Podczas Kongresu EPP dyskutowano o presji wywieranej na sektor trzody chlewnej, związanej z ASF, kosztami energii, polityką klimatyczną UE oraz agresywną debatą społeczną dotyczącą produkcji mięsaDominika Stancelewska
StoryEditorŚwinie

Nowe wymogi dla hodowców świń. Kto za to zapłaci?

21.06.2026., 08:00h

O zmianach na rynku wieprzowiny dyskutowano również podczas międzynarodowego kongresu EPP (European Pig Producers) w Poznaniu. Eksperci podkreślali, że zrównoważona produkcja wymaga kosztownych dostosowań i może funkcjonować wyłącznie wtedy, gdy pozostaje opłacalna dla rolników.

EPP działa od 1990 roku i zrzesza producentów trzody chlewnej z 22 krajów, a co roku w różnych państwach Europy organizuje kongres poświęcony najważniejszym problemom rynku wieprzowiny. Tym razem przedstawiciele branży zgromadzili się w stolicy Wielkopolski. Eksperci wskazywali, że sektor trzody chlewnej musi przygotować się m.in. na większe powierzchnie dla zwierząt, ograniczenia kastracji, nowe wymogi transportowe, monitoring w rzeźniach oraz dalsze ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Jednocześnie podkreślali, że wszystkie nowe przepisy powinny być poprzedzone rzetelną oceną skutków ekonomicznych.

Doktor Gereon Schulze Althoff, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju Premium Food Group, wcześniej funkcjonującej jako Tönnies Group, jednego z największych koncernów mięsnych Europy, zwracał uwagę, że współczesny europejski konsument coraz słabiej rozumie realia produkcji zwierzęcej. Jeszcze kilkanaście lat temu znaczna część społeczeństwa miała bezpośredni kontakt z rolnictwem.

– Dziś wiedza o produkcji zwierzęcej praktycznie zanika, dlatego sektor musi nauczyć się mówić o swoich zaletach. W praktyce oznacza to lepszą umiejętność komunikacji z konsumentem – podkreślał prelegent.

W jego ocenie przez wiele lat produkcja zwierzęca była przedstawiana jako główny winowajca zmian klimatycznych. Tymczasem, jak zaznaczył, największym źródłem emisji pozostają paliwa kopalne, a nowoczesny chów zwierząt jest elementem gospodarki obiegu zamkniętego.

Świnia to biologiczny recykler

Doktor Schulze Althoff prezentował rolę świni jako biologicznego recyklera produktów ubocznych przemysłu spożywczego. Użył nawet określenia optimal bio-transformer.

image
Według niemieckiego eksperta gospodarstwa najlepiej zarządzające danymi będą w kolejnych latach najbardziej konkurencyjne
FOTO: Dominika Stancelewska

– Świnia jest najefektywniejszym zwierzęciem przetwarzającym produkty uboczne, które nie nadają się bezpośrednio do spożycia przez ludzi. To niezwykle ważny argument w debacie klimatycznej. W przeciwieństwie do drobiu, który wymaga bardzo wysokiej jakości komponentów paszowych, trzoda chlewna może efektywnie wykorzystywać pasze o bardziej zróżnicowanej jakości, produkty uboczne przemysłu spożywczego, pozostałości piekarnicze czy komponenty o niższej wartości konsumpcyjnej dla człowieka – tłumaczył ekspert.

Według danych przedstawionych przez przedstawiciela Premium Food Group, w niemieckim tuczu udało się ograniczyć wykorzystanie śruty sojowej średnio o 36%, co oznacza redukcję o około 17 kg na jednego tucznika. Co istotne, nie pogorszyło to wyników produkcyjnych ani jakości tusz.

– Udowodniliśmy, że ograniczenie białka w żywieniu jest ekonomicznie opłacalne i jednocześnie znacząco obniża emisję dwutlenku węgla – mówił ekspert.

Premium Food Group stworzyło własną platformę klimatyczną opartą na danych produkcyjnych gospodarstw i zredukowało emisję dwutlenku węgla aż o 26%. Udało się to nie tylko dzięki zmniejszeniu udziału śruty sojowej w żywieniu świń, ale także dzięki poprawie zdrowotności stad i wyższej efektywności produkcyjnej.

image
Konsekwencje odchodzenia od utrzymania loch w jarzmach porodowych (zmiany w %)
FOTO: Benedykt Pepliński

Czterdzieści prosiąt od lochy rocznie? To możliwe

Poprawa genetyki i zdrowotności stad sprawia, że większą produkcję mięsa przy mniejszej liczbie zwierząt uzyskujemy również w Polsce. Po części, oczywiście, to efekt dużego importu warchlaków, ale również tego, że lochy odchowują więcej prosiąt, a tuczniki szybciej rosną. Jak mówił Grzegorz Brodziak z Goodvalley Agro SA, jego firma osiągnęła w 2026 roku poziom 40 odsadzonych prosiąt od lochy rocznie. Dla porównania, gdy Goodvalley rozpoczynał działalność w Polsce w 1994 roku, wynik ten wynosił około 17 prosiąt. To ogromny postęp. Firma od lat testuje również rozwiązania związane z poprawą dobrostanu zwierząt. Jednym z przykładów jest ferma wyposażona w porodówki wolnostanowiskowe o powierzchni 5,5 m². Lochy przebywają tam w systemie ograniczonego zamknięcia jedynie przez pięć dni po porodzie. Choć wyniki produkcyjne Brodziak ocenił pozytywnie, przyznał, że ekonomika takich rozwiązań nadal rodzi pytania.

