Od prawniczki do rolniczki
Pani Violetta Jewuła, rolniczka z woj. warmińsko-mazurskiego, nie zaczynała swojej drogi zawodowej w rolnictwie. Z wykształcenia jest prawnikiem, więc jeszcze kilkanaście lat temu jej codzienność była zupełnie inna niż dziś.
– Trzynaście lat temu nie odróżniałam jeszcze zboża na polu – przyznaje.
Jak podkreśla, wszystkiego musiała nauczyć się od podstaw, zdobyła wykształcenie rolnicze i dziś prowadzi gospodarstwo.
500 hektarów i codzienna praca od świtu
Gospodarstwo rodzinne Pani Violetty to ponad 500 hektarów upraw roślinnych: rzepak, pszenica, żyto, owies, kukurydza i bobik. Skala pracy sprawia, że rolniczka dzień zaczyna bardzo wcześnie i kończy późno.
– Jak tylko robi się widno, wychodzę z domu na obchód pól, potem siadam na traktor – opowiada rolniczka.
W sezonie nie ma podziału na „pracę i dom”.
– Praktycznie pierwsza w pole wyjeżdżam i ostatnia zjeżdżam – dodaje.
Formalnie rolniczka ma wsparcie pracowników i rodziny, ale jak mówi większość prac polowych nauczyła się wykonywać sama.
Ceny jak sprzed 20 lat. "Koszty produkcji zjadają"
Największy problem, który przewija się przez całą rozmowę, to opłacalność produkcji.
– Tak ciężkiego roku pod wzgędem cen jeszcze nie było – ocenia.
Rolniczka zwraca uwagę, że ceny skupu nie nadążają za kosztami.
– Ceny porównywalne są do tych sprzed 20 lat. W tej chwili muszę mieć praktycznie 3 tony pszenicy na tonę RSM-u – dodaje.
I krótko podsumowuje sytuację:
– Koszty produkcji nas zjadają.
Pogoda, łosie i straty w polu
Rolnictwo na Warmii to nie tylko rynek, ale też natura, która potrafi mocno ograniczyć plony.
– Na naszym terenie największy problem stanowią łosie. Na samym rzepaku miałam ich kilkanaście – mówi rolniczka.
Zwierzyna wchodzi na pola regularnie. Do tego dochodzą coraz trudniejsze warunki pogodowe.
– Najpierw susza, a później mokro. Plonów nie można było zebrać – opowiada.
Brakuje ludzi do pracy w rolnictwie
Kolejnym problemem, z którym mierzy się gospodarstwo, jest rynek pracy i brak stabilnych pracowników.
Jak podkreśla rolniczka, znalezienie osób do regularnej pracy w polu jest coraz trudniejsze, mimo że gospodarstwo działa na dużą skalę i wymaga stałej obsługi.
– Brakuje pracowników – mówi krótko.
Jej zdaniem problem dotyczy przede wszystkim młodszych osób, które coraz rzadziej wiążą się z pracą w rolnictwie na dłużej.
– Młodzi nie chcą pracować – podkreśla.
Nawet jeśli ktoś podejmie się pracy sezonowej lub dorywczej, często nie zostaje w gospodarstwie na dłużej. Rotacja jest szybka i nieprzewidywalna, co utrudnia planowanie prac polowych, szczególnie w okresach największego natężenia robót.
– Przyjdzie jeden dzień, drugi dzień, trzeci dzień, dostanie pieniądze i już go nie ma – opowiada.
Rolnictwo bez pewności
Pani Violetta zwraca też uwagę, że jednym z problemów współczesnego rolnictwa jest brak stabilności i przewidywalności. Podkreśla, że trudno obecnie planować produkcję w dłuższej perspektywie, bo sytuacja na rynku zmienia się zbyt dynamicznie.
– Najważniejsze, żeby rolnik wiedział, co może zasiać, tak, by mógł przeżyć – mówi.
W jej ocenie szczególnie ciążący na rolnikach jest brak pewności co do tego, co stanie się z plonami po zbiorach. Rolnicy, jak podkreśla, nie wiedzą, czy i za ile uda się sprzedać zboże czy inne uprawy.
– Nie mamy żadnej pewności, czy sprzedamy i za ile – dodaje.
Dlatego kluczowe jej zdaniem nie są wyłącznie dopłaty, ale stabilne i uczciwe warunki rynkowe, które pozwalałyby normalnie funkcjonować bez ciągłej niepewności.
Biurokracja zamiast pracy w polu
Rolnictwo to dziś nie tylko praca fizyczna w polu, ale również coraz większa liczba obowiązków administracyjnych. Rolniczce dokumentacja zajmuje dużą część czasu, często kosztem odpoczynku czy innych zadań w gospodarstwie.
– Całe weekendy, jeżeli nie jestem w polu, to poświęcam na uzupełnienie wszystkich papierów – mówi.
Rejestry zabiegów, plany nawozowe, dokumentacja środowiskowa oraz różnego rodzaju kontrole i wymagania formalne rosną z roku na rok i stają się stałym elementem pracy rolnika.
– Dokumentacji jest stanowczo za dużo. Zabiera nam to większość czasu – ocenia.
„Trzeba mieć serce do tego”
Pomimo trudności Pani Violetta nie mówi o odejściu z rolnictwa. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, że gospodarstwo stało się integralną częścią jej życia i codzienności, z którą jest bardzo silnie związana, mimo wszystkich wyzwań.
– Nie załamuję się, wiem, że jest ciężko, ale mam nadzieję, że przetrzymamy to – mówi pełna wiary.
Jak dodaje, w rolnictwie ważna jest wytrwałość i nastawienie, bo to zawód, który wymaga nie tylko pracy, ale też odporności na zmienne warunki i niepewność.
Na koniec zostawia zdanie, które podsumowuje jej podejście do pracy i życia na gospodarstwie.
– Trzeba mieć serce do tego – dlatego rolniczka "szpilki zamienia na traktor", dowodząc, że "kobiecość i siła mogą iść w parze".
Agnieszka Sawicka
