Dzik padły z powodu afrykańskiego pomoru świń z pienistym wypływem z nosaBeata Banaszak
StoryEditorASF

Dziki pod blokami, ASF pod chlewnią. Rolnicy biją na alarm

07.06.2026., 13:00h

Mimo ogromnych nakładów na bioasekurację w gospodarstwach, wirus ASF nadal utrzymuje się w populacji dzików, które pozostają wektorem jego rozprzestrzeniania się. Szczególnie niepokojącym zjawiskiem staje się rosnąca liczba dzików bytujących w miastach i na terenach podmiejskich, gdzie zwierzęta mają łatwy dostęp do odpadów żywnościowych i coraz częściej przemieszczają się pomiędzy terenami zurbanizowanymi, lasami oraz obszarami rolniczymi. Dla producentów świń oznacza to wzrost ryzyka zawleczenia ASF do chlewni.

Skuteczna walka z afrykańskim pomorem świń nie może ograniczać się wyłącznie do gospodarstw. Musi obejmować również konsekwentne ograniczanie liczebności dzików oraz zmniejszanie atrakcyjności miast dla tych zwierząt. Od czasu pojawienia się ASF w Polsce, czyli od 2014 roku, opracowano i wdrożono wiele metod ograniczania rozprzestrzeniania się wirusa. Od 2021 roku działają specjalistyczne ekipy z wyszkolonymi psami do wyszukiwania padłych dzików, a podczas działań terenowych wykorzystuje się również drony. Ze względu na wysoką zjadliwość wirusa oraz szybkie tempo jego rozprzestrzeniania się, jednym z kluczowych elementów ograniczania ryzyka epidemicznego pozostaje redukcja zagęszczenia populacji dzików.

Małe zagęszczenie dzików to mniej wirusa ASF

Jednym z elementów walki z ASF jest utrzymanie małego zagęszczenia dzików na obszarach wolnych od wirusa. Kiedy afrykański pomór świń dotrze na dany teren, to przy małym zagęszczeniu przesuwa się 1–2 km na miesiąc. W przypadku stwierdzenia ASF u dzików, odstrzał w ognisku jest zwykle ograniczany lub wstrzymywany, aby nie powodować przemieszczania się zakażonych zwierząt. Intensywne działania redukcyjne prowadzi się przede wszystkim na terenach, gdzie wirus jeszcze nie występuje.

image
Pies wyszkolony w poszukiwaniu martwych dzików
FOTO: Beata Banaszak

Często pojawia się argument wygłaszany przez aktywistów, że odstrzały są nieskuteczne, ponieważ jedynie niewielki odsetek upolowanych dzików (około 0,4%) uzyskuje wynik dodatni w kierunku afrykańskiego pomoru świń. Jest to jednak uproszczenie (nie chcę nazywać tego manipulacją), ponieważ dodatkowe odstrzały zarządzane przez powiatowego lekarza weterynarii lub wojewodę, nie mają na celu eliminacji wyłącznie osobników chorych, lecz ograniczenie zagęszczenia całej populacji.

Afrykański pomór świń cechuje się u dzików bardzo wysoką śmiertelnością, która może wynosić od 80% do 100%. Oznacza to, że chore osobniki są w dużej mierze eliminowane przez samego wirusa. Przykładem może być rejon Trójmiasta, gdzie na obszarze leśnym dawnego OHZ o powierzchni 7402 hektarów w ciągu roku z powodu ASF padło ponad 700 dzików, a populacja zmniejszyła się do około 30 sztuk. Oznacza to spadek liczebności do 4% stanu wyjściowego.

Problemy z miejskimi dzikami

Dzięki działalności myśliwych, na dużym obszarze Polski udaje się utrzymywać stosunkowo niskie zagęszczenie populacji dzików. Coraz większym problemem stają się jednak duże miasta, w których dziki na stałe przystosowały się do bytowania w pobliżu człowieka. W warunkach miejskich kontrolowanie liczebności tych zwierząt jest znacznie utrudnione, zarówno ze względów organizacyjnych i bezpieczeństwa, jak również z powodu sprzeciwu części opinii publicznej. Z punktu widzenia krajowej walki z ASF, obszary miejskie z wysokim zagęszczeniem dzików mogą stanowić szczególnie niebezpieczne ogniska rozprzestrzeniania się wirusa.

image
Gdynia – miejski dzik szukający jedzenia na dzikich wysypiskach śmieci i padły z powodu ASF
FOTO: Beata Banaszak

We wspomnianej sytuacji w Trójmieście pierwsze padłe dziki na ulicach Gdyni zaczęto znajdować w kwietniu 2024 roku. Najbliższe wcześniej znane ognisko u dzików znajdowało się około 100 km od tego obszaru. Trójmiasto jest pod tym względem obszarem specyficznym, ponieważ naturalne i infrastrukturalne bariery (Morze Bałtyckie, Wisła oraz obwodnica Trójmiasta) w znacznym stopniu ograniczają migrację zwierząt.

