Drugiego dnia targów, w ramach Forum Trzody Chlewnej, dr Tomasz Schwarz z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przedstawił wykład pt. „Mercosur, Ukraina, Polska – co nas czeka?”.
– Nie możemy patrzeć na Mercosur wyłącznie w kategoriach politycznych. To przede wszystkim kwestia kosztów produkcji i przewag konkurencyjnych. Kraje Ameryki Południowej produkują taniej, w innych realiach środowiskowych i regulacyjnych – podkreślał prelegent.
Wskazał, że różnice dotyczą m.in. kosztów pracy, wymogów dobrostanowych, regulacji środowiskowych, dostępu do pasz białkowych, skali produkcji. W jego ocenie polscy producenci funkcjonują w jednym z najbardziej restrykcyjnych systemów regulacyjnych na świecie, co zwiększa ich koszty.
Mercosur jako wyzwanie
– Europejski model produkcji jest droższy, ale lepiej kontrolowany. Problem pojawia się wtedy, gdy konkurujemy ceną z systemem, który tych samych obciążeń nie ponosi. Jeżeli na nasz rynek wjedzie kilka milionów ton tańszego mięsa, to przy relatywnie sztywnych kosztach produkcji w UE realna marża producenta zostanie zmniejszona. To arytmetyka – zaznaczał Tomasz Schwarz.
Nawet kilkuprocentowy spadek cen skupu może oznaczać utratę setek milionów złotych rocznie w skali krajowej produkcji, a rentowność w trzodzie chlewnej to dziś często kilka procent marży. Niewielkie wahnięcie cenowe może ją wyzerować.
Zdaniem Schwarza błędem jest odnoszenie potencjalnych strat rolnictwa do jego udziału w PKB, który w UE wynosi 1,3%, a w Polsce 3%. Należy odnieść się do udziału rolnictwa w strukturze wymiany handlowej, który u nas wynosi ponad 15% w eksporcie.
– Mercosur więcej eksportuje do Europy niż Europa do Mercosuru. To nie jest wielka różnica, bo wynosi 56 mld euro wobec 55 mld. W tym wszystkim ważne jest jednak spojrzenie na poszczególne kraje. Polska eksportuje za prawie 3 mld euro, a importuje za nieco pona miliard. Ale Niemcy za ponad 2 razy więcej importują, niż eksportują, bo eksport wynosi 7,5 mld euro, a import ponad 16 mld. Są więc największym importerem z Mercosuru i to ich boli – wyliczał Schwarz.
Kontyngenty dziś, presja cenowa jutro
Założeniem umowy Mercosur jest przestrzeganie kontyngentów – wynoszących 180 tys. ton drobiu, 100 tys. ton wołowiny, 25 tys. ton wieprzowiny, 40 tys. ton wyrobów mleczarskich i 45 tys. ton miodu. Jednak zdaniem Tomasza Schwarza skoro UE planuje klauzule ochronne, to znaczy, że sama nie wierzy w przestrzeganie kontyngentów.
– Limit 25 tys. ton wieprzowy przy produkcji unijnej wynoszącej około 20 mln ton rocznie stanowi zaledwie promil całkowitej produkcji. W Polsce produkujemy około 2 mln ton, więc kontyngent ten wydaje się niewielki. Teoretycznie można więc uznać, że nie ma problemu z dopuszczeniem tej ilości wieprzowiny i polscy producenci świń na tym nie stracą. Jednak trudno wierzyć, iż na tym się skończy – powiedział ekspert.
Podobnego zdania jest dr Łukasz Kryszak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
– W krajach Mercosuru nie ma osób, które nie potrafią liczyć i zgodzą się na rozwiązanie jednostronnie korzystne dla Unii Europejskiej. Nawet jeśli w pierwszych latach kontyngent byłby przestrzegany, w dłuższej perspektywie zapewne zostałby zwiększony – dodawał Kryszak.
