”Urzędnik pokolorował wszystko na zielono”. Rolnik boi się o przyszłość 100-ha gospodarstwaTomasz Bąk/Canva
StoryEditorGłos rolnika

„Urzędnik pokolorował wszystko na zielono”. Rolnik boi się o przyszłość 100-ha gospodarstwa

11.09.2026., 18:30h

Plan ogólny może zablokować rozwój 100-hektarowego gospodarstwa Tomasza Bąka z Wielkopolski. Rolnik obawia się, że jeśli dokument zostanie przyjęty w obecnym kształcie, nie będzie mógł postawić nawet potrzebnej infrastruktury dla hodowli. – Mógłbym powiedzieć córce, że postawimy nową oborę dla bydła opasowego, ale pójdziemy do gminy i się okaże, że nie można, bo urzędnik zakolorował wszystko na zielono i po temacie – mówi.

Gospodarstwo zostanie zlikwidowane przez plany ogólne?

Tomasz Bąk jest rolnikiem z woj. wielkopolskiego. Rodzinne, 100-hektarowe gospodarstwo rolne, które prowadzi, jest zlokalizowane w miejscowości Kruczynek (gm. Nowe Miasto nad Wartą, pow. średzki). Rolnik specjalizuje się zarówno w produkcji trzody chlewnej w cyklu otwartym w liczbie 300 szt., jak i bydła opasowego ok. 50 szt. Jak przyznaje, jest trzecim pokoleniem utrzymującym hodowlę i zajmującym się uprawą w tym miejscu. Wiele jednak wskazuje na to, że jeśli propozycja planu ogólnego przedstawionego przez Urząd Gminy w Nowym Mieście nad Wartą zostanie przyjęta, rozbudowa siedliska już nigdy nie będzie możliwa. 

– Jeśli plan ogólny zostanie przyjęty w formie, w której został nam przedstawiony, to już nigdy, nic nie będziemy mogli zbudować, chociaż działka ma 2 ha, więc moglibyśmy się spokojnie rozbudować. Co gorsza, nie postawiłem jeszcze silosów na kiszonkę i nie wylałem płyty obornikowej, której niedługo będzie wymagać Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jeśli tego nie zbuduję, to Agencja nałoży na mnie karę – wyjaśnia.

image
"Urzędnik pokolorował wszystko na zielono". Rolnik boi się o przyszłość 100-ha gospodarstwa
FOTO: Tomasz Bąk/Canva

Rolnik: „Wójt i urbanista decydują o przyszłości mojej rodziny”

Jak przyznaje Bąk, ciężko jest mu się pogodzić z myślą, że o tym, jak ma wyglądać przyszłość jego gospodarstwa i przede wszystkim jego rodziny, decyduje urbanista i urzędnicy gminy. 

– To ja powinienem decydować zarówno o tym, czy likwidować hodowlę, jak i o tym, czy już nie będę rozwijać gospodarstwa – mówi.

Rolnik nie ukrywa, że jego córka jest zainteresowana pracą w gospodarstwie i rolnictwem, i nawet kształci się w tym kierunku.

– Myślałem, że córka, która uczy się w technikum weterynaryjnym, będzie prowadzić to gospodarstwo i że może coś dostawimy, jak sytuacja finansowa się trochę poprawi, a wychodzi na to, że nawet hali namiotowej nie będziemy mogli postawić – dodaje. 

Rolników ubywa, a teraz nie będą mogli się rozwijać

Jak mówi Bąk, polskie rolnictwo dąży ku upadkowi, bo na wsi jest coraz mniej rolników, a tym, którzy jeszcze nie złożyli przysłowiowej broni, poprzez plany ogólne, zostanie uniemożliwiony jakikolwiek rozwój. 

W naszej gminie jest coraz mniej gospodarstw, które prowadzą hodowlę, a teraz tym, którzy jeszcze się tym zajmują, zostaną ograniczone wszystkie możliwości rozwoju – mówi.

Rolnik: „Chowam świnie dla tradycji”

Rolnik przyznaje że plany ogólne nie są jego jedynym zmartwieniem, ponieważ jego zdaniem opłacalność trzody chlewnej odeszła w niepamięć i sam pozbyłby się świń, ale uznaje ich hodowlę za tradycję.

– Prosię kosztowało 400 zł, a tucznik został sprzedany po 4,00 zł/kg, to raczej nic z tego nie zostaje. Trzymam te świnie dla tradycji, bo ten, kto raz je zlikwiduje, już do tego nie wraca. Spodziewam się, że to ostatnie szanse na funkcjonowanie tej produkcji – twierdzi. 

