Rolnicy nie mają wyboru. Zboże znika z gospodarstw zaraz po żniwach. ”Bank nie poczeka”K. Olejnik
StoryEditorżniwa 2026

Rolnicy sprzedają zboże prosto spod kombajnu. „Za co mamy siać?”

03.08.2026., 18:30h

Rolnicy coraz częściej wywożą zboże i rzepak do skupów zaraz po zbiorach. Nie dlatego, że ceny są satysfakcjonujące, ale dlatego, że potrzebują pieniędzy na raty, leasingi, paliwo i przygotowanie kolejnego sezonu. W części regionów tworzą się kolejki, a gospodarze zgodnie twierdzą, że problem jest złożony: brakuje miejsca na magazynowanie, ceny rozczarowują, choć plony są słabsze niż oczekiwano.

Zboże prosto spod kombajnu trafia do sprzedaży

Jeszcze kilka lat temu wielu rolników mogło pozwolić sobie na przechowanie ziarna i czekanie na lepszy moment sprzedaży. Dziś coraz częściej gospodarstwa potrzebują gotówki od razu po żniwach.

Adrian Wawrzyniak, rolnik z Dolnego Śląska i rzecznik NSZZ RI „Solidarność”, mówi, że sytuacja finansowa wielu gospodarstw wymusza szybką sprzedaż.

Każdy potrzebuje pieniędzy po prostu na płynność, na paliwo i na to, żeby funkcjonować. Rolnicy praktycznie nie wjeżdżają zbożem do magazynów. Sprzedają wszystko od razu – informuje.

Jak dodaje, rolnicy nie mają dziś komfortu czekania na potencjalny wzrost cen.

Po żniwach przyjdą raty, leasingi i wszystkie zobowiązania. Widzę, że po prostu nie będzie na to pieniędzy. Rolnicy wyprzedadzą plony, zapłacą najpilniejsze rachunki, a potem pojawi się pytanie: za co siać i za co prowadzić gospodarstwo dalej? – pyta.

„Bank nie poczeka, trzeba sprzedać teraz”

Piotr Kisiel z Lubelszczyzny potwierdza, że w wielu gospodarstwach problemem jest brak płynności finansowej.

Nie spinają się budżety wielu gospodarzy, szczególnie tych, którzy mają jeszcze kredyty. Tam już w ogóle cienko przędą – mówi.

Jak podkreśla, część rolników nie może pozwolić sobie na magazynowanie ziarna.

– Spod kombajnu. Żeby tylko spłacić swoje zobowiązania. Bank nie poczeka, jego to nie interesuje. Trzeba sprzedać teraz, żeby przelewy powychodziły – mówi Kisiel.

Na Dolnym Śląsku ciągniki stoją godzinami

Duży napływ ziarna po żniwach widać w części skupów na Dolnym Śląsku. Rolnicy przywożą zboże i rzepak praktycznie bez przerwy, jak sygnalizował w piątek Adrian Wawrzyniak. W niektórych miejscach czas oczekiwania jest bardzo długi.

Zdarza się, że ciągniki przyjeżdżają wieczorem, a wyjeżdżają dopiero następnego dnia około godziny 15. Codziennie stoi po 50–60 zestawów ze zbożem – opisywał.

Jak zaznacza, powodem nie jest tylko tempo żniw, ale przede wszystkim konieczność szybkiego upłynnienia plonów.

CZYTAJ DALEJ POD VIDEO:

Nie wszędzie są kolejki, ale ceny rozczarowują

Sytuacja wygląda inaczej w innych regionach. Stanisław Barna z Zachodniopomorskiego mówi, że w jego okolicy nie ma obecnie tak dużych kolejek do skupów.

– Kolejek raczej tutaj nie ma. Przyjmować przyjmują, tylko te ceny, jakie są, to wszyscy wiemy – mówi.

Dodaje, że podstawowa cena rzepaku, którą sprawdzał dziś, wynosi około 2230 zł za tonę.

– Rzepak dwa tysiące dwieście trzydzieści złotych, podstawowa cena – mówi.

Rolnik zwraca uwagę, że sama cena z cennika nie zawsze oznacza kwotę, którą ostatecznie otrzyma gospodarstwo.

– Zawsze jest, rok w rok coś się znajdzie, albo gęstość, albo białko, albo opadanie i coś tam zawsze jest, co walnie po złotówkach. Mało kiedy dostaje się cenę taką, jaka jest faktycznie na wywieszce – mówi.

Niektórzy nie mają już gdzie magazynować

Szybka sprzedaż ziarna nie zawsze wynika wyłącznie z braku pieniędzy. Problemem jest także brak miejsca. Barna przyznaje, że część gospodarstw może mieć ograniczone możliwości przechowania tegorocznych zbiorów.

