Jeppe Bloch Nielsen, przewodniczący Danske Svineproducenter, tłumaczy, że w przeszłości duńskie rządy tworzyły w dużej mierze stabilne warunki dla produkcji zwierzęcej. Wszyscy zdawali sobie sprawę, jak ważna – szczególnie dla wyników gospodarczych i rynku pracy – jest produkcja trzody chlewnej. Wraz z powstaniem nowej centrolewicowej koalicji w Kopenhadze nastąpiła wyraźna zmiana podejścia politycznego do rolnictwa.
– Obecnie dostrzegamy poważne zagrożenie dla przyszłości naszej wysokowydajnej i zorientowanej na eksport produkcji świń – mówi Jeppe Bloch Nielsen.
Punkty krytyczne dla branży trzody chlewnej
– Największym problemem jest drastyczne zaostrzenie wymagań dotyczących dobrostanu zwierząt w bardzo krótkim czasie. Nowa koalicja chce między innymi jak najszybciej wdrożyć istniejące przepisy unijne. Szczególnie radykalny jest harmonogram dotyczący obcinania ogonów, z którego mielibyśmy całkowicie zrezygnować już od 2030 roku – twierdzi Markus Fiebelkorn, analityk rynku w Danske Svineproducenter.
W jego ocenie, pozostały czas jest zdecydowanie zbyt krótki, aby opracować rozwiązania możliwe do zastosowania w praktyce i istnieją obawy, że wiele gospodarstw będzie miało poważne problemy z kanibalizmem. Ponadto do 2035 roku rząd chce ustawowo zakazać hodowli powodujących cierpienie zwierząt. Planowane są też dalsze zaostrzenia.
– Minimalny okres ssania prosiąt ma zostać wydłużony do czterech tygodni. Rząd chce również całkowicie zakazać unieruchamiania loch w kojcach porodowych. Jednocześnie znaczna część produkcji trzody chlewnej miałaby zostać przestawiona na produkcję ekologiczną, a zużycie antybiotyków wyraźnie ograniczone – wyjaśnia Fiebelkorn.
W szczególności w zakresie długości laktacji i unieruchamiania loch duńskie przepisy miałyby znacznie wykraczać poza standardy unijne.
Rząd Danii wstrzymuje również budowę nowych i rozbudowę istniejących ferm trzody chlewnej. Nie wiadomo, jak długo potrwają negocjacje ani czy blokada obejmie również rozpoczęte procedury pozwoleń. Niepewność powoduje, że gminy i banki wstrzymują decyzje dotyczące bieżących projektów.
Według duńskich organizacji rolniczych zamrożenie inwestycji może potrwać nawet kilka lat. Paradoksalnie blokada może opóźnić poprawę dobrostanu, ponieważ większa przestrzeń dla loch i tuczników często wymaga rozbudowy chlewni. W ramach czterostronnego porozumienia będą teraz opracowywane nowe przepisy.
Co to oznacza dla eksportu prosiąt?
Planowane są również ograniczenia w eksporcie prosiąt. Średnioterminowy plan restrukturyzacji zakłada silniejsze ukierunkowanie produkcji trzody chlewnej na rynek krajowy. W praktyce rolnicy mieliby przede wszystkim produkować świnie, które zostaną wykorzystane do zaopatrzenia krajowego rynku żywności albo poddane dalszemu przetworzeniu w Danii przed eksportem.
– Ważne jest, aby jak najlepiej wykorzystać istniejące krajowe chlewnie oraz przede wszystkim własne moce ubojowe. Taki model mógłby doprowadzić do niewielkiego ograniczenia eksportu prosiąt. Jeżeli jednak rząd będzie dążył do znacznego zmniejszenia wywozu, będzie to równoznaczne z dużym ograniczeniem pogłowia. Naszym zdaniem, ogólny cel polegający na ograniczeniu eksportu prosiąt nie jest zgodny z prawem Unii Europejskiej – mówi Markus Fiebelkorn.
Jego zdaniem, zasadniczo słuszne jest dążenie do pozostawienia większej części wartości dodanej w kraju. Jest to zgodne z celami największego duńskiego przedsiębiorstwa mięsnego. Danish Crown od kilku lat wspiera budowę chlewni do tuczu. Jednak Dania eksportuje rocznie niemal 17 mln prosiąt. W opinii eksperta, chęć odchowania wszystkich tych zwierząt w kraju jest nierealna, między innymi ze względu na struktury produkcyjne budowane przez dziesięciolecia.
– Każdy, kto domaga się drastycznego ograniczenia eksportu prosiąt, odbiera źródło utrzymania setkom duńskich producentów. Jednocześnie w ważnych krajach Unii Europejskiej zabrakłoby importowanych prosiąt potrzebnych do zasiedlenia istniejących chlewni – dodaje Fiebelkorn.
Kto odczuje skutki ograniczeń w budowie chlewni?
