanie dotyczy tego, jak przetrwać kolejny sezon bez tegorocznego plonu.
– Nie wiadomo, jak przeżyć do następnych żniw i za co w ogóle posiać. Posiać, uprawić – mówi rolnik.
Jeżeli ziarna nie uda się odzyskać z własnych pól, trzeba będzie kupić materiał do kolejnego siewu. Węckowicz liczy również na pomoc innych gospodarstw ekologicznych.
– Myślę, że użyczą nam tego ziarna na siew – mówi.
Jednocześnie podkreśla, że będzie to kolejny koszt w sytuacji, w której gospodarstwo już poniosło poważne straty.
Młyn na Kamieniu musi przetrwać
Gospodarstwo Arkadiusza Węckowicza jest przykładem produkcji, w której pole i przetwórstwo są ze sobą ściśle połączone. Ziarno trafia do młyna, a później do klientów w postaci gotowych produktów.
Gradobicie przerwało ten cykl w najbardziej newralgicznym momencie.
– Naprawdę powiem, że to jest obraz nędzy i rozpaczy – podsumowuje Węckowicz.
W ciągu kilku minut zniknęły efekty miesięcy pracy. Zniszczone zostały uprawy, dachy, zapasy i część wyposażenia potrzebnego do prowadzenia młyna. A przed rodziną pozostaje teraz najtrudniejsze pytanie: jak odbudować gospodarstwo i zapewnić mu ciągłość produkcji po tak gwałtownym uderzeniu żywiołu.
Agnieszka Sawicka