Zdaniem Bogusława Prałata, prezesa Polskiego Związku Niezależnych Producentów Świń, pod uwagę trzeba też brać fakt, że Brazylia stale rozwija swoją produkcję i będzie coraz więcej sprzedawać na rynkach państw trzecich, gdzie obecnie eksportują unijni producenci. Konkurencja będzie dotyczyć przede wszystkim największych eksporterów, jak Hiszpania, która obecnie zmaga się z problemem ASF, ale pośrednio dotknie również inne kraje UE.
Ukraina – przyszły eksporter
Drugim istotnym wątkiem była sytuacja Ukrainy. Doktor Schwarz wskazał, że ten kraj ma ogromny potencjał produkcyjny w sektorze rolnym, a w dłuższej perspektywie może stać się znaczącym eksporterem mięsa do Unii.
– Ukraina to nie tylko temat zboża i tranzytu. To kraj z dużymi areałami, relatywnie niskimi kosztami produkcji i rosnącym zainteresowaniem inwestorów zagranicznych – mówił prelegent.
Bartosz Czarniak z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej POLSUS tłumaczył, że choć obecnie produkcja żywca wieprzowego w Ukrainie jest droższa, to musimy wziąć pod uwagę, że jest to efekt wojny. Kraj ten ma jednak ogromny potencjał i szybko może zwiększyć skalę chowu i obniżyć koszty. W dłuższej perspektywie mogłoby to stanowić poważne zagrożenie dla polskich producentów. Zdaniem Janusza Wojtczaka, wiceprezesa Krajowego Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej POLPIG, już dziś musimy się zastanowić, jakie mechanizmy ochronne powinien przyjąć nasz kraj.
– Jeżeli nie będziemy zwiększać efektywności i skali produkcji, to będziemy stopniowo wypadać z rynku. Nie dlatego, że nie potrafimy produkować, ale dlatego, że inni zrobią to taniej – ostrzegał dr Wojtczak.
Jego zdaniem branża powinna skupić się bardziej na dużo kosztowniejszym zagrożeniu wewnętrznym, jakim jest afrykański pomór świń.
– Rocznie tracimy ponad 2 mld zł, a duża część tych pieniędzy pochozi z kieszeni rolników – kwitował Wojtczak.
Scenariusze dla sektora
Doktor Tomasz Schwarz nakreślił kilka możliwych scenariuszy dla polskiej branży trzody chlewnej:
I. konsolidacja i specjalizacja –
mniejsza liczba, ale większych i efektywniejszych gospodarstw;
II. większe uzależnienie od importu – w przypadku braku inwestycji i spadku krajowej produkcji;
III. budowanie przewagi jakościowej – za pomocą wysokich standardów i marki polskiego mięsa.
– Najgorszym scenariuszem jest bierność. Rynek się zmieni – pytanie, czy będziemy aktywnym uczestnikiem tej zmiany, czy jej biernym odbiorcą – kwitował prelegent.
Bez zwiększenia skali chowu świń nie przetrwamy?
Janusz Wojtczak zwrócił uwagę, że polska produkcja trzody chlewnej już dziś znajduje się pod silną presją nie tylko z powodu Mercosuru, ale także rosnącego importu warchlaków i koncentracji produkcji w innych krajach UE.
– Kluczowe są odbudowanie krajowej produkcji prosiąt i poprawa wskaźników rozrodu. Bez własnego materiału hodowlanego będziemy uzależnieni od decyzji i cen zagranicznych dostawców – ostrzegał Czarniak.
W jego ocenie Polska ma potencjał do poprawy konkurencyjności poprzez poprawę plenności loch, wyrównanie miotów, obniżenie śmiertelności prosiąt, lepsze wykorzystanie paszy.
– Mamy w kraju materiał genetyczny, który pozwala osiągać bardzo dobre wyniki. Problemem nie jest brak potencjału, lecz brak stabilnych warunków rozwoju – zaznaczył.