Wirus ASF może wymknąć się spod kontroli

Dziki żerujące w miastach, szczególnie w miejscowościach turystycznych, mają dostęp do różnego rodzaju odpadów żywnościowych, co zwiększa ryzyko kontaktu z zakażonym mięsem lub produktami pochodzenia zwierzęcego. W takich warunkach wirus może bardzo szybko rozprzestrzeniać się pomiędzy kolejnymi osobnikami. Dlatego jedną z najbardziej prawdopodobnych przyczyn pojawienia się wirusa mogło być zawleczenie zakażonego materiału biologicznego przez człowieka, na przykład w postaci żywności pochodzącej z nieprzebadanego źródła.

W ciągu kilku tygodni ASF rozprzestrzenił się na kolejne powiaty – wejherowski, pucki i lęborski. W powiecie wejherowskim wirus przedostał się również do gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną. Należy także pamiętać, że część miejskich dzików korzysta zarówno z terenów zurbanizowanych, jak i z przyległych obszarów leśnych oraz rolniczych. W praktyce oznacza to łatwe przenoszenie wirusa pomiędzy populacją bytującą w mieście a dzikami żyjącymi wyłącznie w środowisku naturalnym, co dodatkowo utrudnia skuteczne ograniczanie ASF.

Dokarmianie dzików zwiększa ryzyko dla gospodarstw trzody chlewnej

Część aktywistów przekonuje, że dziki przenoszą się do miast głównie z powodu presji łowieckiej w lasach. Tego rodzaju uproszczenie pomija jednak fakt, że zwierzęta te od lat bardzo dobrze adaptują się do środowiska miejskiego przede wszystkim ze względu na łatwy dostęp do pożywienia oraz brak naturalnych zagrożeń. Nawet na terenach, gdzie prowadzone są odstrzały i ochrona upraw, dziki regularnie wychodzą na pola żerować, mimo że w miastach mają dostęp do odpadów komunalnych i są dokarmiane przez ludzi. Nie odstraszają je na dłużej strzały i to że osobniki z ich watahy tam giną. Wobec czego także i dziki miejskie przychodzą na żer na pola. Jedzenie jest dla nich priorytetowe.

image
Padły miejski dzik szukający pożywienia na dzikim wysypisku śmieci
FOTO: Beata Banaszak

W debacie publicznej pojawia się też narracja przedstawiająca dzika jako zwierzę niekonfliktowe, świadomie poszukujące schronienia wśród ludzi. Popularność zdobywają nagrania i materiały wykreowane przez AI pokazujące dziki jako oswojone i przyjazne dla ludzi. Tego rodzaju przekaz prowadzi jednak do zjawiska określanego mianem bambinizacji dzikiej przyrody, czyli nadawania dzikim zwierzętom cech i zachowań typowych dla zwierząt domowych lub ludzi. W efekcie część mieszkańców zaczyna traktować dziki jako naturalny element przestrzeni. Zwierzętom nadaje się imiona, są dokarmiane resztkami jedzenia, a kontakt z nimi bywa traktowany jako atrakcja. Tymczasem oswajanie dzikich zwierząt prędzej czy później prowadzi do konfliktów, a w konsekwencji do zabicia takiego zwierzęcia.

Dziki tracą dystans do ludzi

Dziki przyzwyczajone do obecności człowieka tracą naturalny dystans i przestają unikać ludzi. Zwierzęta regularnie dokarmiane zaczynają aktywnie domagać się pożywienia. Jednocześnie pozostają zwierzętami dzikimi, gdyż nie przeszły wielowiekowej selekcji, jak zwierzęta domowe, dlatego ich reakcje mogą być nieprzewidywalne. Próby odławiania i wywożenia miejskich dzików do lasów są nieskuteczne. Zwierzęta przyzwyczajone do życia w mieście mają trudności z odnalezieniem się w naturalnym środowisku i potrafią wracać w okolice zabudowań ludzkich. Opisywano przypadki dzików, które po wywiezieniu ponownie pojawiały się przy gospodarstwach domowych w poszukiwaniu łatwego pożywienia. Takie osobniki stanowią szczególne zagrożenie dla gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną.

Obecność dzików wiąże się również z zagrożeniami sanitarnymi i bezpieczeństwa publicznego. Zwierzęta mogą przenosić pasożyty i choroby, a osobniki bytujące w miastach mogą traktować tę przestrzeń jako własne terytorium, co prowadzi do agresywnych zachowań, zwłaszcza wobec psów. Choć większość dzików unika bezpośredniej konfrontacji z człowiekiem, mogą zdarzać się pojedyncze przypadki agresji, a atak dużego dzika może stanowić realne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia człowieka. W praktyce jeden poważny incydent często i tak prowadzi później do decyzji o eliminacji większej liczby zwierząt z danego obszaru miejskiego.

image
Kiedy locha padnie pierwsza, młode padają po niej albo również z powodu ASF albo po prostu z głodu
FOTO: Beata Banaszak

Redukcja dzików blokowana przez aktywistów

W debacie dotyczącej obecności dzików w miastach część mieszkańców oczekuje ograniczenia liczby dzików ze względów bezpieczeństwa i ochrony sanitarnej, podczas gdy inni traktują obecność tych zwierząt jako element miejskiej przyrody i swoistą atrakcję. Część środowisk powiązanych z aktywistami przedstawia problem dzików głównie w kontekście sprzeciwu wobec działań myśliwych. W przekazie medialnym dzik często staje się symbolem walki z łowiectwem, a wokół takich działań organizowane są również zbiórki wspierające działalność fundacji i stowarzyszeń.

