Suszy w rzepaku i rzepiku nie ma
Pierwszy raport suszowy IUNG, o czym pisaliśmy TUTAJ, zszokował rolników. O ile Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach potwierdził, że susza rolnicza obejmuje coraz większą część kraju, o tyle nie stwierdził, by występowała ona w rzepaku i rzepiku, choć to właśnie te uprawy, zdaniem rolników, ucierpiały na niedoborach wody najbardziej.
W ocenie IUNG susza w największym stopniu zagraża zbożom jarym i oddziałuje również na uprawy ozime oraz truskawki.
Choć kolejny raport suszowy IUNG wykazał, że susza rolnicza rozlała się już niemalże na cały kraj, do dziś nie stwierdzono jej ani w uprawie rzepaku i rzepiku, ani tym bardziej w burakach czy kukurydzy.
Rzepak ma 70 cm, a suszy w nim nie ma?
Tymczasem rolnicy obserwują skutki braku opadów deszczu w swoich uprawach. Rolnik z woj. mazowieckiego i członek Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników Kamil Szymański podzielił się z obserwatorami nagraniem, na którym widać, w jakim stanie jest rzepak.
– IUNG w Puławach mówi, że suszy w rzepaku nie ma, jest tylko w zbożach i to nie we wszystkich gminach. Rzepak w woj. mazowieckim ma 70 może 80 cm wysokości – słyszmy w nagraniu.
W tym miejscu warto zaznaczyć, że wysokość dojrzałego rzepaku waha się zazwyczaj od 100 do 150 cm, a ostateczny pokrój zależy od warunków uprawowych, odmiany oraz zabiegów agrotechnicznych, takich jak jesienne i wiosenne skracanie (regulacja wzrostu), które zapobiegają wyleganiu łanu, dlatego zdarza się, że jest wyższy.
– Zasiałem tą samą odmianę co rok temu. Wtedy miejscami miał ok. 180 cm, bo ja mam 190 cm i był prawie równy ze mną. W tym roku można przejść przez ten rzepak na poprzek i nic mu się nie stanie. Teraz plon zapowiada się na poziomie 1-1,5 t/ha – mówi w rozmowie z "Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym".
Rolnik z 2 ha koniczyny zebrał 12 bel
Jak wynika z relacji Szymańskiego, wszystko wskazuje na to, że trwające sianokosy nie będą tak owocne, jak były w roku poprzednim. Niedobór wody spowodował, że zielonki są zdecydowanie niższe, a w związku z tym mniejsza jest również liczba zebranych bel. Rolnik jest hodowcą bydła mlecznego i opasowego. Łącznie utrzymuje ok. 36 szt., z czego 22 szt. to krowy mleczne, dlatego zabezpieczenie odpowiedniej ilości paszy jest dla niego bardzo ważne.
– Dokładnie zebraliśmy ok. 1,80 ha koniczyny, bo ok. 20 arów zostawiliśmy do ścięcia dla krów na zielono. 12 bel – to jest tegoroczny plon z prawie 2 ha ziemi. Pamiętam lata, kiedy z pierwszego pokosu zbierałem 60 bel – mówi rolnik.
Jak dodaje, z ok. 3 ha trawy wysianej na gruntach ornych, zebrał ok. 4,5 czterotonowych przyczep siana.
– Pokosy wyszły tak małe, że miejscami nie trzeba było tego przewracać. Schło samo z siebie, tak jak było skoszone, bo trawy było tak mało. Przede mną jeszcze koszenie łąk, ale tam też nie spodziewam się rarytasów – dodaje.
Szymański przyznaje, że sytuacja jego gospodarstwa nie jest jeszcze aż tak zła, ponieważ zgromadził spore zapasy sianokiszonki i siana z poprzedniego sezonu.
– Gdybym nie miał tego zapasu i zużywałbym wszystko na bieżąco jak niektórzy rolnicy, to byłby problem. Trzeba by było kupować albo czekać urośnie, a tu rosnąć nie chce, bo jest sucho – przyznaje.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Znikome opady deszczu na Mazowszu
Z relacji Szymańskiego wynika, że w jego okolicy od początku marca spadło ok. 22 litrów wody na m2.
