Rolnicy talerzują pola zamiast kosić. ”Nie ma z czego zapłacić za kombajn”Artur Brożyna
StoryEditorGłos rolnika

Rolnicy talerzują pola zamiast kosić. „Nie ma z czego zapłacić za kombajn”

03.08.2026., 14:00h

Rolnicy wsiadają na traktory i talerzują uprawy, bo wiedzą, że nie będzie ich stać na pokrycie usługi zbioru zbóż kombajnem. Wszystko przez suszę, która zdecydowanie obniżyła plony. – Ludzie już wiedzą, że plon z grochu i łubinu będzie tak niski, że nie opłaca się tego kosić – mówi rolnik z woj. łódzkiego Artur Brożyna.

Niskie plony zbóż ze żniw 2026

Artur Brożyna jest rolnikiem z woj. łódzkiego. Jego gospodarstwo, które współprowadzi z żoną Dominiką, jest zlokalizowane na terenie pow. pajęczańskiego. Rolnik uprawia nieco ponad 40 ha ziemi i utrzymuje ok. 30 szt. bydła opasowego. W trakcie żniw świadczy również usługę zbioru zbóż kombajnem w ramach pomocy międzysąsiedzkiej. 

Obornik bydlęcy uratował plony zbóż

Brożyna przyznaje, że prywatnie nie narzeka na wysokość plonu zbóż, jednak jest świadomy, że byłoby zupełnie inaczej, gdyby nie obornik bydlęcy, którym nawozi swoje uprawy. Nie jest zadowolony z rzepaku, który w tym sezonie nie tylko ucierpiał podczas przymrozków, ale również z powodu suszy i gradobicia. Jako operator kombajnu widzi natomiast, jak niski jest tegoroczny plon u innych rolników. 

–  Ziemie w naszym regionie są słabe – od IV do VI klasy. W moim gospodarstwie tegoroczne zbiory nie są jednak najgorsze, co zawdzięczam nawożeniu obornikiem bydlęcym. Widzę jednak, jak niskie są plony u innych rolników. Ostatnio miałem plon 1,2 t/ha pszenżyta. Za koszenie wyszło 450 zł/ha, a pszenżyto jest skupowane w najlepszym przypadku po niecałe 700 zł/t – mówi.

Z jego relacji wynika, że na słabszych glebach, na których wystąpił deficyt wody, tegoroczne plony są naprawdę niskie.

– Żyto sypie na poziomie ok. 2 t/ha, jęczmień ok. 2,5 t/ha, owies ok. 1,5 t/ha, pszenżyto ok. 2 t/ha, a rzepak ok. 1,5 t/ha – wylicza. 

Rolnicy talerzują uprawy, bo nie mają czym zapłacić za kombajn

Podczas tegorocznych żniw stawka za zbiór zbóż kombajnem ze ścięciem słomy oscyluje w granicach 550 zł/ha. Brożyna, jako operator kombajnu widzi jednak, że w obecnej sytuacji ta stawka jest zbyt wysoka dla rolników, którzy spodziewają się niskich plonów. Stąd biorą się decyzje o likwidacji upraw tuż przed zbiorem.

– Ludzie już wiedzą, że plon z grochu i łubinu będzie tak niski, że nie opłaca się tego kosić. Rezygnują z wynajmowania kombajnu, bo wiedzą, że nie będą mieli z czego opłacić usługi i talerzują uprawy – tłumaczy

Rolnicy oddają dopłaty na usługi

Brożyna wprost stwierdza, że gdyby nie dopłaty, rolników, którzy nie mają za co przeprowadzić żniw, byłoby więcej.

– Jeden z rolników zebrał 1,2 t/ha pszenżyta i kiedy zapłacił za usługę, zostało mu 300 zł. Niektórzy ratują się też pracą na etacie – mówi.

Stacja meteorologiczna nie pokazuje suszy

W ocenie Brożyny, warunki atmosferyczne w pow. pajęczańskim są wyjątkowo trudne, a aplikacja suszowa nie do końca dostrzega problem. Zdaniem rolnika przede wszystkim należałoby przestawić stację meteorologiczną. 

– U nas jest potężna susza, a stacja meteorologiczna tego nie pokazuje, bo jest ustawiona w pobliżu rzeki. Powinna stanąć w innym miejscu. Aktualnie występują tylko wody opadowe, a gruntowe nie istnieją, wszystko powysychało. Do połowy maja spadły 33 litry wody, ale było już za późno – twierdzi.

Jak wskazuje rolnik, z kolei niedobór wód gruntowych, wynika poniekąd z działalności kopalni odkrywkowej.

– W naszej okolicy działa kopalnia odkrywkowa. Jej sąsiedztwo jest dobre dla mieszkańców, którzy podjęli tam pracę, ale dla rolników nie do końca. Co prawda, kopalnia wypłaca odszkodowania za szkody górnicze do łąk, ale do gruntów ornych już nie – wyjaśnia. 

Czytaj dalej pod WIDEO:

Susza na łąkach i w plantacji ziemniaków

Brożyna odczuł brak opadów deszczu również w plantacji ziemniaków, których uprawia 40 arów. Jak mówi, nawet nie myśli o kopaniu studni, bo za jej postawienie trzeba będzie zapłacić, a wody i tak nikt nie znajdzie. 

– Poziom wód jest strasznie niski. Nawet nie próbuję kopać studni, bo musiałbym zapłacić, a wody i tak by nikt nie znalazł – dodaje. 

Rolnik nie ukrywa także, że przez brak opadów i niedobór wód gruntowych, nie zgromadził tyle paszy dla bydła, ile powinien.

– Zebrałem tylko jeden pokos traw. Drugi pokos traw udało mi się zebrać tylko na trawach przesianych, a z trwałych użytków zielonych zebrałem tylko po jednym pokosie – kończy. 

Zdaniem Artura Brożyny tegoroczne żniwa pokazują, że w wielu gospodarstwach problemem nie jest już tylko susza, ale także opłacalność produkcji. Przy niskich plonach i obecnych cenach skupu coraz więcej rolników ma trudności z pokryciem kosztów zbioru, a część rezygnuje nawet z koszenia upraw. Rolnik podkreśla, że jeśli warunki pogodowe i sytuacja ekonomiczna nie ulegną poprawie, kolejne sezony mogą oznaczać dalsze ograniczanie produkcji w gospodarstwach położonych na najsłabszych glebach.

Redakcja zwróciła się do kopalni odkrywkowej działającej w okolicy gospodarstwa pana Artura Brożyny z pytaniami dotyczącymi wpływu jej działalności na poziom wód gruntowych oraz zasad wypłacania odszkodowań za szkody górnicze. Zapytaliśmy również, czy spółka prowadzi analizy w tym zakresie i planuje działania mające na celu ograniczenie ewentualnego wpływu na lokalne gospodarstwa rolne. Odpowiedzi opublikujemy po ich otrzymaniu.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
03. sierpień 2026 14:26