Dziki w uprawie kukurydzy
Mateusz Kocus prowadzi 33-hektarowe gospodarstwo w gm. Sochaczew (woj. mazowieckim). Uprawia pszenicę, pszenżyto, rzepak oraz kukurydzę na ziarno. Jak mówi, właśnie z tą ostatnią uprawą od kilku lat ma coraz większy problem. Powodem są dziki, które pojawiają się na jego polach zarówno po zasiewach, jak i tuż przed zbiorem.
Rolnik od 2 lat walczy z dzikami
Z relacji rolnika wynika, że dziki zaczęły regularnie pojawiać się na jego polach ok. 2 lat temu. Zwierzęta niszczą uprawy na różnych etapach wegetacji.
– Przy zasiewach wybierają nasiona zaraz po przejeździe siewnika, a teraz, kiedy kukurydza jest praktycznie do zbioru, okazuje się, że łamią łodygi i wyjadają sobie kukurydzę – mówi.
Jego działki znajdują się w obrębie Koła Łowieckiego „Przyszłość”, działającego na terenie gm. Sochaczew. Problemem jest jednak również położenie pól. W okolicy znajduje się wiele zabudowań, a dodatkowym ograniczeniem jest obwodnica.
– Przepisy mówią, że myśliwi nie mogą strzelać do dzików, jeżeli odległość od zabudowań nie przekracza 150 metrów. Dodatkowo ogranicza ich trasa i obwodnica, więc tłumaczą się tym, że nie będą szli za dzika do więzienia – tłumaczy.
Rolnik: „Nie wiem, gdzie szukać jakiejkolwiek pomocy”
Rolnik twierdzi, że po usłyszeniu, iż myśliwi nie mogą skutecznie działać w tym miejscu, pytał, co w takiej sytuacji powinien zrobić.
– Zapytałem, jaką ścieżką mam teraz podążać, gdzie ubiegać się o odszkodowanie i do kogo w ogóle zgłosić się ze swoim problemem, ale nic mi nie powiedzieli – twierdzi.
Problem nie dotyczy jednak wyłącznie tegorocznej kukurydzy.
Wiosną ocenili szkody w pszenicy
Już wiosną Kocus zgłaszał szkody wyrządzone przez dziki w pszenicy. Przedstawiciele koła łowieckiego pojawili się na polach, jednak, według relacji rolnika, sposób przeprowadzenia oględzin pozostawił wiele do życzenia.
– Przejechali się po ścieżkach technologicznych samochodem, nawet nie wyszli z samochodu i stwierdzili, że szkód nie ma. Z góry wszystko ładnie widać, ale z dołu, jak się już zazieleniło, te miejsca nie rzucały się tak w oczy. Finalnie plony z tych działek wyniosły ok. 2,3 tony z hektara – wspomina.
Na tym sprawa się zakończyła.
– Zakończyliśmy temat na tym, że oni przejechali się po tych polach, stwierdzili, że szkody nie ma i tyle – dodaje.
Rolnik nie otrzymał więc odszkodowania ani dalszych informacji dotyczących zgłoszonych szkód.
Dziki ryją w kukurydzy przed żniwami
Jesienią problem ponownie się nasilił, jednak tym razem szczególnie dotkliwie odczuwalny był w kukurydzy. Dziki pojawiają się na polach praktycznie codziennie. Co więcej, rolnik widuje je również w ciągu dnia.
– One są praktycznie codziennie. Nie wiem, gdzie szukać jakiejkolwiek pomocy i co z tym fantem robić – zastanawia się.
Według rolnika koło łowieckie „Przyszłość” miało również sygnalizować możliwość oddania obwodu. W ubiegłym roku Kocus szacował, że dziki mogły zniszczyć ok. 1–2 ha z 8 ha pszenicy, a szkody były rozproszone, przede wszystkim na poprzeczniakach.
– To nie było tak, że cały hektar był zniszczony. Pola są tutaj rozdrobnione, a na każdym z tych kawałków, szczególnie na poprzeczniakach, były rozkopane. Robiłem dużo zdjęć, ale generalnie nic to nie dało – przyznaje.
Kukurydza miała dać 13 t/ha
W tym roku największe obawy rolnika dotyczą kukurydzy na ziarno. Uprawa przed pojawieniem się dzików zapowiadała się bardzo dobrze.
– W tym roku uważam, że mamy piękną kukurydzę. Mam nadzieję, że plon będzie gdzieś w okolicach 13 ton – prognozuje.
Dziś trudno jednak powiedzieć, jaki plon rzeczywiście uda się zebrać. Dziki łamią rośliny i ryją w polu, a dokładne określenie powierzchni zniszczeń w wysokiej kukurydzy jest bardzo trudne.
– Nie wiem, w jakim procencie jest ona już zniszczona. Powtarza się scenariusz jak z ubiegłego roku. One ryją na poprzeczniakach, szczególnie w kukurydzy. Trudno jest to oszacować, bo kukurydza jest wielka i chodzenie w niej też nie jest proste.
Rolnik: „One mają tutaj raj”
Zdaniem rolnika warunki w okolicy sprzyjają dzikom. Niedaleko pól znajduje się rzeka Pisia, a także nieużytki, olszyny i tereny podmokłe.
– To jest taki fajny teren dla nich, bo tutaj jest rzeka. Jest też trochę nieużytków, dużo takich lasków, olszyn, teren podmokły. One mają tutaj raj.
Dziki pojawiają się jednak także po drugiej stronie wsi, za obwodnicą. Tam również mają niszczyć uprawy, mimo że nie ma w pobliżu rzeki ani większych zbiorników wodnych.
– Tam też buszują, widocznie przychodzą i szukają pożywienia – twierdzi.
Uprawy trzeba ciągle kontrolować
Dla prowadzącego gospodarstwo oznacza to konieczność ciągłego kontrolowania upraw. Jak mówi, problem zaczyna wpływać również na jego podejście do dalszego gospodarowania.
– Wszystkiego mi się odechciewa. Liczyłem na to, że ta kukurydza chociaż trochę odbije... Na koszenie jest też za wcześnie, bo jest jeszcze mokra – dodaje.
Rolnik codziennie sprawdza, czy dziki wróciły
Kocus przyznaje, że sytuacja wymaga od niego praktycznie codziennego sprawdzania pól. Problem pojawia się nawet wtedy, gdy wraca z pracy późnym wieczorem.
– Z jednej strony, człowiek codziennie się budzi, przychodzi z pracy w nocy, zagląda przez okno, czy one są, zastanawia się czy może petardy rzucić. Ale z drugiej strony, nie chcemy ich płoszyć, bo jak one z takim impetem wchodzą w tę kukurydzę, to jeszcze chyba gorszych strat narobią. I tak koło się zamyka – kończy.
Dla rolnika największym problemem pozostaje dziś brak jasnej odpowiedzi, co może zrobić, gdy dziki regularnie pojawiają się na jego polach, a możliwości ich odstrzału są, jak twierdzi, ograniczone przez zabudowę i infrastrukturę.
Zapytaliśmy PZŁ o sytuację
W związku z relacją rolnika zwróciliśmy się również do Polskiego Związku Łowieckiego z pytaniami dotyczącymi działalności Koła Łowieckiego „Przyszłość”, zgłaszanych szkód oraz możliwości podejmowania działań wobec dzików na tym terenie. Zapytaliśmy m.in. o to, jakie działania może podjąć rolnik w opisanej sytuacji i kto odpowiada za szacowanie oraz wypłatę odszkodowań za szkody wyrządzone przez dziki. Odpowiedź opublikujemy.
Zobacz FOTO:
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
