Fasola bez strąków. „Wygląda tragicznie”
Tegoroczna fasola na Lubelszczyźnie mocno ucierpiała wskutek wysokich temperatur i suszy. Mateusz Berbecki, producent fasoli z gminy Tomaszów, uprawia ją od ponad 20 lat. W tym roku obsiał nią 27 ha, czyli około 30 proc. powierzchni swojego gospodarstwa.
– Fasola wygląda tragicznie – mówi rolnik.
Problem widać już na pierwszy rzut oka. Rośliny są wyrośnięte, ale na wielu z nich praktycznie nie ma strąków. Jak tłumaczy Berbecki, podczas wysokich temperatur fasola zrzucała kwiaty, przez co nie dochodziło do zawiązywania strąków.
– Krzaki są ładne, ale bez strąków, bo temperatura, która była spowodowała, że fasola zrzuciła kwiat, czyli nie zawiązała strąka. Wiadomo, że do tego dochodzi też susza – relacjonuje.
Straty w fasoli sięgają 80 proc., a miejscami nawet więcej
W regionie, gdzie uprawa fasoli jest ważnym elementem gospodarstw, skala problemu jest szczególnie duża. Rolnik ocenia, że straty w fasoli sięgają około 70–80 proc., a w najgorszych przypadkach nawet 100%.
W normalnym roku z hektara zbiera około 2,5–3 ton fasoli. Tegoroczne pierwsze zbiory pokazały jednak zupełnie inną rzeczywistość.
– Z 5 hektarów to około 800 kg, czyli wychodzi jakieś 160 kg na hektar – mówi Berbecki.
Przy tak niskim plonie produkcja przestaje się ekonomicznie spinać.
– Nikt nie mówi nawet o zarobku, koszty się nie zwrócą – podkreśla rolnik.
Część plantacji rolnicy już mulczują
Przy bardzo słabym zawiązaniu strąków dalsze utrzymywanie plantacji może nie mieć ekonomicznego sensu. Mateusz Berbecki część swojej fasoli zdecydował się już zmulczować.
– Już mulczowałem około 2 hektarów i będę jeszcze mulczował 2 hektary, bo po prostu tam co 50, co 20, można powiedzieć krzak ma dwa strączki małe – tłumaczy.
Nie oznacza to jednak, że rolnicy rezygnują ze zbioru wszystkiego. Część fasoli jest zbierana między innymi po to, by zachować materiał na kolejny sezon.
Problem nie kończy się na plonie. Fasola jest za drobna
Nawet tam, gdzie udało się zawiązać strąki, pojawia się kolejny problem – jakość i kalibracja ziarna.
W ubiegłym roku fasola przeznaczona do sprzedaży miała zwykle około 110 ziaren na 100 gramów. Tegoroczne ziarno jest znacznie drobniejsze.
– W tym roku to, co jest, to jest 140–150 ziaren – mówi Berbecki.
Drobne ziarno może mieć problem ze znalezieniem odbiorców na rynkach zagranicznych. Jak relacjonuje rolnik, włoscy odbiorcy nie są zainteresowani tak drobną fasolą.
– Włosi powiedzieli, że tej fasoli nie chcą. Bo jest za drobna – mówi.
Część tegorocznej produkcji może więc trafić na rynek krajowy lub do przetwórstwa.
Skupy na razie czekają z ceną
Niepewność dotycząca jakości sprawia również, że trudno dziś mówić o stabilnej cenie skupu.
– Na skupie nie wiedzą, co płacić za tą drobną fasolę – przyznaje producent.
Skupy chcą najpierw zobaczyć, jaka będzie średnia jakość i kalibracja ziarna. Tegoroczne zbiory dopiero się rozpoczynają, a część plantacji może jeszcze przynieść plon po późniejszych opadach.
Niektóra fasola po deszczach ponownie zaczęła kwitnąć. Problem w tym, czy późno zawiązane strąki zdążą dojrzeć i czy rolnicy będą w stanie je zebrać.
Fasola może schnąć nawet do jesieni. Wtedy pojawia się kolejne ryzyko
W przypadku pozostawienia części plantacji na późniejszy zbiór rolnicy muszą liczyć się z kolejnym problemem. Ścięta fasola potrzebuje czasu, aby wyschnąć. Jeżeli po skoszeniu przyjdzie dłuższy okres deszczowej i pochmurnej pogody, ziarno może zacząć gnić.
– Teraz wszystko zależeć będzie od pogody. Jeżeli będzie tak zwana słota, deszcze, to niestety, do niczego się fasola nie będzie już nadawać – wyjaśnia rolnik.
To oznacza, że przy obecnej sytuacji każdy dodatkowy tydzień oczekiwania zwiększa ryzyko kolejnych strat.
Rolnicy czekają na pomoc państwa
W regionie rozpoczęto zbieranie informacji o skali strat. Jak relacjonuje Berbecki, wójtowie i burmistrzowie zbierali od rolników oświadczenia dotyczące powierzchni uprawy fasoli i poniesionych strat. Zebrane dane miały następnie trafić do wojewody.
Rolnicy czekają jednak na informację, co dalej.
– My czekamy na odpowiedź od wójta, wójt czeka na odpowiedź od wojewody. A wojewoda od ministra – mówi producent.
Podczas spotkania z wiceminister rolnictwa Małgorzatą Gromadzką, które odbyło się 11 sierpnia, rolnicy mieli usłyszeć deklarację, że ministerstwo zajmie się ich sytuacją.
