Dziki stratowały ponad 1,5 ha kukurydzy na kiszonkę
Paweł Sobczak jest rolnikiem z miejscowości Rożno Parcele (pow. aleksandrowski, gm. Aleksandrów Kujawski). W sumie uprawia ok. 50 ha ziemi, z czego w tym sezonie ok. 20 h stanowi kukurydza.
Jak widać na załączonym poniżej nagraniu, dziki nie oszczędziły plantacji rolnika tuż przed zbiorem i szturmem przeszły przez kukurydzę, która była gotowa do zbioru na kiszonkę dla utrzymywanego w gospodarstwie bydła.
Czytaj dalej pod WIDEO:
– Pomimo ogrodzenia uprawy siatką, którą dostałem od myśliwych, dziki przeszły pod nią i wyrządziły szkody rzędu 50-60 proc. na polu liczącym ok. 2,5 ha. Przez 2-3 lata był spokój, ale w tym roku zaszalały strasznie – mówi Sobczak.
Rolnik: „Dzikowi nie można nic zrobić”
W ocenie rolnika sytuacja wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby podejście do dzików w Polsce było racjonalne. Jak zwraca uwagę, trudno jest mówić o skuteczności myśliwych czy zaangażowaniu rolników w ochronę upraw, skoro wobec tych zwierząt są stosowane tak rygorystyczne przepisy.
– Coraz częściej słyszymy, że dziki biegają po miastach i nie można ich odstrzelić. Państwo polskie czuje się silne, a nie umie sobie z dzikami poradzić. Do tego dochodzi problem a ASF-em, no ale jeśli dzikowi nie można nic zrobić, bo jest ważniejszy od człowieka, to nie ma się czemu dziwić – dodaje.
Bliskość zabudowań nie pomaga w walce z dzikami
Rolnik przyznaje, że sytuacji nie ułatwia bliska odległość budynków mieszkalnych, których w okolicy zdecydowanie przybyło.
– Wieś się rozrasta. W okolicach Aleksandrowa Kujawskiego rolnicy posprzedawali działki, ludzie się pobudowali i temat się zamyka. Nie winię myśliwych, ponieważ tu blisko są domy i nie można strzelać, bo obowiązuje ich odległość 150 m, a teraz słyszmy, że chcą ją zwiększyć do 700 m. Sami widzimy do czego to wszystko dąży. To nie jest wina ani myśliwych, ani moja, to jest wina niezaradności państwa polskiego – twierdzi.
PZŁ ostrzega przed zmianami w prawie łowieckim
Problem Pawła Sobczaka pokazuje, jak trudno chronić uprawy przed dzikami w pobliżu zabudowań. Rolnik zwraca uwagę, że myśliwi nie mogą swobodnie prowadzić odstrzału ze względu na bliskość domów. Tymczasem obywatelski projekt zmian w prawie łowieckim „Uwaga! Polowanie” zakłada zwiększenie odległości, w której obowiązuje zakaz strzelania, ze 150 do 700 m od budynków mieszkalnych.
Do proponowanych zmian krytycznie odnosi się Polski Związek Łowiecki. W ocenie myśliwych nowe przepisy mogą utrudnić zarówno ograniczanie szkód w uprawach, jak i reagowanie na sytuacje, w których dzikie zwierzęta pojawiają się w pobliżu domów czy na drogach.
Myśliwi: „Trudniej będzie chronić uprawy i reagować na zagrożenia”
Projekt przewiduje również zakaz polowań nocnych oraz ograniczenia dotyczące używania termowizji i noktowizji. Zdaniem PZŁ może to utrudnić odstrzał dzików, a tym samym ograniczyć możliwości przeciwdziałania afrykańskiemu pomorowi świń (ASF). Związek zwraca także uwagę na zagrożenia związane z obecnością dzikich zwierząt w pobliżu zabudowań i dróg.
– Dziki i lisy nie zatrzymują się na granicy lasu. Pojawiają się przy domach, na drogach i w miejscach, w których wypoczywają ludzie. Ograniczenie możliwości działania myśliwych nie rozwiąże tych problemów. Sprawi za to, że trudniej będzie na nie reagować – mówi Wacław Matysek, p.o. rzecznika Polskiego Związku Łowieckiego.
PZŁ: „Zmiany mogą zwiększyć koszty szkód”
Związek ostrzega również przed konsekwencjami dla rolników. Rozszerzenie stref, w których nie będzie można strzelać, może – według PZŁ – utrudnić ochronę pól przed dzikami i ograniczanie zniszczeń w uprawach. Problemem mogą być także zabudowania gospodarcze, magazyny czy nieużytkowane budynki, których otoczenie również może zostać objęte ograniczeniami.
PZŁ wskazuje ponadto, że na terenach niewchodzących w skład obwodów łowieckich za określone ustawowo szkody odpowiadają podatnicy. Zdaniem związku projekt nie przedstawia pełnego rachunku kosztów proponowanych zmian ani źródeł finansowania zadań, które dotychczas realizują myśliwi.
PZŁ zwraca także uwagę na możliwe ograniczenie wsparcia, jakiego koła łowieckie udzielają podczas sytuacji kryzysowych, m.in. poszukiwań osób i klęsk żywiołowych.
Rolnicy i myśliwi mają różne problemy, ale wspólny teren
W przypadku gospodarstwa Pawła Sobczaka straty wyrządzone przez dziki zbiegły się z ograniczeniami dotyczącymi prowadzenia odstrzału w pobliżu zabudowań. Rolnik podkreśla, że nie obwinia za to myśliwych, lecz wskazuje na przepisy, które – w jego ocenie – utrudniają skuteczne rozwiązanie problemu.
Dyskusja wokół projektu „Uwaga! Polowanie” dotyczy więc nie tylko zasad wykonywania polowań, ale również tego, jak pogodzić bezpieczeństwo mieszkańców, ochronę upraw i ograniczanie populacji dzikich zwierząt. Polski Związek Łowiecki apeluje o zgłaszanie uwag do proponowanych zmian podczas konsultacji sejmowych, które trwają do 18 października br.
By zabrać głos w sprawie, należy wypełnić ankietę dostępną TUTAJ.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
