Jeszcze niedawno była prawniczką. Dziś ma 500 ha i mówi: „Tak ciężkiego roku jeszcze nie było”Viola Jewuła
StoryEditorrolnictwo

„Nie odróżniałam zboża”. Dziś ma 500 ha i mówi: koszty nas zjadają

20.04.2026., 17:00h

Jeszcze kilkanaście lat temu nie odróżniała zbóż na polu. Dziś prowadzi ponad 500 hektarów gospodarstwa na Warmii i Mazurach, siada w ciągnik i mówi wprost: rolnictwo coraz częściej staje się walką o przetrwanie, nie o zysk. – „Trzeba mieć serce do tego”.

Od prawniczki do rolniczki 

Pani Violetta Jewuła, rolniczka z woj. warmińsko-mazurskiego, nie zaczynała swojej drogi zawodowej w rolnictwie. Z wykształcenia jest prawnikiem, więc jeszcze kilkanaście lat temu jej codzienność była zupełnie inna niż dziś.

– Trzynaście lat temu nie odróżniałam jeszcze zboża na polu – przyznaje.

Jak podkreśla, wszystkiego musiała nauczyć się od podstaw, zdobyła wykształcenie rolnicze i dziś prowadzi gospodarstwo.

500 hektarów i codzienna praca od świtu

Gospodarstwo rodzinne Pani Violetty to ponad 500 hektarów upraw roślinnych: rzepak, pszenica, żyto, owies, kukurydza i bobik. Skala pracy sprawia, że rolniczka dzień zaczyna bardzo wcześnie i kończy późno.

– Jak tylko robi się widno, wychodzę z domu na obchód pól, potem siadam na traktor – opowiada rolniczka.

W sezonie nie ma podziału na „pracę i dom”.

– Praktycznie pierwsza w pole wyjeżdżam i ostatnia zjeżdżam – dodaje.

Formalnie rolniczka ma wsparcie pracowników i rodziny, ale jak mówi większość prac polowych nauczyła się wykonywać sama.

Ceny jak sprzed 20 lat. "Koszty produkcji zjadają"

Największy problem, który przewija się przez całą rozmowę, to opłacalność produkcji.

Tak ciężkiego roku pod wzgędem cen jeszcze nie było – ocenia.

Rolniczka zwraca uwagę, że ceny skupu nie nadążają za kosztami.

– Ceny porównywalne są do tych sprzed 20 lat. W tej chwili muszę mieć praktycznie 3 tony pszenicy na tonę RSM-u – dodaje.

I krótko podsumowuje sytuację:

– Koszty produkcji nas zjadają.

Pogoda, łosie i straty w polu

Rolnictwo na Warmii to nie tylko rynek, ale też natura, która potrafi mocno ograniczyć plony.

– Na naszym terenie największy problem stanowią łosie. Na samym rzepaku miałam ich kilkanaście – mówi rolniczka.

Zwierzyna wchodzi na pola regularnie. Do tego dochodzą coraz trudniejsze warunki pogodowe.

Najpierw susza, a później mokro. Plonów nie można było zebrać – opowiada.

Brakuje ludzi do pracy w rolnictwie

Kolejnym problemem, z którym mierzy się gospodarstwo, jest rynek pracy i brak stabilnych pracowników.

Jak podkreśla rolniczka, znalezienie osób do regularnej pracy w polu jest coraz trudniejsze, mimo że gospodarstwo działa na dużą skalę i wymaga stałej obsługi.

– Brakuje pracowników – mówi krótko.

Jej zdaniem problem dotyczy przede wszystkim młodszych osób, które coraz rzadziej wiążą się z pracą w rolnictwie na dłużej.

Młodzi nie chcą pracować – podkreśla.

Nawet jeśli ktoś podejmie się pracy sezonowej lub dorywczej, często nie zostaje w gospodarstwie na dłużej. Rotacja jest szybka i nieprzewidywalna, co utrudnia planowanie prac polowych, szczególnie w okresach największego natężenia robót.

– Przyjdzie jeden dzień, drugi dzień, trzeci dzień, dostanie pieniądze i już go nie ma – opowiada.

Rolnictwo bez pewności

Pani Violetta zwraca też uwagę, że jednym z problemów współczesnego rolnictwa jest brak stabilności i przewidywalności. Podkreśla, że trudno obecnie planować produkcję w dłuższej perspektywie, bo sytuacja na rynku zmienia się zbyt dynamicznie.

– Najważniejsze, żeby rolnik wiedział, co może zasiać, tak, by mógł przeżyć – mówi.

W jej ocenie szczególnie ciążący na rolnikach jest brak pewności co do tego, co stanie się z plonami po zbiorach. Rolnicy, jak podkreśla, nie wiedzą, czy i za ile uda się sprzedać zboże czy inne uprawy.

Nie mamy żadnej pewności, czy sprzedamy i za ile – dodaje.

Dlatego kluczowe jej zdaniem nie są wyłącznie dopłaty, ale stabilne i uczciwe warunki rynkowe, które pozwalałyby normalnie funkcjonować bez ciągłej niepewności.

Biurokracja zamiast pracy w polu

Rolnictwo to dziś nie tylko praca fizyczna w polu, ale również coraz większa liczba obowiązków administracyjnych. Rolniczce dokumentacja zajmuje dużą część czasu, często kosztem odpoczynku czy innych zadań w gospodarstwie.

Całe weekendy, jeżeli nie jestem w polu, to poświęcam na uzupełnienie wszystkich papierów – mówi.

Rejestry zabiegów, plany nawozowe, dokumentacja środowiskowa oraz różnego rodzaju kontrole i wymagania formalne rosną z roku na rok i stają się stałym elementem pracy rolnika.

– Dokumentacji jest stanowczo za dużo. Zabiera nam to większość czasu – ocenia.

„Trzeba mieć serce do tego”

Pomimo trudności Pani Violetta nie mówi o odejściu z rolnictwa. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, że gospodarstwo stało się integralną częścią jej życia i codzienności, z którą jest bardzo silnie związana, mimo wszystkich wyzwań.

– Nie załamuję się, wiem, że jest ciężko, ale mam nadzieję, że przetrzymamy to – mówi pełna wiary.

Jak dodaje, w rolnictwie ważna jest wytrwałość i nastawienie, bo to zawód, który wymaga nie tylko pracy, ale też odporności na zmienne warunki i niepewność.

Na koniec zostawia zdanie, które podsumowuje jej podejście do pracy i życia na gospodarstwie.

– Trzeba mieć serce do tego – dlatego rolniczka "szpilki zamienia na traktor", dowodząc, że "kobiecość i siła mogą iść w parze".

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
20. kwiecień 2026 17:02