– Jeśli takie systemy staną się obowiązkowe w całej Europie, ktoś będzie musiał za to zapłacić – zauważa ekspert.

Prelegent z Niemiec opowiadał, że Premium Food Group płaci producentom 10 euro za każdego tucznika z nieobciętym ogonem. Ocena odbywa się automatycznie w rzeźni. Jednocześnie przyznał, że produkcja świń z długimi ogonami jest trudna i wymaga ogromnej wiedzy zootechnicznej.

– To nie jest coś, co można wdrożyć wszędzie i natychmiast. W praktyce problemem pozostają agresja i obgryzanie ogonów, szczególnie w dużych stadach. Niemiecki model zakłada więc raczej stopniowe wdrażanie takich systemów niż rewolucję – zaznaczał dr Schulze Althoff.

image
Grzegorz Brodziak tłumaczył, że jednym z ważnych elementów systemu produkcji w Goodvalley są biogazownie rolnicze zintegrowane z fermami trzody chlewnej
FOTO: Dominika Stancelewska

Grupom producentów trzody brakuje wytrwałości

W ocenie Aleksandra Dargiewicza, prezesa POLPIG, choć średnia wielkość stada w Poslce wzrosła z 54 do 213 świń, to jednak nadal funkcjonuje ogromna liczba małych gospodarstw utrzymujących po kilka lub kilkanaście świń, podczas gdy produkcja towarowa koncentruje się w relatywnie niewielkiej grupie dużych ferm. Rozdrobnienie gospodarstw utrudnia budowanie przewagi na rynku.

Jak przypomniał Aleksander Dargiewicz, najdynamiczniej w Polsce rozwija się system integracji pionowej, czyli tzw. tucz nakładczy, który odpowiada już za około 40% produkcji. Choć ogranicza on ryzyko rynkowe producenta i zapewnia przewidywalność dochodów, to jednocześnie zmniejsza niezależność gospodarstwa. Zaledwie około 5% produkcji funkcjonuje w ramach integracji poziomej, czyli grup producenckich wspólnie kupujących środki produkcji i sprzedających tuczniki. Według Dargiewicza właśnie tutaj tkwi jeden z największych niewykorzystanych potencjałów polskiego rolnictwa. Wspólne zakupy pasz, energii czy usług weterynaryjnych znacząco zwiększają siłę negocjacyjną producentów. Prezes POLPIG wskazał przykład grupy producentów, która wspólnie wybudowała fermę na 3200 loch wyposażoną w system żywienia płynnego i zaawansowaną automatykę.

– W Polsce jesteśmy mistrzami krótkotrwałej integracji przeciw wspólnemu wrogowi. Potrafimy protestować, wychodzić na ulicę, ale nie umiemy budować trwałej współpracy ekonomicznej. Na rynku mamy ogromne wahania opłacalności. W integracji wyniki są znacznie stabilniejsze – mówił dr Tomasz Schwarz z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

Jak zauważył, w Polsce powstało wprawdzie około 700 grup producentów trzody, ale obecnie aktywnych jest już tylko 248.

image
Zdaniem Aleksandra Dargiewicza przyszłość sektora będzie należeć do gospodarstw dobrze zorganizowanych i współpracujących
FOTO: Dominika Stancelewska

Nowoczesna chlewnia to za mało

Doktor Schwarz zwracał uwagę na problemy w zarządzaniu w części gospodarstw, opisując przykład nowoczesnej chlewni wyposażonej w zaawansowany system kontroli mikroklimatu, w której miał okazję być. W pierwszych pomiarach parametry środowiskowe były wzorowe. Po pół roku sytuacja znacznie sie pogorszyła: wilgotność sięgała 80%, a stężenie amoniaku było niemal trzykrotnie większe od zalecanego. Powód okazał się banalny – system wentylacji nie działał właściwie do pory roku, ponieważ właściciel bał się przestawić komputer.

– Rolnicy inwestują w nowoczesne wyposażenie, ale często z niego nie korzystają albo nie rozumieją jego działania – zaznaczał prelegent.

W jego ocenie zarządzanie jest dziś najważniejszym czynnikiem wpływającym na wyniki produkcyjne. Dotyczy to zarówno dokumentacji produkcyjnej oraz analizy kosztów i wskaźników produkcyjnych, jak i kontroli mikroklimatu, monitorowania zdrowotności stada czy planowania zakupów pasz.

– Wielu producentów błędnie koncentruje się wyłącznie na poprawie samego wskaźnika wykorzystania paszy (FCR), zamiast analizować ekonomikę żywienia. Przy różnicy ceny paszy wynoszącej 0,10 zł/kg konieczna byłaby poprawa FCR o ponad 0,2 punktu, aby zrekompensować wyższy koszt żywienia. Znacznie łatwiej obniżyć koszt paszy o 10 gr niż poprawić FCR o 0,2 – tłumaczył Schwarz.

Jako przykład wskazał możliwość częściowego zastąpienia pszenicy żytem. Przy około 50-procentowym udziale żyta w mieszance koszt paszy może spaść o około 0,10 zł/kg, podczas gdy pogorszenie FCR wynosi jedynie około 0,08 punktu. W praktyce oznacza to poprawę wyniku ekonomicznego mimo nieco słabszego wskaźnika produkcyjnego.

Dominika Stancelewska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
21. czerwiec 2026 08:02