Grad zmiótł pola w Wielkopolsce
Wieczorem 30 czerwca przez okolice Leszna w woj. wielkopolskim przeszła gwałtowna nawałnica z intensywnym deszczem, silnym wiatrem i gradobiciem. Żywioł w zaledwie kilkanaście minut zniszczył uprawy zbóż, kukurydzy, buraków, ziemniaków i grochu. Rolnicy mówią o stratach sięgających nawet 100 proc. plonu.
Silny wiatr połamał drzewa, uszkodził budynki i linie energetyczne. W wielu miejscach zalane zostały drogi i posesje. Największe straty poniosły jednak gospodarstwa rolne.
„15 minut i wszystko było zniszczone”
Damian Kośmider z Żakowa prowadzi 50-hektarowe gospodarstwo z produkcją bydła opasowego i tuczników. Jak mówi, po przejściu burzy z kukurydzy praktycznie nic nie zostało.
– Trzeba będzie chyba zasiać ją od nowa, bo innego wyjścia nie ma. W tym roku poszło bardzo mocno. U sąsiadów nie ma już po prostu nic. Wiatr, deszcz i jeszcze grad. Wszystko trwało może 15 minut – relacjonuje rolnik.
Nie ukrywa też obaw o przyszłość gospodarstwa.
– Paliwo drogie, teraz znowu trzeba wszystko robić od początku. Kredyt masz brać w banku... To tylko płakać - mówi on i jego koledzy, również rolnicy, którzy stracili uprawy.
„Z jęczmienia została sama słoma”
Roman Wojtkowiak z Wilkowic w gminie Lipno prowadzi gospodarstwo nastawione na produkcję roślinną oraz hodowlę trzody chlewnej i bydła opasowego. Spotykamy go na polu jęczmienia, które miało zostać skoszone w najbliższych dniach.
– Ten jęczmień miał być koszony w poniedziałek. Około 85 proc. ziarna zostało już wymłócone przez grad. Tam, gdzie zboże było bardziej dojrzałe, została praktycznie sama słoma – mówi.
Jak podkreśla, tak silnego gradobicia nie pamięta.
– Nie przypominam sobie, żeby w tak krótkim czasie przyszła burza o takiej sile. Uszkodzone zostały jęczmienie, pszenice i kukurydza - zaznacza.
Zniszczone plony, ucierpiały także budynki
Nawałnica nie oszczędziła również zabudowań.
– Uciekły nie tylko pola. Uszkodzone zostały także budynki. W okolicy zerwany został fragment dachu kościoła – mówi rolnik.
Szkody zostały już zgłoszone do ubezpieczyciela.
– Zgłoszenie jest, ale jest ich tak dużo w całym regionie, że na rzeczoznawcę prawdopodobnie będziemy czekać do przyszłego tygodnia – dodaje.
"Są miejscowości, gdzie nie ma już nic – nie ma ziemniaków, buraków ani kukurydzy"
Roman Wojtkowiak podkreśla, że Wielkopolska Izba Rolnicza podejmuje działania, aby jak najszybciej uruchomić pomoc dla poszkodowanych gospodarstw.
– Jako Izba Rolnicza w Lesznie chcemy, żeby zgłoszenie trafiło do wojewody. Są miejscowości, gdzie nie ma już nic – nie ma ziemniaków, buraków ani kukurydzy. Tym gospodarstwom będzie bardzo trudno się odbudować.
„Nie mamy już paszy dla bydła”
Jeszcze trudniejsza sytuacja panuje w gospodarstwie Damiana Dobickiego z Karolewka, który wraz z żoną utrzymuje około 100 sztuk bydła. Grad zniszczył praktycznie wszystkie uprawy przeznaczone na paszę.
– Na polu owsa zostały tylko plewy. Nie mamy już nasion dla naszego bydła. Po drugiej stronie był groch – też już go nie ma. Sto metrów dalej mamy sześć hektarów jęczmienia. To pole również zostało zlikwidowane przez gradobicie – mówi.
Rolnik nie ma złudzeń, że uda się jeszcze uratować plon.
Kłosy są naruszone w stu procentach. Reszta ziarna spadnie w najbliższych dniach. Widać same plewy. Ziarna już nie ma. Wszystko leży na ziemi. Z tego już nic nie będzie - mówi.
Rolnicy czekają na szacowanie strat
Poszkodowani gospodarze zgłaszają szkody do ubezpieczycieli i czekają na oględziny rzeczoznawców. Jednocześnie liczą na uruchomienie pomocy publicznej, ponieważ skala zniszczeń w części gospodarstw oznacza utratę zarówno plonu handlowego, jak i paszy dla zwierząt.
Wystąpiliśmy do ministra rolnictwa z pytaniem, jaką pomoc dla poszkodowanych rolników zamierza uruchomić i kiedy.
oprac. Kamila Szałaj, film: Michał Haluszko