Przykładem napięć pomiędzy tymi środowiskami była dyskusja prowadzona podczas spotkania dotyczącego bezpieczeństwa i walki z ASF w Trójmieście w Centrum Kryzysowym. Jednym z proponowanych działań było ograniczanie miejsc sprzyjających bytowaniu dzików w mieście, takich jak gęste zakrzaczenia przypominające raczej dzikie wysypiska odpadów niż oazy zdrowej roślinności. Jedna z aktywistek stanowczo sprzeciwiała się takim rozwiązaniom, wyszukując coraz to dziwniejszą argumentację, co sugerowało, że nie chce, aby dziki całkowicie zniknęły z miasta, nawet przez pokojowe rozwiązania.

image
Jezioro Kackie w Gdyni uwięziło w lodzie kilkanaście dzików padłych z powodu ASF
FOTO: Beata Banaszak

Inny przykład to akcja medialna i bezpodstawne oskarżenie rozpętane przez dwójkę aktywistów pod koniec marca 2025 roku. Twierdzili oni, że pod koniec stycznia w tamtejszych lasach natknęli się na szczątki dzika. Mimo iż od kwietnia 2024 roku trwały intensywne działania związane z ograniczaniem ASF na tym obszarze, aktywiści nikomu nie zgłosili tego faktu. Przez ponad dwa miesiące obserwowali miejsce, podczas gdy w tym czasie codziennie wywożono kilkanaście padłych dzików z innych Trójmiejskich terenów, a wirus ASF obejmował coraz to nowe obszary. Później oskarżyli łowczego OHZ o rozrzucanie szczątków dzików i na dowód wstawili filmik jak dokarmiał marchewką daniele w miejscu, w którym dokarmiało się zwierzynę, aby odciągnąć ją od miasta.

Ostatecznie, po trwającym około roku postępowaniu, policja umorzyła dochodzenie wobec łowczego, nie dopatrując się znamion przestępstwa. Jednocześnie długotrwałe postępowanie spowodowało odsunięcie od działań osoby zaangażowanej w walkę z ASF na tym terenie.

ASF nie kończy się na ogrodzeniu chlewni

W Trójmieście w ciągu półtora roku ASF doprowadził do śmierci około 97% populacji dzików bytujących na terenach miejskich i leśnych. Zwierzęta padały w lasach, w pobliżu zabudowań i dzikich wysypisk śmieci. Obecność człowieka oraz życie w mieście stworzyły warunki sprzyjające szybkiemu rozprzestrzenianiu się choroby. Dlatego jednym z najważniejszych działań powinno być ograniczanie wchodzenia dzików do miast. W praktyce bardzo trudno jest całkowicie wyeliminować dokarmianie dzików przez ludzi. Samo zabezpieczanie miejskich koszy na odpady również nie rozwiązuje problemu, ponieważ zwierzęta potrafią wchodzić na prywatne posesje, a pojemniki na śmieci często wystawiane są na ulice w dniu odbioru odpadów. Również działania polegające wyłącznie na sadzeniu roślin mniej atrakcyjnych dla dzików mają ograniczoną skuteczność. Zwierzęta zwykle po prostu przenoszą się w inne miejsce, szukając pożywienia.

image
Trójmiasto – pieczywo, którym ludzie dokarmiali dziki
FOTO: Beata Banaszak

Doświadczenia pokazują wyraźnie, że tam, gdzie utrzymuje się wysokie zagęszczenie dzików, ASF bardzo szybko rozprzestrzenia się na kolejne obszary i oznacza większą liczbę potencjalnych kontaktów z wirusem, większą liczbę padłych zwierząt w środowisku oraz wyższe ryzyko przeniesienia choroby do gospodarstw. Oznacza to ogromne straty ekonomiczne dla producentów świń. Dlatego redukcja populacji dzików, szybkie usuwanie padłych osobników oraz ograniczanie obecności tych zwierząt w miastach, powinny być traktowane jako element strategii walki z ASF. Równocześnie konieczne jest ograniczanie oswajania dzików, ich dokarmiania i funkcjonowania w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi. Zwierzęta przyzwyczajone do obecności człowieka tracą naturalny dystans, coraz częściej wchodzą na tereny zabudowane i stają się trudniejsze do kontrolowania.

Beata Banaszak

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
07. czerwiec 2026 13:02