– W marcu spadły 3 litry, w kwietniu 2 litry i w maju ok. 18 litrów – wylicza.
Rolnicy już dokupują słomę
Jak potwierdza, widać, że większość rolników, którzy mają hodowlę bydła, zaopatruje się już w zapas słomy.
– Rolnicy już od ok. dwóch miesięcy kupują słomę i zwożą ją do gospodarstw. Widzą po prostu, że zboża są o połowę niższe i tej słomy nie będzie tyle, ile by się spodziewali. Zabezpieczają bazę, żeby mieli czym pościelić zwierzętom – dodaje.
Skutki suszy widoczne w produkcji pasz
Szymański zwraca uwagę, na to że hodowcy zwierząt podczas suszy są w bardzo trudnej sytuacji. Choć w gospodarstwach utrzymujących bydło nie wykazuje się bezpośrednich strat w zwierzętach, to skutki suszy są widoczne w produkcji pasz. Niskie plony traw i roślin pastewnych powodują poważne problemy z zabezpieczeniem odpowiedniej ilości paszy na cały sezon.
– Wcześniej było tak, że jak podało się straty z produkcji roślinnej, a we wniosku suszowym zaznaczyło się, że ma się bydło w określonej ilości, to następowało obniżenie wartości strat. I wtedy, po zastosowaniu przeliczników, np. jeśli miało się 100% bydła, ale z 50% strat z produkcji roślinnej, to strata wychodziła niższa niż powinna być. Zmieniono to dopiero ok. 2 czy 3 lat temu i teraz jest to liczone z korzyścią dla hodowcy i pod uwagę jest brana tylko wartość strat z produkcji roślinnej – tłumaczy.
Nie da się jednak ukryć, że z ok. 2 ha udało się uzyskać jedynie 12 bel sianokiszonki i stanowi to wynik znacznie niższy od oczekiwanego. W konsekwencji niedobór własnej paszy zmusi przecież producentów do kosztownych zakupów, co bezpośrednio wpłynie na opłacalność produkcji zwierzęcej.
– Strat w bydle nie ma, ale jak i czym je wyżywić? Teraz mogą być straty w bydle, bo jeśli ktoś nie będzie miał, czym go wyżywić, to po prostu je sprzeda. Nawet jeśli ktoś będzie chciał sprzedać siano czy sianokiszonkę, to cena będzie zaporowa, bo będzie tego mało – kończy Szymański.
Zobacz też: Gdy inni narzekają na suszę, on zbiera nawet 4 t/ha. Postawił na nietypową uprawę
Rolnicy: „Panowie, co poszło nie tak?”
Zaistniała sytuacja i wyniki raportów suszowych publikowanych przez IUNG nie przestają budzić kontrowersji. W związku z tym rolnicy zrzeszeni w OOPR zapytali ministra rolnictwa i rozwoju wsi Stefana Krajewskiego oraz Adama Nowaka jako sekretarza stanu odpowiedzialnego za działalność instytutów badawczych w tym IUNG-PIB o to, co poszło nie tak.
– Panowie, co poszło nie tak? Powiedzieć, że system monitoringu suszy kuleje, to jak nic nie powiedzieć, a później na tej podstawie otrzymujemy „kosmiczne” wyniki z aplikacji suszowej – czytamy w opisie do filmu nagranego przez Szymańskiego.
Na razie rolnicy mogą jedynie obserwować rozwój sytuacji i liczyć na opady, które poprawią kondycję upraw oraz użytków zielonych. Jednak z każdym kolejnym tygodniem, bez znaczącego deszczu, ich obawy, nie tylko o wysokość tegorocznych plonów, ale również o dostępność pasz dla zwierząt w nadchodzących miesiącach, będą rosły.
Tymczasem dyskusja wokół raportów suszowych i sposobu szacowania strat nabiera tempa. Rolnicy podkreślają, że rzeczywiste skutki niedoboru wody są już widoczne na polach i łąkach, a ich ocena powinna uwzględniać nie tylko stan poszczególnych upraw, lecz także konsekwencje dla całego gospodarstwa. Kolejne raporty IUNG pokażą, czy skala problemu znajdzie odzwierciedlenie w oficjalnych danych.
Zobacz WIDEO:
Oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/OOPR, TPR