Podkreślił również, że poprawa efektywności produkcyjnej może częściowo kompensować presję cenową wynikającą z liberalizacji handlu.
Fundusz promocji wieprzowiny pod lupą
Istotnym i szeroko komentowanym wątkiem debaty była kwestia słabej współpracy wewnątrz branży oraz, jak podkreślali uczestnicy, niewystarczająco efektywnego wykorzystania środków z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego. Na zachodzie branża jest dużo bardziej zintegrowana niż w Polsce, dzięki czemu ma znacznie większą siłę przebicia. U nas środowisko jest, niestety, rozproszone, wskutek czego znacznie trudniej podjąć skuteczne działania.
– Nie umiemy mówić jednym głosem jako branża. A jeśli nie potrafimy wspólnie zdefiniować celu, to trudno skutecznie wydawać pieniądze na promocję. Organizacje, które krytykują produkcję zwierzęcą, działają w sposób profesjonalny, zatrudniają specjalistów, którzy zajmują się wyłącznie komunikacją i budowaniem przekazu. My natomiast nie mamy na to ani czasu, ani często kompetencji. Dzisiejsze gospodarstwa są wyspecjalizowane i wymagają ogromnego zaangażowania. Dlatego powinniśmy się zrzeszać i wspólnie finansować profesjonalne działania promocyjne. W innych branżach, jak drobiarska, działania promocyjne są prowadzone sprawniej i skuteczniej – mówił Bogusław Prałat.
Eksperci zgodzili się, że Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego dysponuje realnymi środkami finansowymi, jednak ich wykorzystanie nie przekłada się na trwałą poprawę wizerunku sektora ani na wzrost konsumpcji krajowej wieprzowiny.
– Organizacje, które wnoszą największy wkład finansowy do Funduszu, nie mają wpływu na sposób wydatkowania tych pieniędzy – mówił Janusz Wojtczak.
To budzi frustrację i poczucie niesprawiedliwości.
– Wizerunek branży nie obroni się sam. Jeśli nie będziemy aktywnie komunikować, jak produkujemy, jakie mamy standardy i jak wygląda kontrola jakości, to przestrzeń informacyjną wypełnią inni – padało podczas debaty.
Najgorsza strategia dla branży trzody chlewnej to bierność
Wskazywano również, że sektor trzody chlewnej zbyt słabo reaguje na kryzysy wizerunkowe – zarówno te związane z ASF, jak i z debatą publiczną wokół dobrostanu czy wpływu produkcji zwierzęcej na środowisko. Bogusław Prałat zwrócił uwagę, że brak spójnej strategii komunikacyjnej odbija się także na relacjach z sieciami handlowymi i konsumentami.
– Jeżeli nie zadbamy o wizerunek mięsa wieprzowego jako produktu bezpiecznego, kontrolowanego i wysokiej jakości, to będziemy przegrywać nie tylko z importem, ale także z alternatywami roślinnymi – podkreślał prezes PZNPŚ.
W trakcie wymiany zdań pojawiły się postulaty większej transparentności w dysponowaniu środkami funduszu, koncentracji na długofalowych kampaniach edukacyjnych, silniejszej obecności branży w mediach ogólnopolskich, budowania pozytywnej narracji wokół nowoczesnej produkcji i wysokich standardów bioasekuracji.
Doktor Łukasz Kryszak zaznaczył, że w warunkach rosnącej konkurencji międzynarodowej promocja nie jest dodatkiem, lecz elementem strategii rynkowej.
– Jeżeli otwieramy się na globalną konkurencję, to musimy inwestować nie tylko w produkcję, ale też w markę – wyjaśniał ekspert.
Debata wyraźnie pokazała, że wyzwania stojące przed sektorem trzody chlewnej mają nie tylko wymiar ekonomiczny i geopolityczny, lecz także organizacyjny i komunikacyjny. Bez wspólnych działań trudno skutecznie bronić pozycji polskiej wieprzowiny na coraz bardziej wymagającym rynku.
Dominika Stancelewska
