Zalewanie pól sposobem na myszy
Problem dotyczy m.in. gospodarstw we Fryzji, gdzie na terenach rolniczych występują gleby torfowe i gliniaste. Jednym ze sposobów ograniczania liczebności myszy jest okresowe zalewanie użytków zielonych.
Tak zrobił Harry Kramer, hodowca bydła mlecznego z Koufurderigge. Prowadzi on gospodarstwo o powierzchni 63 ha, na których znajdują się głównie pastwiska i kukurydza, oraz utrzymuje 135 krów mlecznych.
Pod koniec listopada ubiegłego roku Kramer rozpoczął zalewanie części swoich gruntów. Wiosną okazało się, że metoda przyniosła oczekiwany efekt – liczba myszy wyraźnie spadła, a ich działalność na pastwiskach została ograniczona. Problem jednak nie zniknął na stałe.
Myszy wracają z wyżej położonych terenów
Z czasem gryzonie zaczęły ponownie pojawiać się na pastwiskach. Według rolnika myszy przemieszczają się z wyżej położonych wałów polderowych, gdzie mają lepsze warunki do przetrwania.
Na gruntach ponownie przybywa charakterystycznych nor i podziemnych korytarzy. To pokazuje, że samo zalanie pola może ograniczyć problem, ale niekoniecznie całkowicie go rozwiązać.
Zdaniem Johannesa van Stralena z organizacji Boeren Natuur Westergo problem może być coraz poważniejszy. Jak zauważa, okresy między kolejnymi dużymi inwazjami myszy skracają się.
Jeszcze wcześniej poważne problemy pojawiały się mniej więcej co cztery–pięć lat. Obecnie rolnicy obserwują je już co trzy–cztery lata.
Susza sprzyja myszom
Jednym z powodów częstszego występowania gryzoni mogą być coraz dłuższe okresy suszy.
Myszy niechętnie przebywają na podmokłych terenach. Gdy gleba jest sucha, warunki na użytkach zielonych stają się dla nich znacznie korzystniejsze. Mogą wtedy łatwiej budować nory i podziemne korytarze.
Właśnie dlatego zalewanie gruntów jest wykorzystywane jako jeden ze sposobów ograniczania ich liczebności. Problem polega jednak na tym, że po osuszeniu terenu gryzonie mogą ponownie zasiedlić pastwiska.
Mniej paszy z własnego gospodarstwa
Plaga myszy to niejedyny problem holenderskich hodowców. Na produkcję paszy wpływają również susza oraz szkody powodowane przez gęsi.
Harry Kramer zebrał w tym sezonie już cztery pokosy traw. Ostatni dał jednak bardzo mały plon. W efekcie rolnik spodziewa się, że w tym roku nie wyprodukuje na własnych gruntach wystarczającej ilości paszy dla stada.
Niedobór zamierza uzupełnić zapasami pozostałymi z ubiegłego roku. To jednak pokazuje, jak kilka niekorzystnych czynników jednocześnie może odbić się na bilansie paszowym gospodarstwa.
Woda z IJsselmeer nadal dostępna
Co ciekawe, mimo problemów z suszą we Fryzji obecnie nie brakuje wody. Zarząd Wodny Fryzji informuje, że woda z jeziora IJsselmeer może być nadal kierowana do fryzyjskiego systemu wodnego, a następnie wykorzystywana do zasilania polderów.
Rosnące zapotrzebowanie sprawia jednak, że rolnicy muszą z wyprzedzeniem zgłaszać planowane nawadnianie.
Holenderski przykład pokazuje więc problem, który może być dobrze znany również rolnikom z innych części Europy: susza może jednocześnie pogarszać warunki produkcji pasz i sprzyjać rozwojowi szkodników. W przypadku terenów zagrożonych plagą myszy okresowe podtopienie może pomóc ograniczyć liczebność gryzoni, ale po powrocie suchych warunków problem może pojawić się ponownie.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. topagrar.com