Decyzje duńskiego rządu mają bardzo poważne konsekwencje dla Niemców, którzy importują 7,3 mln prosiąt. Ale jeszcze poważniejsze konsekwencje poniosą polscy producenci. W ubiegłym roku Polska sprowadziła z Danii prawie 8 mln prosiąt. Tym samym Dania jest najważniejszym dostawcą prosiąt dla polskich producentów.
– Niemieckie media informowały o duńskich planach, jednak jak dotąd nie otrzymaliśmy wielu bezpośrednich reakcji z tego kraju. Prawdopodobnie skala możliwych konsekwencji nie jest jeszcze w pełni uświadamiana. Dla Polski import żywych zwierząt ma wręcz fundamentalne znaczenie. W ubiegłym roku Polska sprowadziła z Danii 7,8 mln prosiąt. Oznacza to, że około 40% wszystkich świń ubijanych w Polsce pochodziło od duńskich prosiąt – kwituje Jeppe Bloch Nielsen.
Polscy przedstawiciele branży z dużym niepokojem obserwują sytuację w Danii. Ograniczenie duńskiego eksportu prosiąt mocno uderzyłoby w cały polski sektor trzody chlewnej.
Kosztowa przewaga Danii w produkcji świń
Według analizy InterPIG za 2024 rok duńscy producenci trzody chlewnej ponownie osiągnęli najniższe koszty produkcji w Unii Europejskiej – średnio 1,76 euro za kilogram masy poubojowej.
– To podstawa naszych sukcesów na wymagających rynkach eksportowych. Konkurujemy przede wszystkim z Brazylią i Stanami Zjednoczonymi, gdzie mięso produkowane jest jeszcze taniej. Planowane przez rząd drastyczne zaostrzenie wymagań dotyczących dobrostanu zwierząt zwiększy nasze koszty – podkreśla Markus Fiebelkorn.
Dania eksportuje około 80–85% produkowanego mięsa wieprzowego – zarówno do krajów Unii Europejskiej, jak i na rynki trzecie. Udział eksportu do krajów trzecich już w ostatnich latach malał, a wraz ze wzrostem kosztów prawdopodobnie będzie nadal spadał. Możliwe jest silniejsze ukierunkowanie sprzedaży na rynek europejski.
Duńscy eksperci podkreślają, że połączenie drastycznego zaostrzenia wymagań dobrostanowych z obecnie niekorzystnymi cenami rynkowymi jest bardzo niebezpieczne. Dlatego plany nowego rządu spotykają się z dużym sprzeciwem producentów i organizacji branżowych. Obawiają się oni, że już w przyszłym roku restrukturyzacja duńskiej produkcji, szczególnie w sektorze producentów prosiąt, wyraźnie przyspieszy. Może dojść do zamknięcia nawet 10% gospodarstw.
Branżowy plan siedmiu punktów
– Rząd chce przeprowadzić transformację hodowli w ścisłej współpracy z rolnikami, organizacjami zajmującymi się ochroną zwierząt i środowiska oraz przemysłem spożywczym. Na przygotowanie tak zwanego porozumienia dotyczącego produkcji trzody chlewnej wyznaczono sześć miesięcy. Daje nam to przynajmniej ramy do dyskusji – uważa przewodniczący Danske Svineproducenter.
Jednocześnie rząd zapowiada, że jeżeli nie uda się osiągnąć wspólnego porozumienia z uczestnikami łańcucha produkcji, będzie chciał samodzielnie wdrożyć swoje plany. Umowa koalicyjna zawiera również natychmiastowy plan dotyczący dobrostanu zwierząt. Zakłada on więcej kontroli, mniej wyjątków i surowsze sankcje za naruszanie przepisów. Kontrole dobrostanu zwierząt ma koordynować ministerstwo sprawiedliwości. Pokazuje to, jak dużą wagę rząd przywiązuje do zaostrzenia wymagań.
Branża przedstawiła siedmiopunktowy plan dotyczący dobrostanu zwierząt. Może on stać się elementem politycznej reorganizacji duńskiej produkcji trzody chlewnej. Zostanie powołana komisja, która będzie miała pół roku na przygotowanie konkretnych propozycji. Pozostaje jednak pytanie, jakie działania zostaną ostatecznie przyjęte i w jaki sposób będą wdrażane.
Reakcja organizacji producentów trzody w Danii
– Wyraźnie podkreślamy, że już obecnie pracujemy w pełni zgodnie z przepisami. Cele dobrostanowe rządu znacznie wykraczają poza wymagania unijne. Jeżeli jeden lub kilka elementów planów nowego rządu zostanie wdrożonych, zwrócimy się do Unii Europejskiej – zaznacza Jeppe Bloch Nielsen.
W centrum sporu znajduje się pytanie, w jakim stopniu tak daleko idąca ingerencja ograniczy konkurencyjność duńskich rolników i czy w ogóle będzie dopuszczalna w świetle prawa UE.
– Nie zaakceptujemy bez walki działań podejmowanych jednostronnie na poziomie krajowym kosztem producentów trzody chlewnej, ponieważ uważamy je za całkowicie niewłaściwe – podsumowuje Jeppe Bloch Nielsen.
Oprac. Dominika Stancelewska na podstawie SUS 4/26
