Wiceminister wyjaśniła, jak będzie wyglądała procedura
Wiceminister rolnictwa Anna Gromadzka odwiedziła gospodarstwo Moniki i Marka Frankowskich, których plantacja rzepaku została zniszczona po upadku rosyjskiej rakiety. Jak przekazała po spotkaniu za pośrednictwem mediów społecznościowych, rozmawiała z rolnikami o poniesionych szkodach oraz procedurze zgłoszenia strat i uzyskania należnego odszkodowania.
– Byłam na miejscu i spotkałam się z właścicielami gospodarstwa, na którego teren spadła rosyjska rakieta manewrująca Ch-101. Rozmawialiśmy o poniesionych szkodach oraz o procedurze zgłoszenia strat i uzyskania należnego odszkodowania – poinformowała.
Podkreśliła również, że nie ma czasu na zwłokę, ponieważ trwają żniwa.
– Nie ma czasu na zbędną zwłokę. Trwają żniwa, dlatego wszystkie działania związane z oszacowaniem strat muszą zostać przeprowadzone jak najszybciej. Rolnicy nie mogą zostać pozostawieni sami z tym problemem – zaznaczyła.
Zapowiedziała także, że będzie monitorowała przebieg całej procedury, aby poszkodowani jak najszybciej otrzymali należne wsparcie.
Frankowska: wiemy już, od czego zacząć
Monika Frankowska w rozmowie z Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym przyznaje, że spotkanie z wiceminister ocenia pozytywnie. Jak mówi, po raz pierwszy ktoś dokładnie wyjaśnił rodzinie, jak będzie wyglądała ścieżka dochodzenia do odszkodowania.
– Spotkanie z wiceminister Gromadzką oceniamy pozytywnie. Wytłumaczyła nam, co mamy zrobić, że musimy złożyć wniosek do gminy i od tego wszystko się zacznie. Następnie gmina przekaże wniosek do wojewody, a wojewoda do jednostki odpowiedzialnej za nasz rejon i dopiero wtedy zostanie wyznaczona komisja do szacowania strat – mówi rolniczka.
Jaki zakres odszkodowania obejmie gospodarstwo?
Choć procedura została przedstawiona, wiele kwestii pozostaje nierozstrzygniętych. Frankowscy nadal nie wiedzą, w jaki sposób będą liczone szkody i jaki zakres odszkodowania obejmie ich gospodarstwo.
– Na razie nie znamy jeszcze żadnych konkretów. Czy odszkodowanie będzie przysługiwało do całej działki, czy do części, ponieważ składa się ona z trzech numerów. Właścicielem jednej z nich jest moja mama, a dwóch jestem ja i mąż, ale uprawiamy wszystko, bo mama jest już na emeryturze – wyjaśnia Frankowska.
Na razie resort rolnictwa nie poinformował również, z jakiego źródła finansowania zostanie wypłacona ewentualna pomoc ani kiedy mogłaby trafić do poszkodowanych.
Kombajn nadal nie może wjechać na pole
Największym problemem pozostaje jednak fakt, że mimo trwających żniw rolnicy nadal nie mogą rozpocząć zbioru rzepaku z uszkodzonej działki. Obawiają się również, że na polu wciąż mogą znajdować się niebezpieczne elementy.
– Nadal nie dostaliśmy pozwolenia, żeby wjechać na pole kombajnem. Czekamy jeszcze na komisję wojskową, która prawdopodobnie ma przeprowadzić szacowanie strat. Możemy wjechać na pola w okolicy – mówi rolniczka.
Jak dodaje, miejsce upadku rakiety wciąż przyciąga osoby postronne.
– Obawiamy się wjechać na pole kombajnem. Teraz chodzą tam wycieczki krajoznawcze – podkreśla.
Rolnicy liczą, że wszystkie formalności zakończą się jak najszybciej. Każdy dzień zwłoki oznacza bowiem kolejne osypywanie się rzepaku i powiększanie strat, które już dziś szacują na około 30–40 tys. zł.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/Małgorzata Gromadzka Poseł na Sejm RP
