Pszenica droższa o 20 zł, saletra o 500 zł. Rolnik z Podlasia: „Jak mamy funkcjonować?”AHM/A. Sawicka/Canva
StoryEditorrolnictwo

Pszenica droższa o 20 zł, saletra o 500 zł. Rolnik z Podlasia: „Jak mamy funkcjonować?”

11.03.2026., 16:00h

Koszty produkcji rosną znacznie szybciej niż ceny zbóż. – Pszenica zdrożała o 20 zł, a saletra o 500 zł. To jak my mamy funkcjonować? – pyta rolnik z Podlasia. I podkreśla, że wielu gospodarzy jest dziś finansowo na wyczerpaniu. Do tego dochodzą kolejne problemy: susza, szkody od ptaków, ASF oraz spadające ceny bydła i mleka.

O tym, jak wygląda dziś codzienność gospodarstw na Podlasiu, rozmawiam z Dariuszem Ciochanowskim, rolnikiem z regionu.

Susza na polach zmieniła wszystko

Na Podlasiu ostatnie lata były ekstremalne. 2024 – susza, która zniszczyła plony. 2025 – przymrozki i kolejna fala niedoboru wody. 

– Sytuacja w rolnictwie jest ciężka od kilku lat. My akurat na Podlasiu przeżyliśmy w 2024 ogromną suszę, gdzie oszukano nas aplikacją ręcznie sterowaną. Rolnicy zbierali tonę, dwie… niektórzy w ogóle nie zbierali, a talerzowali – mówi Dariusz Ciochanowski. 

Rolnik podkreśla, że oficjalne dane o stratach nie odzwierciedlały rzeczywistości.

– Dwudziesty piąty rok to też była susza, bo maj, czerwiec był bez deszczu, dopiero od lipca, ale już zboża były zaschnięte – dodaje.

Woda wciąż ucieka z pól

Problem nie tkwi wyłącznie w pogodzie. Brak retencji i infrastruktury wodnej od lat utrudnia gospodarowanie.

– Na tę chwilę, jak teraz patrzę na pola, ziemia była przemarznięta i wszystkie śniegi, które topniały, popłynęły do rzeki. Proste zastawki na rowach mogłyby zatrzymać wodę na polach, a tymczasem nic się nie robi – informuje Ciochanowski.

Powód? Biurokracja i koszty operatów wodnoprawnych uniemożliwiają spółkom wodnym skuteczne działanie. Dla gospodarstw oznacza to straty, które mnożą się rok po roku.

Ptaki też wykańczają plony

Rolnicy nie tylko walczą z suszą i kosztami. Muszą też liczyć się ze stratami powodowanymi przez zwierzęta. Jak mówi Ciochanowski, dzikie ptaki potrafią w zaledwie kilka godzin zniszczyć wschody i kwiatostany.

– Za chwilę posiejemy kukurydzę, wschodząca kukurydza będzie zniszczona przez żurawie... – mówi Ciochanowski.

To pokazuje, że nawet dobrze przygotowane pola mogą nie przynieść dochodu, bo natura też bywa bezlitosna.

"Rolnicy są wyczerpani finansowo"

Ceny nawozów, paliwa i nasion dramatycznie wzrosły. Nawet, gdy giełdowe ceny zbóż rosną, importerzy podnoszą ceny minimalnie, a rolnicy nie zarabiają adekwatnie do kosztów.

– Bo podstawa: oni mówią – takie są ceny na giełdach. Ale jak na giełdach podrożała kukurydza ponad 25 euro, to firmy podniosły tylko 10 zł. To jak my mamy funkcjonować? Dużo rolników nie kupiło nawet nawozu, bo trudne lata, bo brak pieniędzy – wylicza i dodaje, że – Saletra już 2000. Jeżeli mamy dwa lata susze, to wiadomo, że rolnicy są wyczerpani finansowo.

A paliwo? – Paliwo? Między 7,50 a 8 zł. Pszenica była droższa o 20 zł, seletra już 500 zł do góry. A tu 20 zł. Tak to wygląda – koszta rosną, ceny płodów stoją.

Co z cenami bydła?

– Ceny bydła spadają o około 2–3 złote na kilogramie i niżej, a w cenach trzody to nie nadrabiamy kosztów. Ceny mleka? Wiem, że oscylują w granicach 2 złotych. No też spadek około 60–80 groszy. Koszty do góry, ceny w dół – podsumowuje.

Krótko mówiąc, jak rolnicy mają być w stanie wyjść „na plus”, nawet przy pełnym sezonie pracy?

Skup i porty – wyzysk rolników?

Transport zbóż do portów też pozostawia wiele do życzenia. Jest utrudniony głównie przez brak magazynów, co generuje dodatkowe koszty i straty dla rolnika.

– Kierowcy stoją jak psy w budach. Bo jak może być, że już tyle lat po wojnie i żeby nie zbudować porządnych magazynów w portach… 500 tirów stoi dwie doby! – opowiada Ciochanowski.

– Jesteśmy wykorzystywani tutaj od pola, bo przez taki nasz skup, transport, to po prostu niewolnicza praca. A port Gdynia-Gdańsk? Tam rządzą firmy amerykańskie, niemieckie, holenderskie. No i nie ma czego się spodziewać od nich, że dadzą nam zarobić – ocenia rolnik.

Rolnicy czują się całkowicie bezsilni, jakby byli „okupowani” przez system, w którym nie mają na nic wpływu.

– Także my czujemy się tak, jakbyśmy byli pod jakąś okupacją – mówi.

ASF i upadek hodowli

Nie tylko susza zniszczyła rolnictwo na Podlasiu. ASF doprowadziło do masowych likwidacji tamtejszych hodowli, ograniczając lokalną produkcję mięsa i trzody, a tym samym pogłębiając zależność od eksportu.

– Cały ASF, który się rozlał tutaj w powiecie monieckim, bo w 2015 roku mieliśmy ponad 1700 stad trzody chlewnej, a dzisiaj mamy tylko około 100 stad – opisuje Ciochanowski. – Moją hodowlę zlikwidowano w 2017 roku, a teraz stoi budynek, cała infrastruktura, wszystko stoi puste, wszystko nieużywane.

Wywiad przeprowadziła: Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
11. marzec 2026 16:02