– Obiecała, że coś będą robić, będzie jakaś… pomoc – relacjonuje Berbecki.
Na tym etapie rolnicy nie wiedzą jednak, jakie konkretnie rozwiązania zostaną uruchomione i na jakich zasadach będą mogli się o nie ubiegać.
„Nie wiadomo, co robić” – rolnicy muszą podjąć decyzję już teraz
Problemem jest także czas. Fasoli nie można pozostawić bez końca na polu tylko po to, aby czekać na decyzję administracji.
– My nie wiemy, co robić, czy to ścinać, czy już mulczować, czy trzymać, bo przyjedzie jeszcze jakaś komisja – mówi Berbecki.
Rolnicy stoją więc przed trudnym wyborem. Z jednej strony mogą próbować zebrać nawet bardzo słaby plon. Z drugiej – część plantacji może nie dać nawet tyle, by pokryć koszt zbioru.
Susza nie wszędzie jest widoczna w taki sam sposób
Producent zwraca też uwagę na problem z oceną suszy. Jak relacjonuje, w jego regionie rolnicy korzystający z aplikacji suszowej nie zawsze otrzymywali wyniki odpowiadające sytuacji widocznej na polach.
– Nikt nie złapał powyżej 13 proc. – mówi o wskazaniach dotyczących strat w poszczególnych uprawach.
Jednocześnie – jak dodaje – zdarzały się gminy sąsiadujące ze sobą, w których jedna była objęta suszą, a druga nie.
„Susza zrobiła swoje, a upały pogłębiły straty”
Rolnik wskazuje, żeSusza zrobiła swoje, a upały pogłębiły straty tegoroczna sytuacja jest efektem przede wszystkim połączenia niedoboru wody i ekstremalnych temperatur.
– Temperatury. Szkodniki nie – odpowiada pytany o główną przyczynę problemów z fasolą.
W jego ocenie susza w regionie trwała przez wiele miesięcy, a późniejsze upały dodatkowo pogłębiły problemy z kwitnieniem i zawiązywaniem strąków.
– Tutaj susza zrobiła swoje, a upały pogłębiły straty – podsumowuje.
Czy rolnicy ograniczą uprawę fasoli?
Tegoroczne doświadczenia mogą mieć konsekwencje również w przyszłym sezonie. Berbecki spodziewa się, że część gospodarstw ograniczy powierzchnię zasiewów fasoli.
– Na pewno zmniejszą – mówi o areale uprawy.
Rolnicy będą musieli policzyć, czy przy rosnącym ryzyku pogodowym nadal opłaca się przeznaczać znaczącą część gospodarstwa pod tę roślinę.
W jego regionie fasola Jaś karłowy jest jednak uprawą mocno zakorzenioną. Jak mówi producent, w wielu gospodarstwach zajmuje około 30 proc. areału, a jej uprawa ma tam wieloletnią tradycję.
Cena fasoli nie uratuje gospodarstw
W ubiegłym roku cena skupu zaczynała się na poziomie około 4,50 zł/kg, a następnie spadła do około 2,80 zł/kg.
Tegoroczna sytuacja może wyglądać inaczej, bo plon będzie znacznie mniejszy. Problemem pozostaje bowiem jakość ziarna, jego drobność oraz wysokie koszty zbioru.
– Ludzie, niektórzy myślą, że będzie cena fasoli bardzo duża, ale nie będzie duża, nie zwróci to kosztów – ocenia Berbecki.
Rolnicy chcą wiedzieć, na czym stoją. Gromadzka: „Pomoc jak najbardziej jest”
Dla producentów fasoli najważniejsza jest dziś konkretna informacja: czy państwo uruchomi pomoc i jakie będą jej zasady. W gminach zebrano dane dotyczące plantacji i strat. Teraz rolnicy czekają na dalsze decyzje administracji. Tymczasem zbiory już się rozpoczęły, a część plantacji wymaga podjęcia decyzji natychmiast.
Redakcja skontaktowała się więc z wiceminister rolnictwa Małgorzatą Gromadzką, która potwierdza, że zna sytuację producentów fasoli na Lubelszczyźnie i zapowiada działania w sprawie strat spowodowanych wysokimi temperaturami. Jak przekazała w rozmowie, przygotowywane jest rozporządzenie Rady Ministrów dotyczące pomocy dla „poparzeniowych owoców i warzyw”, a projekt ma wkrótce trafić do konsultacji.
– Jest już gotowe rozporządzenie Rady Ministrów odnośnie pomocy dla poparzeniowych owoców i warzyw – powiedziała Gromadzka. Dodała, że projekt „lada chwila” ma się ukazać i będzie podlegał konsultacjom. – Pomoc jak najbardziej jest – zapewniła.
Gromadzka zapowiedziała również na poniedziałek spotkanie dotyczące sytuacji na Lubelszczyźnie, w którym mają uczestniczyć m.in. wicewojewoda, przedstawiciele instytutów oraz osoby odpowiedzialne za rolnictwo i środowisko. Jednym z tematów ma być także rozbieżność między wskazaniami aplikacji suszowej a rzeczywistą sytuacją na polach.
– Z jednej strony jest aplikacja, a z drugiej rzeczywistość na polach – powiedziała wiceminister, zapowiadając działania w tej sprawie.
Agnieszka Sawicka