Zwraca uwagę na to, że ceny tucznika na rynku zaczynają spadać i spodziewa się, że do grudnia stawka może spaść do nawet 3,00 zł/kg. 

– Tyle kryzysów już wytrzymałem, ale może się okazać, że będziemy musieli te świnie zlikwidować – prognozuje.

Rolnik rozwija hodowlę opasów

Równolegle w gospodarstwie Bąka jest rozwijana hodowla bydła mięsnego rasy charolaise. Rolnik nie ukrywa jednak, że to dopiero początki i jest zbyt wcześnie, by mógł mówić o zyskach.

– Na razie skupiamy się na powiększaniu stada, więc nie ma z tego dużych pieniędzy – tłumaczy.

Czy uprawa kukurydzy przyniesie zysk w 2026 roku?

Rolnik ma nadzieję, że w roku 2026 zarobi na uprawie kukurydzy. Jak mówi, ma 46 lat i ostatni raz zyski z produkcji na zadowalającym poziomie liczył ponad 6  lat temu.

– Karzą nas za to, że dużo robimy. Im więcej robimy, tym bardziej nas karzą – komentuje.

Bąk nie ukrywa, że chciałby być rolnikiem, uprawiać ziemię i hodować zwierzęta, ale po pierwsze przestaje mu się to opłacać, a po drugie nawet jeśliby się teraz zaczęło opłacać i chciałby zwiększyć produkcję, to nie będzie miał takiej możliwości, bo mają  zostać przyjęte plany ogólne, które w ogóle nie będą przystosowane do tego, żeby mógł rozbudować swoje gospodarstwo. 

– Może to jest wszystko specjalnie robione, żeby zagraniczne koncerny przejęły rodzinne gospodarstwa rolne i żeby tylko im się opłacało, a małym rolnikom już nie? – zastanawia się Bąk.

Rolnik: „Niby zachęcają nas do rozwoju, a podcinają skrzydła”

Rolnik nie ukrywa, że jest zniesmaczony działaniami polskiego rządu. Jego zdaniem, z jednej strony jest zachęcany do działania, a z drugiej wręcz przeciwnie.

– W ministerstwie rolnictwa mówią, że trzeba wspierać rodzinne gospodarstwa rolne i im pomagać, dać jeszcze jedną szansę, a z drugiej strony, podcina nam się skrzydła i zniechęca do działania. Mógłbym powiedzieć córce, że postawimy nową oborę dla bydła opasowego, ale pójdziemy do gminy i się okaże, że nie można, bo urzędnik zakolorował wszystko na zielono i po temacie – mówi.

Rolnik: „Pójdę do pracy na etacie i zabiorę pracę innym”

Bąk wprost mówi o tym, że, jeśli sytuacja w rolnictwie nie ulegnie poprawie, będzie zmuszony pójść do pracy na etacie, choć dotychczas utrzymywał się z gospodarstwa i nie musiał myśleć o zatrudnieniu u osób trzecich.

– Jeśli zlikwiduję gospodarstwo, to gdzieś będę musiał pójść do pracy. Mogę iść pracować do kogoś, ale wtedy mogę też zabrać pracę temu przysłowiowemu miastowemu i tego już nikt nie rozumie – kończy.

Dla Tomasza Bąka sprawa planu ogólnego nie jest więc wyłącznie kwestią zapisów w dokumencie planistycznym. Chodzi o gospodarstwo, które jego rodzina prowadzi od pokoleń, oraz o możliwość przekazania go córce. Rolnik chce nadal uprawiać ziemię i utrzymywać zwierzęta, ale obawia się, że nawet jeśli znajdzie się opłacalny kierunek produkcji, nie będzie miał gdzie i jak jej rozwinąć. Teraz czeka na to, jaki ostatecznie kształt przyjmie plan ogólny i czy gmina uwzględni argumenty rolników.

Co na to gmina?

Zapytaliśmy Urząd Gminy w Nowym Mieście nad Wartą o stanowisko w sprawie zapisów projektu planu ogólnego dotyczących gospodarstwa Tomasza Bąka i możliwości jego dalszej rozbudowy. Zapytaliśmy również, z czego wynikają ograniczenia wskazywane przez rolnika oraz czy gmina przewiduje możliwość ich zmiany. Odpowiedź urzędu opublikujemy, gdy tylko ją otrzymamy.

O problemach zgłaszanych przez rolników z gm. Nowe Miasto nad Wartą pisaliśmy w poniższym artykule:

image
Plany ogólne

„Zrobili mi granicę po ścianie obory”. Rolnicy walczą o swoje gospodarstwa

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
11. wrzesień 2026 18:32