– Ja rzucałem na magazyn, samochody odbierały, ale teraz też nie mam gdzie już sypać – relacjonuje.

W Łódzkiem kolejek nie ma, ale sytuacja na polach jest trudna

Krzysztof Olejnik z województwa łódzkiego mówi, że w jego regionie obecnie nie ma problemu wielogodzinnego oczekiwania na odbiór ziarna.

– Nie ma, nie ma takich kolejek – informuje. – Ale każdego dnia rolnicy muszą podejmować trudne decyzje. Nie wiemy, czy to jest dla nas dobre ryzyko, ale będziemy musieli większość plonów upłynniać. Trzeba siać rzepak, trzeba kupić nawozy. NPK jest w tym momencie po 3 tysiące złotych. Skądś te środki trzeba wziąć – dodaje Olejnik.

– W temacie kolejek - już robi się spiętrzenie – czas postoju 1h – informuje na bieżąco.

Jak wyjaśnia, wpływ na sytuację miała w woj. łódzkim pogoda. W wielu miejscach żniwa zostały zatrzymane przez opady deszczu. Rolnicy ruszyli dopiero dzisiaj w pole.

– Cały region Łódzkiego, począwszy od powiatów południowych, wieluńskiego, pajęczańskiego, aż po poddębicki, kutnowski, wszystko było zlane wodą. Mieliśmy kilka dni totalnej przerwy, nikt nic nie kosił – opisuje.

Jego zdaniem brak gigantycznych kolejek wynikać może nie tylko z niesprzyjającej żniwom aury, ale również z dużej liczby lokalnych skupów.

– Mamy tutaj dużą ilość skupów lokalnych, siły przerobowe są mocno rozłożone w różne punkty, więc oddajemy – mówi.

CZYTAJ DALEJ POD FOTO:

Skupy ograniczają przyjęcia

Olejnik zwraca jednak uwagę, że pojawiają się inne problemy.

Są miejsca, gdzie jęczmień już nie jest skupowany – sygnalizuje.

Jak tłumaczy, nie chodzi o import, ale o ograniczone możliwości przyjęcia ziarna.

– Po prostu taka ilość została popchnięta i w tym momencie jest ograniczona możliwość przyjęcia towarów. Nie mówimy tutaj o jakichś gigantycznych podmiotach, tylko o skupach lokalnych – wyjaśnia.

Dodaje, że część punktów obawia się przepełnienia magazynów.

– Boją się pryzmować to zboże, bo zawsze jakaś strata jest z tego tytułu – dodaje.

Maksymalnie 5 ton z hektara. Wielu rolników mówi o 2–3 tonach

Według Olejnika tegoroczne wyniki na polach są dużym rozczarowaniem. Jak mówi, z informacji od rolników wynika, że maksymalne plony zbóż w wielu gospodarstwach nie przekraczają 5 ton z hektara, a część gospodarzy zgłasza wyniki na poziomie 2–3 ton z hektara.

Rolnik podkreśla, że problem dotyczy także gospodarstw, które prowadzą produkcję zgodnie ze sztuką i inwestują w technologię.

– Tu mówimy o gospodarstwach, które naprawdę dbają o glebę, dbają o uprawę, pilnują zabiegów i terminów. A mimo tego wyniki są bardzo słabe – mówi.

Największy problem widzi w przypadku pszenicy.

– Pszenica w tym roku została najbardziej ugotowana podczas upałów i to w wielu miejscach. Mówimy o spadku plonu rzędu 33 procent rok do roku – ocenia.

– Temperatura 39, 40, 41 stopni, która utrzymywała się przez tydzień czasu, w zasadzie ugotowała nam rośliny – podsumowuje.

CZYTAJ DALEJ POD FOTO:

Małe plony, a ceny nadal niskie. Rolnicy liczyli na ich wzrost

Rolnicy zwracają uwagę, że tegoroczna sytuacja jest dla nich szczególnie trudna, bo słabe wyniki na polach nie przełożyły się na poprawę cen.

Wszystkie znaki na niebie wskazują, że ze względu na niższe plony, cena zboża powinna iść w górę. A przed chwilą miałem telefon od kolegi i też właśnie dopytywał się, co się dzieje u mnie, bo nadal ceny utrzymują się na niskim poziomie – mówi Olejnik.

W efekcie rolnicy muszą dziś podejmować trudne decyzje, bo z jednej strony potrzebują pieniędzy na dalszą produkcję, a z drugiej sprzedaż przy obecnych cenach często oznacza dokładanie do interesu.

„To są najdroższe żniwa w historii”

Adrian Wawrzyniak zwraca uwagę, że wysokie koszty produkcji dodatkowo pogłębiają problem.

To są najdroższe żniwa w historii. Paliwo kosztuje dziś około 8 zł za litr. Sam kombajn potrafi spalić około 300 litrów dziennie. Do tego dochodzi transport ziarna, zbiór słomy i praca pozostałych maszyn. Ceny skupu w ogóle nie są adekwatne do tego, co dzisiaj zbieramy – mówi.

W jego gospodarstwie średni plon rzepaku wyniósł około 2,5 tony z hektara.

– Były pola, gdzie było trochę ponad 3 tony, ale były też takie, gdzie plon wyniósł zaledwie 1,5 tony. To nie pokrywa nawet kosztów produkcji – podkreśla.

„Nie chcemy ryzykować”

Pod naszym materiałem w mediach społecznościowych rolnicy wskazywali, że szybka sprzedaż zboża często wynika z obaw o przyszłe ceny oraz konieczności uregulowania zobowiązań.

Internauci piszą, że wielu gospodarzy nie ma dziś możliwości czekania z decyzją o sprzedaży. Nie mają z czego żyć to raz, dwa – mają zobowiązania, a trzy – już słychać naciski na odblokowanie wschodniej granicy, więc cena poleci.
– Osobiście też nie zamierzam nic magazynować w tym roku, aby pospłacać należności – komentuje jeden z czytelników.

Rolnicy zwracali uwagę, że część gospodarstw w poprzednich sezonach przekonała się, że przechowywanie ziarna nie zawsze oznacza wyższą cenę.

Kolejny internauta podał przykład gospodarstwa, które zdecydowało się na magazynowanie.

– Znajomy postawił w zeszłym roku dwa silosy, zmagazynował zboże i teraz niedawno sprzedał taniej o 3–4 dyszki niż jakby sprzedał prosto z pola, może to jest powód – pisze.

W komentarzach pojawił się również argument, że część rolników nie ma już produkcji zwierzęcej, która pozwalałaby zagospodarować zboże we własnym gospodarstwie.

– Teraz dużo rolników nie hoduje świń ani bydła, więc zboże sprzedaje od razu – pisze inny.

Komentujący wskazywali także na problem ograniczonej powierzchni magazynowej. Niektórzy rolnicy nie mają gdzie składować i od razu wiozą na skup.

– Myślę, że wielu rolników nie wierzy, że ceny utrzymają się chociaż na poziomie tym, co są, dlatego wywożą, bo skupy jak nie kupią od polskiego rolnika, to zwiozą z Ukrainy. Wielu z tamtego roku zostało ze zbożem w silosach – ocenia kolejny internauta.

Niektórzy gospodarze podkreślali też, że tegoroczna sprzedaż jest dla nich sposobem na przetrwanie następnego sezonu.

– A może mają już dość dokładania do interesu, sprzedadzą dla świętego spokoju i pozostawią na przyszły rok, a może i na kolejne ziemie ugorem, bo za te pieniądze to szkoda pracy, a na pewno nerwów – oceniają.

Rolnicy boją się kolejnego sezonu

Krzysztof Olejnik zwraca uwagę, że wielu gospodarzy już dziś zastanawia się, czy będzie ich stać na dalszą produkcję.

My musimy większość plonów upłynniać. Trzeba kupić nawozy. Nawóz w tym momencie jest po 3 tysiące złotych. Statystyczne gospodarstwo na jesienne zasiewy musi wydać około 100 tysięcy złotych – mówi.

Jak dodaje: – Skądś te środki trzeba wziąć. Jeszcze nie dorobiliśmy się drukarek laserowych, które drukowałyby pieniądze.

Dla wielu gospodarstw tegoroczne żniwa nie będą więc momentem spokojnego podsumowania sezonu, ale walką o utrzymanie płynności i możliwość rozpoczęcia kolejnych zasiewów.

Co gorsza, rolnicy myślą o rezygnacji z produkcji. „Ziemia może zostać ugorem”

Krzysztof Olejnik zwraca też uwagę, że coraz częściej słyszy od gospodarzy głosy o ograniczaniu produkcji, a nawet rezygnacji z upraw.

Bardzo dużo z pomniejszych gospodarzy nie chciałoby już tych gruntów. Dzwonią rolnicy i mówią, że sytuacja jest coraz trudniejsza – mówi.

Jak dodaje, część gospodarzy obawia się, że przy obecnych kosztach i cenach produkcji dalsze prowadzenie gospodarstwa będzie nieopłacalne. Rolnik wskazuje, że pojawiają się nawet obawy o powrót sytuacji znanej z lat 90., gdy część gruntów przestawała być uprawiana.

Są głosy, że część ziemi może zostać ugorem, bo rolnicy nie widzą ekonomicznego sensu dalszej produkcji przy takich kosztach i takich cenach – relacjonuje Olejnik.

Jego zdaniem problem dotyczy szczególnie mniejszych gospodarstw, które mają mniejszą odporność finansową.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
03. sierpień 2026 18:32